mieszkanie w bloku - budowa domu... dlugie
Co do szukania dzialki na odleglosc to chyba bedzie troche trudno, ale
bede probowal, sprobuje nawiazac kontakt z jakimis posrednikami (jest
sens? czy lepiej na wlasna reke? - jakie sa zalety tego ze dzialke
wyszuka posrednik ? - wady domyslam sie... cena)

Nawiązać wspólprace jest zawsze sens,pod warunkiem ze trafisz na
profesjonalne biuro,a o takich mozesz sie dowiedziec w Polskiej
Federacji Pośredników w W-wie.

Czy na własną rekę?-hmmm bedac na miejscu mogłbys szukac sam i z
posrednikiem a skoro jestes daleko to obawiam sie ze moze byc to
problem.NIE UFAJ OGŁOSZENIOM!!! To tak jak z kupnem samochodu,pisze ze
jest bezwypadkowy a na miejscu stwierdzasz zupełnie cos innego.

Jakie zalety?- wszystko zalezy od pośrednika,jezeli profesjonalnie
zabierze sie do pracy to Ty tylko odbierasz meile z ofertami i oglądasz
fotki,od strony prawnej tez Tobie sprawdzi ,wynegocjuje cene ,sporzadzi
umowe przedwstepna itp. i za to oczywiscie pobiera prowizję!!!! a czy to
jest wada???? przeciez Ty tez nie pracujesz za darmo!!!

Jezeli bedziesz miał upatrzona ziemie wyszukana przez pośrednika to
przeciez i tak chociazby dla świetego spokoju sprawdzisz (razem z
posrednikiem) wszystko sam w urzedach. Jezeli wprowadzi Ciebie posrednik
w bład to moze go to kosztowac nawet utrate licencji (a uwierz mi
zdobycie jej to jest niemaly wyczyn no i kasa).Tyle ode mnie.Ale jak
zwykle decyzja nalezy do Ciebie:). Jak bedziesz chciał więcej
info.odnośnie zasad pośrednictwa to pytaj smiało.Pozdrawiam


     

  Umowa przedwstepna kupna-sprzedazy (zadatek czy zaliczka)?
Witam,
No wlasnie, jak jest prawnie poprawnie sformuowana przedwstepna umowa
kupna-sprzedazy na poczet samochodu okreslonej marki i ceny? W archiwum

samemu taki wzor ale moze ktos widzial w sieci juz gotowa taka umowe, ktora
bylaby kompletna i posiadala moc prawna, na podstawie ktorej mozna byloby
dochodzic swoich praw (co prawda w sadzie, ale coz..:))
Pozdrawiam,
Zibi

  Umowa przedwstepna kupna-sprzedazy (zadatek czy zaliczka)?

| Witam,
| No wlasnie, jak jest prawnie poprawnie sformuowana przedwstepna umowa
| kupna-sprzedazy na poczet samochodu okreslonej marki i ceny?
Zadatek - przepada na rzecz sprzedajacego, zwrot w podwojnej wysokosci
na rzecz kupujacego.
Najlepiej potwierdz podpisy notarialnie- male koszty a pewnosc.

  Umowa przedwstepna kupna-sprzedazy (zadatek czy zaliczka)?

No wlasnie, jak jest prawnie poprawnie sformuowana przedwstepna umowa
kupna-sprzedazy na poczet samochodu okreslonej marki i ceny?



Poprawnie to jest wiekszosc z nich sformulowana, tylko kazda
ma inne skutki prawne. Moze z zastrzezeniem
ze nie do konca wiadomo czy to jest "kupna-sprzedazy"
czy "przeniesienia praw wlasnosci"

W archiwum

samemu taki wzor ale moze ktos widzial w sieci juz gotowa taka umowe, ktora
bylaby kompletna i posiadala moc prawna, na podstawie ktorej mozna byloby
dochodzic swoich praw (co prawda w sadzie, ale coz..:))



Kupujacy powinien zadbac o formulke "sprzedajacy oswiadcza ze
pojazd jest wolny od zastawow i praw osob trzecich", oraz o
wymienienie _przebiegu_ w umowie [nie "stanu licznika"].

Sprzedajacy - wymienic pisemnie wady ktorych nie ukrywa.
Zadbac o "kupujacy dokonal sprawdzenia stanu technicznego".

J.


     

  zakup auta zadłużonego

Witam,
Zastanawiam się nad kupnem samochodu, które jest w tej chwili zadłużone.
Właściciel powiedział, że aby załatwić tą sprawę musimy wspólnie jechać do
banku, spłacić kredyt, a następnie do wydziłu komunikacji, aby odnotować
fakt oddłużenia auta w dowodzie rejstracyjnym - tyle na razie wiem,
jeszcze
nie dopytywałem szczegółów, w którym momencie ma być podpisana umowa itp.
Czy może ktoś miał podobną sytuację, jak powinna wyglądać pełna procedura
takiego zakupu?
Pozdrawiam
PG



Mialem taka sama sytuacje, na samochod byl wziety kredyt - ok 60% jego
wartości. Najpierw podpisalem z gosciem umowe przedwstepna, ze ja
zobowiazuje sie zaplacic, a on sprzedac mi samochod. Pojechalismy do banku,
przelalem kwote zadluzenia od razu na konto kredytu w banku. Zaraz potem
dostalem kluczyki i samochod na poczet zakupu. Nie dawaj sprzedajacemu kasy
do reki, bo moze ja np. przepic :) Gosc mial tylko 60% kasy, a ja juz mialem
samochod. Za pare dni z banku przyszlo zwolnienie wspolwlasnosci samochodu.
Gosc mi je dal, a ja mu dalem reszte kasy. Z tym papierem z banku idziesz do
Wydzialu Komunikacji i przerejestrowujesz auto.

Mekis


  sprowadzanie z zagranicy, jaki zadatek? jak sie nie dać oszukać??? :-(
Witam!

Pytanie może banalne, ale jak się nie dać złapać przez "naciągacza",
który niby sprowadza samochód z za granicy, bierze zaliczkę i tyle go
widać....
Dzwoniłem do jednego "sprowadzacza", chce zaliczkę 2 tys zł (czyli
jakieś 8% ceny samochodu). Samochód będzie za 3-4 tyg.
Jako zabezpieczenie ma być (jakaś) umowa przedwstępna, przefaksowane
dokumenty firmy...
Czy to brzmi rozsądnie? W sumie co innego mogę wymagać????

Jeśli ktoś sprowadzał samochód, albo jest "laweciarzem" proszę o
opinie!!!!!!



Jak byłem "na kupnie", to też dzwoniłem do różnych ludzi parających się
sprowadzaniem na zamówienie, ale jeżeli żądali zaliczki (a nie zawsze tak
było) to proponowali spisanie umowy u notariusza. To brzmi trochę bardziej
rozsądnie niż jakiś fax.


  Umowa PRZEDWSTEPNA kupna-sprzedazy
sprzedawce, kupujacego, przedmiot umowy... kwota zaliczki/zadatku i pelna
wartosc przedmiotu umowy, death-line czyli date, po ktorej umowa traci
waznosc, a przed ktora nalezy zawrzec umowe wlasciwa... jezeli w umowie
przedwstepnej piszemy o zaliczce, trzeba okreslic co sie z nia dzieje w
momencie przekroczenia wpomnianego terminu... w przypadku zadatku sprawa
jest bardziej oczywista... zadatek jest bezzwrotny, czyli w przypadku
niepodpisania umowy k-s we wlasciwym czasie przechodzi na rzecz
sprzedajacego.

|nz_Mamon

Mam prosbe :
Jak powinna byc sformulowana umowa przedwstepna kupna-sprzedazy
samochodu - dla banku pod udzielenie kredytu ?  Co powinna zawierac ?

pliz na priv
Dzieki




  - Kupno samochodu gdy współwłaścicielem jest bank

Czesc, czy kupowal ktos z was samochod od kogos, gdzie oprocz sprzedawcy
wspolwlascicielem byl bank (ksiazka pojazdu jest w posiadaniu banku, jest
kredyt na samochod i ksiazka zostanie wydana dopiero po splacie kredytu)?
Jak skonstruowana byla umowa kupna-sprzedazy i jak technicznie to bylo
przeprowadzone?



Aby kupić takie auto, obaj współwłaściciele sie muszą zgodzić na sprzedaż i
podpisać na umowie. Bank zrobi to tylko w jednym z dwóch przypadków
a) kredyt będzie spłacony całkowicie - co bank potiwerdzi wydając stosowne
zaświadczenie
b) bank sprawdzi Twoją zdolność kredytową i jeśli uzna że OK, przeniesie
resztę kredytu na Ciebie. Uważaj żeby to był tylko pozostały kredyt, a nie
np zaległe raty + odsetki :)

Zadna inna metoda nie jest legalna. Ryzykowne jest też dawanie kasy
właścicielowi aby spłacił kredyt - chyba że dobry znajomu i spiszecie
wcześniej stosowną umowę przedwstępną (i kwota stanowi zadatek). Jak nie
znasz gościa - nie pakuj się w to


  Uwaga na oszustów




[Ciach]

| TZN ze jezeli sprzedalem samochod po 3 miesiacach urzytkowania to
jeszcze
musze co placic skarbowemu.
Przy kupnie oczywiscie placilem
J.M.



Niestety, musisz :-(
Ale jakbys chial juz sprzedawac i go nie zaplacic, to jest na to sposob
- nazywa sie "umowa przedwstepna" :-)

Pozdrawiam
IK


  Uwaga na oszustów
niestety juz sprzedalem :(((
wiec chyba bede musial zaplacic :(((
ale od czego mam placic jezeli zysku nie bylo ????

[Ciach]

| TZN ze jezeli sprzedalem samochod po 3 miesiacach urzytkowania to
jeszcze
| musze co placic skarbowemu.
| Przy kupnie oczywiscie placilem
| J.M.

Niestety, musisz :-(
Ale jakbys chial juz sprzedawac i go nie zaplacic, to jest na to sposob
- nazywa sie "umowa przedwstepna" :-)

Pozdrawiam
IK


  Uwaga na oszustów


niestety juz sprzedalem :(((
wiec chyba bede musial zaplacic :(((
ale od czego mam placic jezeli zysku nie bylo ????



A co to fiskusa obchodzi?!
Jak pare lat temu przez krotki okres byl w Polsce podatek od zyskow z
gry na gieldzie (a byl, byl, sam placilem, obecnie jest zawieszony),
to placilo sie jakis tam procent od obrotu. I nikogo nie obchodzilo,
czy zarobiles na transakcji, czy straciles. Podatek od zyskow hehehe.
Inna sprawa, ze kwestia tego czy zarobiles czy straciles jest b.
czesto nie do ustalenia - np. kupujesz 10 akcji po 5 zł, potem
dokupujesz jeszcze 10 tych samych akcji po 3 zl, a potem sprzedajesz
10 akcji po 4 zlote. No i co - ktore 10 akcji sprzedales? Zysk czy
strata? :-)

PGR

| TZN ze jezeli sprzedalem samochod po 3 miesiacach urzytkowania to
| jeszcze
| musze co placic skarbowemu.
| Przy kupnie oczywiscie placilem
| J.M.

| Niestety, musisz :-(
| Ale jakbys chial juz sprzedawac i go nie zaplacic, to jest na to sposob
| - nazywa sie "umowa przedwstepna" :-)

| Pozdrawiam
| IK




  Kupno używanego samochodu
polecam strone www.serwisprawa.pl

tam wpiszesz "umowa kupna i sprzedaży samochodu"
Wszystko na tej stronie jest dokładnie wyjaśnione, możesz tez skorzystać z ich druków umów

zresztą wpisz w google "umowa kupna i sprzedaży samochodu" a pojawi Ci sie wiele informacji na ten temat

no i tak co moge Ci powiedzieć to najpierw masz umowe przedwstępną a dopiero potem właściwą... a wiec jest troche tego

  Jak okraść zgodnie z prawem

Reasumując
- 2 prawnikow, w tej dyskusji, udowodniło mi że NIE JEST PRZEKRĘTEM podpisanie umowy wstępnej, notarialne przyrzeczenia np. zbycia samochodu/nieruchomości i wzięcie pieniędzy od pana A, a następnie sprzedanie samochodu/nieruchomości panu B. I mogę spać spokojnie, bo przecież rzeczy nie mam, to jak mam mu ją dać. Dobrze rozumiem prawda?


Co prawda zawsze miałem wrażenie, że przekręt robi się w oparciu o przepisy, odpowiednio ustawiając sytuację do tychże. Ale jak to ja znowu się mylę.



Nie bardzo Cię rozumiem. Ale uzgodnijmy jedno: albo przepisy albo przekręt. To się wyklucza.

BTW tak już na marginesie:
Całość dyskusji jest o umowie przedstępnej (zwanej przez Ciebie nieprawidłowo wstępną; umową przedwstępną jest też notarialne przyrzeczenie dokonania jakieś czynności). Powiedz mi, gdyby to było tak, że Twoi znajomi zawarli umowę kupna mieszkania a potem padliby ofiarą oszustwa - zrobiłbyś wtedy topic i napisał: nigdy, przenigdy nie podpisujcie jakichkolwiek umów????[/u][/b]

  POLONIA"87
8 kwietnia 2006 r. Jan Kowalski poznaje na piwie przedsiebiorcę budowlanego Michała Dembińskiego. Mówi mu, "słuchaj, może chciałbyś kupić ode mnie świetny samochód za 25.000 zł., prawie nie używany. Naiwny Michał Dembiński godzi się. W drugiej połowie sierpnia dowiaduje się, że jakiś sąd rejonowy wydał wyrok zaoczny z którego wynika ni mniej ni więcej, że dnia 1 lutego 2006 roku Jan Kowalski oświadczył, że sprzedaje samochód x Andrzejowi Nowakowi. W tej sytuacji umowa zawarta między Nowakiem a Dembinskim przestaje wywoływać skutki prawne.



Też nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że fragment "Kowalski oświadczył, że sprzedaje samochód x Andrzejowi Nowakowi" powinien brzmieć "Kowalski oświadczył, że podpisze umowę kupna - sprzedaży samochodu x z Andrzejem Nowakiem". W takiej sytuacji Kowalski jest w niezłej dupie, bo nie wywiązał się z umowy przedwstępnej, a jeżeli sprawa jest w sądzie, to jeszcze ją pogarsza, natomiast stan faktyczny jest taki, że samochód należy teraz do Bogu ducha winnego Dembińskiego (i niby dlaczego naiwnego?), który kupił samochód "w dobrej wierze". Kowalski powinien zostać ukarany adekwatnie do strat, jakie poniosł Nowak, być może jeszcze oberwać grzywnę za ostre cwaniakowanie gdy sprawa się toczy, natomiast, ponieważ Nowak nie zapłacił Kowalskiemu, a on już nie posiada samochodu, to Nowak do samochodu żadnych roszczeń mieć nie może.

  Samochody z instalacją gazową w garażu
My mamy w pierwszym artykule naszej umowy przedwstępnej kupna-sprzedaży zapis, że garaż jest przeznaczony na "parkowanie samochodów osobowych za wyjątkiem samochodów o napędzie gazowym i nie wyższych niż 2m". Umowa nie pozostawia żadnych wątpliwości. Czy ktoś oprócz nas wykupił garaż

  Kupno samochodu z kredytem
hmmmmm....
czy na prawde nie ma mozliwosci kupna tego samochodu przed splata kredytu przez sprzedajacego? Nie mozna objac tego jakas umową przedwstepna (...okreslajaca ze ja przekazuje sprzedajacemu okreslona kwote pieniedzy a on zobowiazany jest do splaty kredytu i przekazania mi samochodu)?

  Umowa PRZEDWSTEPNA kupna-sprzedazy
Mam prosbe :
Jak powinna byc sformulowana umowa przedwstepna kupna-sprzedazy
samochodu - dla banku pod udzielenie kredytu ?  Co powinna zawierac ?

pliz na priv
Dzieki


  Przedwstepna umowa kupna auta?
Pomocy
Potrzebuje pilnie wzor przedstwstepnej umowy kupna samochodu.
Przy okazji- podpisuje umowe z czlowiekiem, sciagajacym samochody z Niemiec
ale nie znam go. Mam wplacic zaliczke- jak moge sie zabezpieczyc?

  Prawo i samochody cz I - Syrena zamiast Skody
Dawno, dawno temu Rysio W. dokonal przedplaty w Polmozbycie na Skode.
Termin odbioru samochodu wyznaczono na III kwartal. Tymczasem, po uplywie
tego terminu
PP Polmozbyt zawiadomil p.Rysia uprzejmie, ze z uwagi na zmiany w strukturze
importu, nie
moze zrealizowac przedplaty w umowionej formie i i zaproponowal nabycie w
zamian Fiata 126p
lub Syreny, ewentualnie zwrot pieniedzy z odsetkami.

Zainteresowany nie przystal na te propozycje i zazadal umozliwienia mu
zakupu samochodu
o jakosci jak najbardziej zblizonej do Skody.

Polmozbyt oczywiscie nie wyrazil na to zgody i sprawa znalazla sie w sadzie,
ktory przyznal
racje p.Rysiowi. Sad nakazal zawarcie przyrzeczonej umowy kupna-sprzedazy
samochodu o jak najbardziej zblizonych parametrach uzytkowych do Skody, tj.
FSO 1300 lub 1500 w terminie
14 dni od uprawomocnienia sie orzeczenia.
Jednoczesnie zobowiazal powoda (Ryszarda W) do uiszczenia reszty naleznosci.

Polmozbyt odwolal sie od tej decyzji, i ostatecznie sprawa trafila na
wokande SN (wyrok z 12
grudnia 1980), ktory stwierdzil m.in:

Porozumienia odnosnie przedplat na samochody osobowe zawierane przez osoby
fizyczne z Polmozbytem, maja charakter umowy przedwstepnej.
Z jej tresci wynika, ze zobowiazanie musi byc wykonane przez dluznika
zgodnie z jego trescia.
Dluznik, czyli Polmozbyt powinien postepowac zgodnie z prawem oraz
obowiazujacymi zasadami wspolzycia spolecznego, tj. jego postepowanie
powinna cechowac rzetelnosc poszanowania zwyczajow pozaprawnych, oraz troska
o klienta.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzono takze, iz Polmozbyt powinien byl
dostarczyc Rysiowi W.
Skode. Zmiana stosunkow w okresie miedzy powstaniem zobowiazania, a
ustalonym terminem
jego wykonania, wyrazajaca sie w niezaleznych od przedsiebiorstwa, ale
mozliwych do przewidzenia warunkach gospodarki planowej, realizowanej w
imporcie samochodow osobowych
do Polski, nie moze oznaczac niemoznosci wykonania zobowiazania.
Mozliwa byla jedynie modyfikacja umowy, ale za zgoda obu stron.
Nie mozna kwestionowac oczywistych faktow, ze zarowno Fiat 126p jak i Syrena
powaznie
odbiegaly swoimi parametrami jakosciowymi od Skody.
Z kolei zwrot przedplaty, oznaczalby dla Ryszarda W. praktyczna utrate
mozliwosci
(po uplywie kilku lat dysponowania przez Polmozbyt jego gotowka) nabycia
samochodu o okreslonym standardzie.

Dokonujac zatem przedplaty na importowany pojazd musimy byc swiadomi
trudnosci, ktore moga sie z tym wiazac.
Warto jednak pamietac, ze klient tez miewa racje i moze jej dochodzic przed
sadem, o czym
dobitnie swiadczy casus Ryszarda W.

Juz niebawem kolejna czesc cyklu pt. "Kradzione nie tuczy" :-)


  Bez marmurka ani rusz

Nie musi w ogole znac drugiej strony. W przypadku mieszkania mozna
umiescic zapis, ze staje sie ono wlasnoscia nabywcy po wplynieciu
zaplaty na konto XXX.



Nie można !!! Akt kupna - sprzedaży nieruchomości musi być bezwarunkowy. To
znaczy, że dokładnie w momencie podpisania zmienia się właściciel - stąd te
wszystkie zabawy z gotówką.

Warunki to sobie można umieszczać w umowie przedwstępnej ale w głównej nie ma o
tym mowy (poza jednym wyjątkiem odnośnie członkowstwa w spółdzielni ale to IMHO
patologia). Akt sprzedaży jest głównym i często jedynym dokumentem określającym
właściciela. Jak wstawisz warunek (np. gdy wpłynie kwota na konto) to nie
wiadomo później kto jest właścicielem - skąd będzie wiadomo czy ta kwota
wpłynęła czy nie ? (drugi akt notarialny na potwierdzenie ? :))

Dlatego ludzie przekazują sobie gotówkę bo po podpisaniu zmienia się od razu
właściciel (chyba że sąd odmówi rejestracji ale to inna bajka). Najlepszym
chyba rozwiązaniem jest kiedy kontrahenci mają konta w jednym banku, który
obsługuje telefoniczne zlecenia wtedy można by sie obejść bez gotówki. Tylko że
w praktyce kiedy 80% ludzi ma konto w PKO BP to się rzadko zdarza. Poza tym nie
wiem czy w  mBanku czy Inteligo można "od ręki" przelać np. 350 kPLN bez
jakichś dodatkowych formalności

W przypadku samochodu zreszta podobnie, jesli
ktos naprawde sie bardzo boi to mozna oddac samochod do depozytu.



Kupno samochodu jest podobne do kupna skarpetek czy monitora - kupno
nieruchomosci to zupełnie inna bajka.

Darek


  Umowa na wyłączność Wasze doświadczenia i opinie
Hmmm ... pewnie do niczego. Ale gdyby tak podliczyć koszty tych działań własnych sprzedającego /rzeczoznawca; min. 1/2 taksy notarialnej za umowę przedwstępną - bo nie wystarczy mieć komplet dokumentów by właściwie skonstruować treść umowy; ogłoszenia/ + zaangażowanie własnego czasu, który można by przeznaczyć na coś na czym się człowiek zna i/lub lubi robić - to mógłby się taki pośrednik przydać. Jest w nas taka uporczywa tendencja żeby wszystko robić samemu. Tylko po co? Są od tego ludzie, a my sami jesteśmy od czegoś innego. My im płacimy, inni płacą nam, każdy robi co do niego należy i tak to się powinno kręcić według mnie. Proszę mi powiedzieć po co mam np sam reperować samochód, nawet jeśli przypadkiem umiem - skoro zamiast to robić, mogę zarobić w swoim zawodzie /znacznie fajniejszym/ na mechanika?
Poza tym jest tak, że sprzedając nieruchomość samodzielnie - nie wiemy kto przyszedł do nas na rekonesans; a pośrednicy zanim pokażą komuś naszą własność sprawdzają dane swoich klientów. Ponadto wielu zainteresowanych kupnem nie poszukuje mieszkań samodzielnie a tylko przez biura (osoby z zagranicy; vipy; mieszkańcy innych rejonów Polski; osoby świadome swojej niewiedzy w tej dziedzinie) - i takich kupców jest mnóstwo. Moja firma obsługuje także prawników /radców prawnych, adwokatów, sędziów/ i to nie raz jako obie strony transakcji - nie zaprzątają sobie głowy niczym więcej jak żeby kupić i sprzedać nieruchomość. Są zapracowani, oczekują, że zaoszczędzimy im czasu i zbędnych ruchów, że jeśli mają dostarczyć jakieś dokumenty to my powiemy im jakie i skąd je wziąć, a jeśli to możliwie to wyręczymy ich w czym się da, że przygotujemy umowę, ewentualnie dostarczymy im projekt, a oni tylko przyjdą, podpiszą ją i pójdą. Ale oni pewnie mają ciekawsze hobby niż sprzedawanie mieszkań.
 

  Boskie Allegro.
ekoza - nie naginam

1) zgodnie z KC kupno nieruchomości musi być w formie aktu notarialnego pod rygorem nieważności - dopóki nie ma aktu notarialnego, nie ma umowy skutkującej przeniesieniem prawa własności - wyjątkowo umowa przedwstępna może być w formie pisemne zwykłej, jednak pewniejsza jest w formie aktu notarialnego (zwykła pisemna skutkuje ewentualnie zwrotem kosztów) - ergo, czynności prawne związane z przeniesieniem prawa własnosci nieruchomości dla pewności powinny być zawierane w formie aktu notarialnego

2) ze względu na fakt, że jest to nieruchomości,a nie n.p samochód, sąd może na podstawie art. 64 k.c.,wydać orzeczenie stwierdzające obowiązek danej osoby do złożenia oznaczonego oświadczenia woli zastępujące to oświadczenie, co będzie miało zastosowanie w przypadku umowy przewstępnej zawartej w formie pisemnej - teoretycznie od umowy przedwstępnej sporzadzonej pisemnie mozna odstapić bez żadnych sankcji. co innego jeżeli była zawarta w formie aktu notarialnego.

3) od każdej czynności prawnej można odstąpić powołując sie na błąd - uznanie danych okoliczności za błąd należy do sądu. można sie spierać czy tutaj był błąd (osoba z 0 liczbą komentarzy, brak obeznania z allegro...). ale nawet jeżlei nie było błędu - nie ma sprzedaży, bo nie ma aktu notarialnego Nawet przy największej dozie dobrej woli nie można uznać aukcji na allegro za akt notarialny, i że doszło do sprzedaży

Krótko mówiąc - przy wieeeeelkiej dozie dobrej woli w przypadku NIERUCHOMOŚCI można uznać aukcję allegro za jakąś formę umowy przedwstępnej - umówmy się nawet że w formie pisemnej. ale na pewno nie w formie aktu notarialnego - krtówko mówiąc masz roszczenie o zwrot przedpłaty..... której nie było.

Rozdzielcie sobie dwie sprawy :
1) sprzedaż przedmiotów co do których nie jest wymagana forma szczególna moż enastapić w formie zakupu na alegro, ponieważ wygrana aukcja jest uznana przez sąd w głośnym wyroku formą umowy kupna-sprzedazy

2) sprzedaż nieruchomości jest szczególną forma - wymaga dla swej skuteczności aktu notarialnego. Sprzedaz na allegro nieruchomości i wygrana aukcja NIE STANOWI umowy kupna - sprzedazy nierruchomości, bo ta musi być zawarta w formie aktu notarialnego

i na upartego jeszcze dwie rzeczy można dorzucić :

4) art. 5 k.c. "Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny (...) z zasadami współżycia społecznego"

5) sprzedaż nieruchomości za 1 zł - sorry, czynność prawna bezwzględnie nieważna -
Art. 58. § 1. Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.

dlaczego ?? - próba obejścia przepisów podatkowych

  Co musisz zrobić, zanim kupisz mieszkanie
Umowa otwarta. To najpopularniejszy rodzaj. Zawierasz ją z wieloma agencjami. Obowiązuje na czas nieokreślony (aż do znalezienia mieszkania). Można ją wypowiedzieć z jedno-, dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

Jak to wygląda w praktyce? Chęć kupna zgłaszasz np. do pięciu biur pośrednictwa. W każdym zostawiasz kontakt do siebie.

Zalety. Teoretycznie (dlaczego teoretycznie - o tym za chwilę) pracuje dla ciebie wielu pośredników.

Niskie wynagrodzenie. Przy umowie otwartej płaci się prowizję w wysokości poniżej 3 proc. wartości nieruchomości (zarówno przy kupnie, jak i sprzedaży)

Wady. Żaden pośrednik nie zaangażuje się bez reszty w poszukiwania odpowiedniego lokalu, bo wie, że to samo robi jego czterech kolegów po fachu. A komu chce się pracować, jeśli na koniec miesiąca ma np. 20 proc. pewności, że dostanie wypłatę - pytają agenci?

Pośrednik pracujący na umowę otwartą będzie reprezentował obie strony transakcji. Trudno sobie wyobrazić, by dobrze pracował zarówno dla kupującego, jak i sprzedającego. Jego praca ograniczy się wyłącznie do skojarzenia kontrahentów.

Prowizję płacą obie strony transakcji, czyli zarówno sprzedający, jak i kupujący. Im wyższa więc będzie kwota transakcji, tym więcej kasy dostanie dla siebie pośrednik. To jest korzystne dla sprzedającego nieruchomość, ale już nie dla kupującego.

Umowa na wyłączność. Klauzula wyłączności oznacza, że nie wolno ci korzystać z usług innego agenta. Brzmi ona tak: „Zamawiający zobowiązuje się nie dokonywać w czasie trwania niniejszej umowy żadnych zleceń w zakresie objętym jej przedmiotem jakiemukolwiek innemu podmiotowi, w szczególności - innemu biuru pośrednictwa w obrocie nieruchomościami, pod rygorem obowiązku zapłaty na rzecz pośrednika kary umownej [zwykle w wysokości jednej prowizji - przyp. red.]".

Umowę na wyłączność zawiera się na określony czas:

• sześć miesięcy - mieszkania do 60 m kw.;

• od sześciu miesięcy do roku - mieszkania powyżej 60 m kw.;

• rok i dłużej - domy.

Zalety. Kontaktujesz się tylko z jednym biurem.

Pośrednik bardziej się przykłada do swojego zadania, bo wie, że dostanie pieniądze, jeśli tylko spełni swoje zadanie.

Wady. Jeśli ktoś oferuje ci nieruchomość, musisz o tym poinformować swojego pośrednika. Nawet jeśli kontrahenta znalazłeś TY.

Jeśli kupisz nieruchomość, nie mówiąc mu o tym, i tak płacisz prowizję.

Wysoka prowizja - minimum 3 proc. wartości nieruchomości (umowa kupna-sprzedaży).

W umowie powinny być wyszczególnione bardzo dokładnie obowiązki pośrednika. Dobry agent powinien:

• zbadać stan prawny nieruchomości, m.in. sprawdzić, czy lokal faktycznie należy do osoby, która go oferuje, czy nie jest zadłużony - w spółdzielni (wspólnocie) - czy właściciel nie zalega dostawcom mediów.

• pośredniczyć w negocjacji ceny - przekazywać ofertę klienta drugiej stronie;

• doradzać przy zakupie, np. informować, że cena za mieszkanie jest za wysoka, bo np. w tej okolicy podobne nieruchomości (identyczna powierzchnia, położenie względem stron świata, piętro) da się kupić o 300 zł na metrze taniej;

• podjąć tzw. działania marketingowe - czyli umieścić ogłoszenia w prasie, internecie (w tym w systemie MLS).

Jeśli tego wszystkiego nie dopilnujesz, pośrednik ograniczy się jedynie do podsyłania ci adresów!

UWAGA! Podpisanie umowy nie powinno nic kosztować! Jak ognia wystrzegaj się pośredników, którzy już w momencie przyjścia do biura żądają od ciebie pieniędzy. Prowizję powinieneś zapłacić w dwóch etapach:

• połowę przy podpisywaniu umowy przedwstępnej;

• połowę przy akcie notarialnym.

Rada. Umowę podpisuj w biurze, tak, żebyś mógł ją spokojnie przeczytać i zrozumieć. Możesz też zażądać wysłania jej do domu faksem czy mailem.

Nie dopuszczaj do sytuacji, że pośrednik daje ci umowę do podpisania na masce samochodu, trzy minuty przed wejściem do oglądanego mieszkania.

A jak szukać nowego

Wiedzy na temat nowych inwestycji dostarczają przede wszystkim gazety. Doskonały przegląd ogłoszeń na ten temat znajdziesz np. w gazecie "Nieruchomości i Dom".

W szukaniu dobrego dewelopera (spółdzielni) bardzo też pomaga internet. Wejdź np. na www.gazeta.pl i kliknij forum. Na forum znajdziesz dział dom i budownictwo. Dowiesz się tam rzeczy, o których handlowcy żadnej firmy cię nie poinformują.

Np. że ich inwestycje spółdzielni X oddawane są z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Albo że ich wykonawca ma poważne problemy z jakością. Bądź że na działce, na której buduje deweloper Y, jest gigantyczna hipoteka.

źródło-gazeta.pl

  Newsy 2008
Zmowa czy strach? 2008.05.12
Teraz jest najlepszy czas na kupowanie własnego M. Jeszcze tylko przez kilka miesięcy ceny nowych mieszkań i domów będą się utrzymywały na dzisiejszym poziomie. Potem mogą pójść już tylko w górę. Deweloperzy boją się powtórki wojny cenowej sprzed 7 lat, która doprowadziła do krachu na rynku. I za nic w świecie nie chcą sprzedawać taniej.

To odpowiedź na pytanie, dlaczego bardziej opłaca się wyłożyć pieniądze na wyposażenie kuchni i jadalni albo samochód niż zażądać mniej za metr kwadratowy.
- Deweloperzy będą robić promocje, czyli dodawać gratisy. Będą ograniczać budowę nowych mieszkań, ale cen znacząco nie obniżą - twierdzi Rafał Skrzatek, dziennikarz portali Bankier.pl i Investmap.pl oraz miesięcznika "Inwestor". - Dlaczego? Obniżki oznaczałyby wojnę cenową, z którą mieliśmy do czynienia na początku XXI wieku. A ta wojna ich wtedy zniszczyła - dodaje.
To były dla branży straszne lata. Mieszkań nie miał kto kupować. Ceny spadły na łeb na szyję. Tylko w pierwszym kwartale 2002 r. wydano w całym kraju pozwolenia na budowę 11 227 mieszkań w nowych budynkach, niemal o 48% mniej niż w trzech pierwszych miesiącach 2001. Czyli przez rok o połowę spadła liczba inwestycji. Spora część deweloperów zbankrutowała. Przetrwali tylko najsilniejsi. Zdaniem analityków przedsiębiorcy zrobią wszystko, by nie dopuścić do powtórki tego scenariusza.

Ja nic nie wiem
Czy oznacza to, że deweloperzy umówili się na nieobniżanie cen mieszkań, ograniczając walkę o klienta jedynie do coraz bardziej wymyślnych promocji? Patrząc na bogate oferty, można tak przypuszczać. Wrocławski Gant na przykład proponuje w cenie mieszkania zestaw RTV/AGD: telewizor, kino domowe, piekarnik z płytą indukcyjną, okap, lodówkę.
- Promocja nie zależy od tego, jakie klient chce kupić mieszkanie. Oferta dotyczy też zainteresowanych kawalerkami - mówi Magdalena Kałuska-Sztandera, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Gant Development. Mimo bogatych zachęt, cen nie obniżą. Przez zmowę cenową? - Nic nie wiem na temat tego, żeby była taka zmowa. A nawet jeśli, to my nie bierzemy w niej udziału - dodaje.

Bo klient wymaga
Reinhold do willi i mieszkań przy ulicach: Karpackiej, Terenowej oraz Przyjaźni dodaje AGD, lodówkę, kuchenkę, zlew, baterię, meble kuchenne i jadalnię. Dodatkowo w budynkach przy ul. Terenowej promocje obejmują także prace wykończeniowe. Dlaczego?
- Przy wciąż rosnących cenach mieszkań klienci są wybredni i szukają dla siebie atrakcyjnej oferty, której warunki będą adekwatne do ceny - tłumaczy.
Inny wrocławski deweloper TMB rozdaje toyoty yaris klientom, którzy podpiszą umowę przedwstępną na kupno wartego 450 tys. mieszkania przy Rakietowej. Warte ponad 40 tys. auto ma komputer pokładowy i radio. Jedyny mankament to reklama dewelopera "zdobiąca" karoserię pojazdu, ale to drobiazg, bo TMB przez trzy lata pokrywa koszty eksploatacji auta (m.in. ubezpieczenie, serwis, wymiana opon). Gratisy to promocja. O obniżce cen nie ma mowy. Nawet jeśli, podobnie jak wszystkim innym, sprzedaż idzie znacznie gorzej niż przed rokiem.
- To prawda. W ubiegłym roku sprzedawaliśmy 20 do 30 domów miesięcznie. Teraz 4 lub 5. Ale stać nas na to, żeby nie sprzedawać taniej i nie planujemy obniżek - przyznaje Aneta Alczyk z TMB. Dlaczego? - W górę poszły strasznie koszty robocizny - dodaje.

Zebrania grubych ryb nie było
Robią tak już prawie wszyscy. Prawie.
- My niczego nie dodajemy. Po co mam proponować toyotę komuś, kto woli ople? Lepiej obniżyć o tę kwotę cenę mieszkania. Bo dla kupujących obecnie te 30 tysięcy złotych robi dużą różnicę - mówi Robert Sowa, wiceprezes Profit Developement. - Czy istnieje jakaś zmowa? Nie wiem. Ale nie sądzę. Te działania to raczej psychologiczny efekt strachu. Lepiej jest dodać bardzo drogi sprzęt, co de facto oznacza, że samo mieszkanie sprzedajemy taniej, czyli dołożyć, niż pozwolić na spadek cen - dodaje.
Co więc z tą zmową? Nie było żadnego tajnego posiedzenia grubych ryb szykujących zamach na nasze portfele. Działają tu raczej inne czynniki. Pierwszy to strach przed spadkiem ceny. Drugi psychologiczna bariera niesprzedawania wolnych mieszkań w kompleksie zamieszkanym do tej pory przez ludzi, którzy kilka miesięcy temu zapłacili drożej.
- Rzeczywiście jest tak, że ofert po niższych cenach jest niewiele - mówi Leszek Michak, prezes wrocławskiej giełdy nieruchomości. Ruch jest jednak głównie na rynku wtórym. - Jest on w tej chwili tańszy od pierwotnego około 16 procent. Nie licząc tego, że nowe mieszkania są w stanie deweloperskim, a kupowane od kogoś do zamieszkania lub do niewielkiego remontu - dodaje.

Będzie drożej
Dziś wciąż na rynku pierwotnym sprzedawane są domy i mieszkania stawiane na gruntach kupowanych w 2006 roku - czyli przed bumem. Ale za kilka miesięcy wejdą także stawiane już na droższych działkach. Deweloperzy z pewnością wykorzystają to do usztywnienia cen.

Bartłomiej Knapik
http://echomiasta.pl/index.php?option=c ... &Itemid=46

  Newsy 2008
[WROCŁAW]

Jak kupować mieszkanie, to najlepiej latem

Rozmawiał Maciej Nowaczyk 2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-19 16:20

- Jeśli ktoś myśli o kupnie własnego mieszkania i ma środki, to nie ma na co czekać, trzeba kupować - mówi Marek Kończak, ekspert rynku nieruchomości we Wrocławiu, rzeczoznawca majątkowy

Maciej Nowaczyk: - Nie ma dnia, aby w mediach nie pojawił się raport czy analiza dotycząca rynku nieruchomości. Problem jednak w tym, że są one często sprzeczne. W tym samym dniu na jednym z portali internetowych przeczytałem, że mieszkania już nie potanieją, a ciut niżej, że mamy do czynienia z początkiem załamania na rynku. Komu wierzyć?

Marek Kończak, rzeczoznawca majątkowy, ekspert rynku nieruchomości we Wrocławiu: - We Wrocławiu, podobnie jak w innych dużych miastach w Polsce, rynek nieruchomości po prostu się ustabilizował i stał się bardziej dojrzały. Nie ma mowy o recesji, ogromnej korekcie cen w najbliższych miesiącach, ale także o galopujących w górę cenach za metr kwadratowy.

Po dłuższym zastoju na rynku kredytów hipotecznych Polacy znowu ruszyli do banków. W czerwcu zapożyczyliśmy się na kwotę ok. 5,5 mld zł, czyli niemal tyle samo, ile w najbardziej rekordowych miesiącach samego środka boomu mieszkaniowego w 2006 i 2007 r. Deweloperzy jak na razie jednak tego boomu nie odczuli.

Proszę zauważyć, że zdecydowana większość nowych kredytów została zaciągnięta we frankach szwajcarskich. Wiele z tych pożyczek nie została wykorzystana jednak na kupno nowego mieszkania czy domu, ale na spłatę starych wyżej oprocentowanych kredytów - głównie złotówkowych. To powoduje, że w statystykach banków pojawiają się coraz większe sumy udzielonych kredytów. Te pieniądze jednak bezpośrednio nie trafiają na rynek nieruchomości, a z powrotem do banków.

To jednak wszystkiego nie wyjaśnia. Z danych NBP wynika, że hipoteczne zadłużenie Polaków - już po odjęciu pieniędzy, które wróciły do banków - od początku roku i tak wzrosło o 14 mld zł.

Polacy oczywiście też ruszyli do kupowania mieszkań, ale niekoniecznie u deweloperów. Według szacunków w Polsce brakuje 1,5 do 2 mln mieszkań. W ostatnim czasie zauważalne jest dość duże ożywienie na rynku wtórnym mieszkań i pierwotno-wtórnym. Rynek pierwotno-wtórny tworzą głównie inwestorzy, ale także mali przedsiębiorcy, osoby fizyczne, które kupowały mieszkania w 2005, 2006 roku w celach inwestycyjnych, niemieszkaniowych i teraz wrzucają je na rynek, by je sprzedać. Nie jest to mała liczba. W czasie największego boomu we Wrocławiu ok. 10-12 proc. mieszkań kupowano w celach inwestycyjnych.

Te mieszkania choć nowe, są często ciut tańsze od cen deweloperskich, no i już stoją, są gotowe do zamieszkania prawie od zaraz. Nie kupuje się, jak u niektórych deweloperów, dziury w ziemi. Podobne ożywienie panuje na rynku wtórnym, który również jest tańszy niż pierwotny, i często na nim kupuje się mieszkanie już umeblowane. Trzeba pamiętać, że kupno mieszkania w stanie deweloperskim to jedna sprawa, zupełnie inna to zamieszkanie w nim. Według moich wyliczeń na urządzenie mieszkania średnio trzeba wyłożyć od 800 do tysiąca złotych za m kw. Kuchnia i łazienka są oczywiście najdroższe.

Deweloperzy nie siedzą jednak z założonymi rękoma

Wielu z nich na lato redukuje swoje ceny, ale oczywiście gdzieś są granice tej redukcji. Firmy deweloperskie są najczęściej spółkami kapitałowymi i pracują na zysk, kumulację kapitału, by następnie mieli środki na zakup następnych gruntów, na których można rozpocząć kolejne budowy. Ale faktem jest też, że deweloperzy w ostatnim czasie dość często obniżają swój zysk planowany, obniżają marże i dodatkowo dokładają różnego rodzaju bonusy. Bezpłatny garaż, samochód osobowy, wycieczka na Baleary, sprzęt AGD, RTV, schody drewniane gratis, taras, doradztwo architektów wnętrz. Praktycznie każdy deweloper kusi swoich klientów promocjami, bo nie ma nic gorszego dla producenta jak towar na magazynie, szczególnie kiedy jest zbudowany z kredytu, którego obsługa kosztuje i to sporo. System bonusów to swoją drogą dość ciekawa sprawa. Prawnicy, którzy zajmują się ustawą o działalności konkurencyjnej twierdzą, że nie wszystkie te rozwiązania są zgodnie z prawem. Ich zdaniem zgodne z prawem jest dołożenie wyposażenia kuchni, bądź miejsce garażowe, ale zgodnie z ustawą o zachowaniu konkurencji wycieczka na Baleary czy samochód już zgodne z prawem nie jest.

Dlaczego latem dochodzi do stagnacji na rynku, a w tym roku nawet do dość dużej korekty cen?

Bo najprościej mówiąc lato to zawsze najgorszy okres dla deweloperów. Rok w rok od kilkunastu lat jest podobnie. Na rynku jest zastój, sprzedaż się załamuje, więc deweloperzy w tym okresie są najbardziej skorzy do dawania upustów i negocjacji cen. Zawsze dla firm deweloperskich najlepszym okresem w sprzedaży jest ostatni kwartał roku kalendarzowego. Wtedy pojawia się na rynku najwięcej mieszkań. Klienci są wtedy w stanie zbilansować swoje możliwości i potrzeby i sprawdzić czy nie warto wydać pieniędzy i tym samym zmniejszyć sobie podatku dochodowego na koniec roku.

Lato to najlepszy okres na kupno mieszkania. Więc jeśli ktoś myśli o kupnie i ma środki, to nie ma na co czekać, trzeba kupować. Do września. Według moich prognoz pod koniec roku w zdecydowanej większości przypadków ceny mieszkań deweloperskich wyrównają się do poziomu cen z końca zeszłego roku. Popyt się trochę nasili, deweloperzy mniej budują, stąd podaż będzie mniejsza i rynek się wyrówna. Dlatego powtarzam raz jeszcze - jeśli mamy środki, kupujmy. Tym bardziej, że teraz można rzeczywiście uzyskać duże upusty.

Jaki będzie przyszły rok na rynku nieruchomości?

Zakładając, że gospodarka nadal będzie się rozwijać na zbliżonym poziomie, uwzględniając stabilizację cen materiałów budowlanych, i znając ceny transakcyjne gruntów, które deweloperzy kupowali pod budowę mieszkań we Wrocławiu, nie spodziewam się w przyszłym roku zdecydowanego wzrostu cen mieszkań. One w ostatnim kwartale tego roku wyrównają do poziomu cen z ostatniego kwartału z 2007 roku, a 2009 rok nie będzie rokiem drastycznych podwyżek. Ceny się ustabilizują, przez rok urosną najwyżej o ok. 10 proc. Nastąpi jednak dość duże rozwarstwienie cen poszczególnych nieruchomości. Ceny mieszkań w starych 120-letnich nie remontowanych kamienicach mogą spaść dość znacznie. Podobnie jak mieszkania w blokach z wielkiej płyty, wystawiane do sprzedaży na wolnym rynku przez (wreszcie uwłaszczonych specjalną ustawą) członków spółdzielni mieszkaniowych. Nie obronią się także nowe inwestycje w złych lokalizacjach.

Natomiast inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach, realizowane z najwyższej jakości materiałów, atrakcyjne architektonicznie, będą jednak szły ciągle w górę. Zaznaczam jednak, że czasy kilkudziesięcioprocentowych zysków ze sprzedaży kupionego rok wcześniej mieszkania już się prędko, a może nigdy, nie powtórzą.

Kryzys nam nie grozi?

Nie przewiduję, aby w ciągu najbliższych kilku lat kryzys rynku nieruchomości, podobny do tego jaki ma miejsce w USA, dotarł do Polski. Nie ma żadnych przesłanek ku temu. Kryzys w USA spowodowany był przede wszystkim "chciwością" amerykańskich banków. Dążyły one bowiem do osiągania nadzwyczajnych zysków bez zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa przy, między innymi, udzielaniu kredytów hipotecznych. Takie zachowanie banków jest dla rynków kapitałowych szczególnie niebezpieczne. Zarobki Polaków rosną, gospodarka się rozwija, ceny mieszkań się ustabilizowały i nadal wskazują niewielką tendencję wzrostową, banki coraz częściej udzielają coraz większych kredytów. Popyt na rynku nieruchomości rośnie. O kryzysie nie ma więc mowy.

Na co powinni zwracać uwagę klienci przy kupnie mieszkania?

Przede wszystkim nie ma co się spieszyć. Spokojnie należy przejrzeć wszystkie oferty, jakie są na rynku. To już nie jest rynek dewelopera, a klienta. Skończyły się czasy kupowania "dziury w ziemi". Warto znaleźć mieszkanie, bądź dom, który już stoi, jest gotowy do zamieszkania od zaraz. Mam też nadzieję, że spotykany od czasu do czasu problem niebezpieczeństwa nie wywiązania się deweloperów z umowy na budowę mieszkania zakupionego na etapie projektu, rozwiąże przygotowywana właśnie ustawa o rachunkach powierniczych. Ta ustawa nakładająca na deweloperów pewne obowiązki, da klientom gwarancje dużego bezpieczeństwa, i spowoduje , że mieszkanie zakupione w projekcie będzie wybudowane i oddane w terminie do użytku.

Warto także zwrócić uwagę na dewelopera, z którym mamy zamiar podpisać umowę przedwstępną. Koniecznie notarialną. Zawsze przestrzegam wszystkich swoich znajomych i klientów, aby kupowali mieszkania u firm, które przeżyły okres lat 2002-2005, czyli funkcjonują na rynku od co najmniej początku XXI wieku. Te firmy dają największą gwarancję powodzenia inwestycji. Udowodniły przecież, że w ekstremalnie trudnych warunkach potrafią przetrwać, zrealizować inwestycję i oddać mieszkania do użytkowania. Niestety może być też tak, że wiele małych firm, które powstały rok, dwa lata temu w czasie największego boomu w nieruchomościach poczuły wiatr w żagle, kupiły za kosmiczne pieniądze grunty a teraz na nich muszą zbudować oczywiście drogie mieszkania, w których cena m kw. dochodzi nawet do 8-10 tys. zł. Te firmy często narażone będą na upadłość.

Mieszkanie czy dom?

To zależy od preferencji spędzania wolnego czasu. To podstawowa przesłanka do wyboru: mieszkanie czy dom. Znam masę osób, które kupiły mieszkania bardzo duże, bardzo dobrze wyposażone w doskonałej lokalizacji w mieście. Za podobne albo nawet mniejsze pieniądze mogliby oni kupić duży dom pod Wrocławiem z ogrodem i dwoma garażami. Wychodzą oni jednak z założenia, że w miejscu zamieszkania nie będą spędzać zbyt wiele czasu. Większość dnia są w pracy, a w weekendy preferują aktywny sposób wypoczynku. Ci ludzie nie mają czasu na koszenie trawy i pielęgnację ogrodu, ochoty na martwienie się, że rynna przecieka, czy dom jest dostatecznie chroniony. Stąd często decydują się na wygodne mieszkanie. Jeśli jednak w momencie kiedy pojawiają się dzieci, małżeństwo szuka spokoju i stabilizacji - wtedy decyduje się wtedy na dom poza Wrocławiem, bądź na jego rogatkach. Czasem gdy dzieci będą dorosłe i urządzą swoje życie z dala od domu rodzinnego, rodzice pomyślą o powrocie do miasta, do wygodnego, dobrze położonego mieszkania.

Drugą ważną przesłanką jest cel zakupu. Jeśli mają gdzie mieszkać, a lokal ma być inwestycją długoterminową, kupują tanie mieszkania w pobliżu centrum wielkiego (najlepiej z liczną ilością uczelni wyższych) miasta na wynajem. Na tym nigdy nie stracą. Zawsze na czasowe kwatery będzie popyt, a ceny czynszów będą powoli rosły.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... latem.html

  Nieruchomości
Rynek nieruchomości

Kup pan mieszkanie, a samochód dodam gratis

W krajach arabskich deweloperzy rozdają w prezencie auta marki Bentley. W Polsce tak dobrze jeszcze nie jest, ale już małą toyotę można dostać, jeśli "tylko" kupi się domek na jednym z podwrocławskich osiedli. Inni oferują peugeoty, wycieczki na Karaiby, baseny, telewizory lub ogrzewanie podłogowe gratis. Byle tylko sprzedać mieszkanie.

A to wszystko dlatego, że podaż nowych mieszkań z miesiąca na miesiąc wzrasta. W 2008 r. do użytku oddanych zostanie 160 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych. To o 30 tys. więcej niż przed rokiem. Drastycznie maleje natomiast popyt. Jest skutecznie hamowany przez kosmiczne ceny i coraz droższe kredyty. Warszawski potentat J.W. Construction sprzedał w pierwszym kwartale tylko 200 mieszkań - o 400 mniej niż rok wcześniej. Inni także przyznają się do spadku obrotów, nawet o 70 proc. W takiej sytuacji wiele firm, jak na przykład łódzki Remobud, rezygnuje z kolejnych inwestycji.

Deweloperzy często nie mają pieniędzy na inwestycje. Finansują je z przedpłat od klientów. Teraz, gdy sprzedaż siadła, firmy na gwałt szukają szybkich pieniędzy. Stąd coraz bardziej wymyślne promocje - tłumaczy Paweł Grząbka, dyrektor zarządzający firmy doradczej CEE Property Group.

Wrocławski deweloper TMB chce rozdać 30 toyot yaris klientom, którzy podpiszą umowę przedwstępną na kupno wartego 450 tys. domku szeregowego w podwrocławskim Smolcu. Warte ponad 40 tys. auto ma komputer pokładowy i radio. Jedyny mankament to reklama dewelopera "zdobiąca" karoserię pojazdu, ale to drobiazg, bo TMB przez trzy lata pokrywa koszty eksploatacji auta (m.in. ubezpieczenie, serwis, wymiana opon).

Niewiele gorszy jest francuski gigant Bouygues Immobiler. Deweloper oferuje nowego peugeota 107 do każdego, nawet najmniejszego, 31-metrowego mieszkania, kupionego do końca czerwca na warszawskim Bemowie. Promocja robi wrażenie, mimo iż auto oferowane jest w wersji podstawowej (w salonie kosztuje około 29 tys. zł).

Około 20 tys. zł to wartość dwuosobowej wycieczki na Karaiby. Egzotyczne wakacje mógł dostać w prezencie każdy, kto kupił od warszawskiego dewelopera Marvipol mieszkanie w blokach na Mokotowie. Jaki był odzew na tę nietypową promocję?

Klienci często prosili: dajcie nam lepiej te 20 tys. w formie rabatu. Nie było z tym problemu - mówi Michał Okoń, szef marketingu w Marvipol. Tak jak inni deweloperzy nie chce zdradzić, ile mieszkań udało się sprzedać dzięki promocji, przekonuje jednak, iż było warto.
20 tys. to nieduża kwota w porównaniu z cenami mieszkań sięgającymi 500 tys. zł, nie sama więc promocja skłania klientów do kupna. Jeśli jednak jest tak oryginalna, staje się wyróżnikiem, który pozwala się wybić w tłumie ofert - mówi Michał Okoń. Tłumaczy jednocześnie, dlaczego tak wiele promocji na polskim rynku mieszkaniowym oscyluje w granicach 20 tys. zł. Według niego jest to cena "okołogarażowa". Tyle są bowiem warte garaże w nowych blokach. A właśnie od promocji typu "garaż gratis" zaczynała zimą większość deweloperów.

Paweł Grząbka z CEE Property Group wylicza, że do standardu należą dziś, oprócz garażu, takie gratisy jak: komórka i balkon, wyposażenie kuchni i łazienki, system alarmowy, ogrzewanie podłogowe.

Co bardziej pomysłowi dorzucają też sprzęt elektroniczny. Wrocławski Gant proponuje w cenie mieszkania zestaw RTV/AGD: telewizor, kino domowe, piekarnik z płytą indukcyjną, okap, lodówkę. Do rezydencji Milano w Dąbrowie Leśnej k. Warszawy developWinico er Winnico oferował w prezencie basen o wymiarach 4 8 m. Z kolei poznańska Linea dawała rabat do 20 tys. zł na wykonanie ogrodu przynależnego do 90-metrowego mieszkania.

Deweloperzy niechętnie spuszczają za to ceny, a jeśli już, to tylko w wyniku indywidualnych negocjacji. Wolą wydać dużą kasę na samochód czy wycieczkę, niż psuć rynek, proponując wprost niższe stawki.

Jak daleko firmy sprzedające mieszkania zajdą w promocyjnym szale? Maciej Dymkowski z firmy doradczej RedNet Consulting rozwiewa te nadzieje: Nie czekałbym z kupnem mieszkania w nieskończoność. W tej chwili wielu deweloperów sprzedaje jeszcze projekty rozpoczęte w 2006 r., gdy ziemia pod inwestycje była tania, i gdy można było niedrogo zakontraktować ekipy budowlane. Dlatego mogą sobie pozwolić na kosztowne prezenty, a i tak wychodzą na swoje. Pod koniec 2008 r. oddawane będą do użytku inwestycje rozpoczęte później, a tym samym droższe dla deweloperów. W związku z tym ich skłonności negocjacyjne zaczną się za kilka miesięcy usztywniać.

Bez nerwowych ruchów zamierza czekać na rozwój wypadków łódzki deweloper Remobud. Z braku chętnych firma zrezygnowała z trzech planowanych inwestycji. Oferowanie samochodu czy wycieczki byłoby nietaktowne i nieskuteczne - przekonuje prezes firmy Stanisław Jędrzejczak. Jeśli kogoś nie stać na mieszkanie, nie skusi go przecież taka promocja. Zamiast rozdawać prezenty, rozważam korektę cen o 10 proc. w dół. A może najpierw wybudujemy mieszkania, a potem, za dwa lata sprzedamy gotowy produkt? - kalkuluje Jędrzejczak. Może to właściwy krok. Kupno dziury w ziemi nikogo już w Polsce nie interesuje. Klienci chcą zobaczyć, co kupują.

Piotr Brzózka
POLSKA Dziennik Zachodni

http://finanse.wp.pl/kat,69476,wid,9927 ... omosc.html

  Nieruchomości
Zmowa czy strach?

2008.05.12

Teraz jest najlepszy czas na kupowanie własnego M. Jeszcze tylko przez kilka miesięcy ceny nowych mieszkań i domów będą się utrzymywały na dzisiejszym poziomie. Potem mogą pójść już tylko w górę. Deweloperzy boją się powtórki wojny cenowej sprzed 7 lat, która doprowadziła do krachu na rynku. I za nic w świecie nie chcą sprzedawać taniej

To odpowiedź na pytanie, dlaczego bardziej opłaca się wyłożyć pieniądze na wyposażenie kuchni i jadalni albo samochód niż zażądać mniej za metr kwadratowy.
- Deweloperzy będą robić promocje, czyli dodawać gratisy. Będą ograniczać budowę nowych mieszkań, ale cen znacząco nie obniżą - twierdzi Rafał Skrzatek, dziennikarz portali Bankier.pl i Investmap.pl oraz miesięcznika "Inwestor". - Dlaczego? Obniżki oznaczałyby wojnę cenową, z którą mieliśmy do czynienia na początku XXI wieku. A ta wojna ich wtedy zniszczyła - dodaje.
To były dla branży straszne lata. Mieszkań nie miał kto kupować. Ceny spadły na łeb na szyję. Tylko w pierwszym kwartale 2002 r. wydano w całym kraju pozwolenia na budowę 11 227 mieszkań w nowych budynkach, niemal o 48% mniej niż w trzech pierwszych miesiącach 2001. Czyli przez rok o połowę spadła liczba inwestycji. Spora część deweloperów zbankrutowała. Przetrwali tylko najsilniejsi. Zdaniem analityków przedsiębiorcy zrobią wszystko, by nie dopuścić do powtórki tego scenariusza.

Ja nic nie wiem

Czy oznacza to, że deweloperzy umówili się na nieobniżanie cen mieszkań, ograniczając walkę o klienta jedynie do coraz bardziej wymyślnych promocji? Patrząc na bogate oferty, można tak przypuszczać. Wrocławski Gant na przykład proponuje w cenie mieszkania zestaw RTV/AGD: telewizor, kino domowe, piekarnik z płytą indukcyjną, okap, lodówkę.
- Promocja nie zależy od tego, jakie klient chce kupić mieszkanie. Oferta dotyczy też zainteresowanych kawalerkami - mówi Magdalena Kałuska-Sztandera, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Gant Development. Mimo bogatych zachęt, cen nie obniżą. Przez zmowę cenową? - Nic nie wiem na temat tego, żeby była taka zmowa. A nawet jeśli, to my nie bierzemy w niej udziału - dodaje.

Bo klient wymaga

Reinhold do willi i mieszkań przy ulicach: Karpackiej, Terenowej oraz Przyjaźni dodaje AGD, lodówkę, kuchenkę, zlew, baterię, meble kuchenne i jadalnię. Dodatkowo w budynkach przy ul. Terenowej promocje obejmują także prace wykończeniowe. Dlaczego?
- Przy wciąż rosnących cenach mieszkań klienci są wybredni i szukają dla siebie atrakcyjnej oferty, której warunki będą adekwatne do ceny - tłumaczy.
Inny wrocławski deweloper TMB rozdaje toyoty yaris klientom, którzy podpiszą umowę przedwstępną na kupno wartego 450 tys. mieszkania przy Rakietowej. Warte ponad 40 tys. auto ma komputer pokładowy i radio. Jedyny mankament to reklama dewelopera "zdobiąca" karoserię pojazdu, ale to drobiazg, bo TMB przez trzy lata pokrywa koszty eksploatacji auta (m.in. ubezpieczenie, serwis, wymiana opon). Gratisy to promocja. O obniżce cen nie ma mowy. Nawet jeśli, podobnie jak wszystkim innym, sprzedaż idzie znacznie gorzej niż przed rokiem.
- To prawda. W ubiegłym roku sprzedawaliśmy 20 do 30 domów miesięcznie. Teraz 4 lub 5. Ale stać nas na to, żeby nie sprzedawać taniej i nie planujemy obniżek - przyznaje Aneta Alczyk z TMB. Dlaczego? - W górę poszły strasznie koszty robocizny - dodaje.

Zebrania grubych ryb nie było

Robią tak już prawie wszyscy. Prawie.
- My niczego nie dodajemy. Po co mam proponować toyotę komuś, kto woli ople? Lepiej obniżyć o tę kwotę cenę mieszkania. Bo dla kupujących obecnie te 30 tysięcy złotych robi dużą różnicę - mówi Robert Sowa, wiceprezes Profit Developement. - Czy istnieje jakaś zmowa? Nie wiem. Ale nie sądzę. Te działania to raczej psychologiczny efekt strachu. Lepiej jest dodać bardzo drogi sprzęt, co de facto oznacza, że samo mieszkanie sprzedajemy taniej, czyli dołożyć, niż pozwolić na spadek cen - dodaje.
Co więc z tą zmową? Nie było żadnego tajnego posiedzenia grubych ryb szykujących zamach na nasze portfele. Działają tu raczej inne czynniki. Pierwszy to strach przed spadkiem ceny. Drugi psychologiczna bariera niesprzedawania wolnych mieszkań w kompleksie zamieszkanym do tej pory przez ludzi, którzy kilka miesięcy temu zapłacili drożej.
- Rzeczywiście jest tak, że ofert po niższych cenach jest niewiele - mówi Leszek Michak, prezes wrocławskiej giełdy nieruchomości. Ruch jest jednak głównie na rynku wtórym. - Jest on w tej chwili tańszy od pierwotnego około 16 procent. Nie licząc tego, że nowe mieszkania są w stanie deweloperskim, a kupowane od kogoś do zamieszkania lub do niewielkiego remontu - dodaje.

Będzie drożej

Dziś wciąż na rynku pierwotnym sprzedawane są domy i mieszkania stawiane na gruntach kupowanych w 2006 roku - czyli przed bumem. Ale za kilka miesięcy wejdą także stawiane już na droższych działkach. Deweloperzy z pewnością wykorzystają to do usztywnienia cen.

Bartłomiej Knapik

http://echomiasta.pl/index.php?option=c ... &Itemid=46

  Nieruchomości
Polski rynek nieruchomości - stan przedzawałowy?

Jarosław Jędrzyński 2008-09-12, ostatnia aktualizacja 2008-09-18 15:35

Już od ponad roku coraz głośniej mówi się o głębokim kryzysie na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych. Ten sam problem dotyczy już kilku krajów europejskich. Czas najwyższy, by zastanowić się, jaki charakter ma spowolnienie obecne od kilkunastu miesięcy w polskich nieruchomościach.

Gdyby zadać dziś przypadkiem spotkanemu Amerykaninowi, Brytyjczykowi czy Hiszpanowi pytanie, z czym kojarzy mu się pojęcie "nieruchomości", niekoniecznie musielibyśmy usłyszeć w odpowiedzi takie hasła jak: "dom", "apartament", "działka budowlana" czy "biurowiec". Naszym rozmówcom dużo łatwiej nasunęłyby się skojarzenia typu: "kryzys", "krach" , "bessa" czy "bankructwo". W pozostałych krajach europejskich, zakwalifikowanych do strefy rozwiniętych gospodarek rynkowych, sytuacja w nieruchomościach także zmierza w zdecydowanie niepokojącym ekonomistów kierunku. Czy na tym tle Polska może wydawać się "oazą spokoju"?

Wyrażana przez większość rodzimych analityków, doradców finansowych, czy menedżerów firm deweloperskich diagnoza rodzimego rynku nieruchomości sprowadza się do stwierdzenia: "Boom z lat 2005-07 przeszedł do historii, wzrost cen mieszkań, domów czy działek przyhamował, teraz zaś przyszedł czas na kilkumiesięczną korektę, po której ceny ponownie ruszą do góry, tyle że nieco wolniej". Czy więc nie grozi nam krach czy choćby załamanie, o których tak głośno już w niejednym miejscu na świecie? Czy polski rynek nieruchomości przetrwa największy od dziesięcioleci kryzys w branży bez większych szkód

KILKA SŁÓW HISTORII

Rodzimy rynek nieruchomości od czasu transformacji ustrojowej przeszedł kilka faz rozwoju. Pierwsze lata poprzedniej dekady to powolne podnoszenie się budownictwa mieszkaniowego z upadku spowodowanego wprowadzaniem w życie planu Balcerowicza. Wkrótce zaczęli pojawiać się pierwsi deweloperzy z prawdziwego zdarzenia, a obok nich, niestety, firmy - widma, których ofiarą padło wielu amatorów własnego "M", tracących niejednokrotnie życiowe oszczędności. Wysoka, ponad dwudziestoprocentowa inflacja plus zacofanie technologiczne banków powodowały, że wszelkie umowy na rynku nieruchomości zawierane były w dolarach amerykańskich, a instytucja kredytu hipotecznego właściwie nie istniała.

W tych okolicznościach ciekawym i pod wieloma względami reprezentatywnym przykładem rozwoju branży deweloperskiej w tamtejszym pionierskim okresie jest obecny niekwestionowany lider - J.W. Constuction, w tamtym czasie funkcjonujący pod nazwą "TBM Batory". Firma ta fundamenty swej obecnej potęgi budowała w połowie lat dziewięćdziesiątych w podwarszawskich Ząbkach i Markach, stawiając tu kilka dużych osiedli z mieszkaniami o marnym standardzie, o jakości wykonania już nie wspominając. Jednak niekwestionowaną zaletą pierwszych nieruchomości oferowanych przez JWC była ich przystępna cena. Dwu-trzypokojowe lokale o powierzchni 40-60 metrów wycenione były od kilkunastu do niespełna dwudziestu tys. dolarów, co oznaczało, że ówczesna średnia miesięczna płaca stanowiła równowartość prawie 2m2 powierzchni mieszkalnej. W szczycie boomu mieszkaniowego z wiosny 2007r. te same, aktualnie już ponad dziesięcioletnie lokale znajdowały nabywców w okolicach 8000 zł za m2!

Oznacza to, że tzw. "wskaźnik przystępności cenowej" (lub inaczej "wskaźnik siły nabywczej'), wyrażany stosunkiem średniej płacy do ceny m2 mieszkania, obniżył swoją wartość z poziomu 1,5 - 2 do zaledwie około 0,35. Ten przykład chyba najlepiej obrazuje drogę jaką przebył polski rynek nieruchomości w segmencie mieszkań popularnych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat

DROGA NA SZCZYT

XXI wiek na rynku nieruchomości w Polsce zaczął się dość niefortunnie. Lata 2000-2002 to okres pierwszego widocznego kryzysu, przejawiającego się znacznym spadkiem popytu zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym. Tamto spowolnienie odbiegało jednak zasadniczo od jego obecnego charakteru, nie było bowiem spowodowane drastycznym wzrostem cen nieruchomości, lecz znacznym pogorszeniem koniunktury gospodarczej. Rosnące bezrobocie, słaba dynamika PKB, ograniczenie wydatków konsumpcyjnych w następstwie złej sytuacji materialnej Polaków oraz największy po 1989 roku pesymizm społeczny robiły swoje.

Tamten kryzys minął wraz poprawą wskaźników makroekonomicznych, gdy tylko gospodarka zaczęła powracać na ścieżkę wzrostu gospodarczego w 2003 roku. Natomiast na początek bezprecedensowej w historii polskiego rynku nieruchomości hossy trzeba było jeszcze zaczekać do drugiej połowy 2005 roku, choć oczywiście wyważona tendencja wzrostowa trwała już od dłuższego czasu. Dziś według różnych źródeł ocenia się, że nieruchomości mieszkaniowe w Polsce podrożały w latach 2004-07 lat o około 200 procent, a w Warszawie o 230. Ten imponujący rezultat jest właśnie podstawową przyczyną obecnego kryzysu, który coraz dotkliwiej odczuwają wszyscy uczestnicy rynku mieszkaniowego, i który może - choć rzecz jasna nie musi - zapędzić całą lub pokaźną część polskiej gospodarki w "ślepą uliczkę".

GENEALOGIA BOOMU

W tej sytuacji samo nasuwa się pytanie o pochodzenie hiperboli na wykresie cen polskich nieruchomości. Czy to w ogóle możliwe, żeby wartość mieszkań, domów czy działek w bardzo krótkim jak na ten segment dóbr trwałych czasie, potroiła swoją wartość? Jak pokazuje nasza najnowsza historia, w ściśle określonych warunkach jest to absolutnie możliwe.

Oto bowiem począwszy od roku 2003 nastąpiło zsumowanie kilku silnie oddziałujących na całą gospodarkę czynników o zdecydowanie prowzrostowym charakterze. Pierwszym z nich, który przyczynił się do wyraźnego ożywienia cen transakcyjnych naszych nieruchomości było przystąpienie, a właściwie już sama perspektywa przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Fakt ten spowodował przyciąganie spekulacyjnego kapitału zagranicznego, zainteresowanego intratną lokatą w relatywnie tanie polskie nieruchomości. Oczywiście nie bez znaczenia był tu fakt, że boom na rynku nieruchomościowym trwał już od dłuższego czasu niemal w całej Europie.

Dziś ci sami inwestorzy zagraniczni wyprzedając na dużą skalę zakupione wcześniej mieszkania i realizując zysk wynikający nie tylko ze wzrostu ich ceny, ale i umocnienia złotego, są prawdziwą zmorą dla rodzimych deweloperów. Duże znaczenie miała też zdecydowana poprawa klimatu gospodarczego. Siła nabywcza Polaków zaczęła systematycznie i bardzo wyraźnie rosnąć, inflacja a wraz z nią rynkowe stopy procentowe gwałtownie spadały, nastroje konsumpcyjne uległy radykalnej poprawie, więc i rodzimy popyt na mieszkania, domy i działki zaczął z dnia na dzień zdecydowanie rosnąć. Tym bardziej, że ludzi "bezdomnych" w Polsce nie brakowało i długo jeszcze nie zabraknie.

Obok osób poszukujących lokum na własne potrzeby, rosła liczba krajowych inwestorów traktujących nieruchomości jako pewną lokatę kapitału. Decydująca okazała się tu niemal lawinowo postępująca dostępność tanich - z racji redukcji stóp procentowych - kredytów hipotecznych, które dla banków stały się podstawowym źródłem dochodu. Konkurencja na rynku kredytów hipotecznych doprowadziła do sytuacji, w której zdolność kredytową miał niemal każdy klient, pod warunkiem posiadania jakiegokolwiek zatrudnienia, a kredyty w wysokości 110-ciu procent wartości nieruchomości (owe 10 proc. to na remont, wykończenie, prowizję pośrednika itp.) stały się w wielu placówkach bankowych niemal normą.

Wśród bankowców i ich klientów hipotecznych wkrótce zapanowała nie tylko sielankowa atmosfera, ale także zgubne w perspektywie czasu przekonanie, że wartość rynkowa mieszkania może zmieniać się wyłącznie w jednym kierunku - "do góry". Bardzo ważny był też ówczesny stosunek relatywnie wysokiej ceny wynajmu mieszkania do umiarkowanej wysokości raty kredytowej przy kupnie analogicznego do wynajmowanego lokum. Po prostu ludziom przestał się opłacać wynajem, woleli zarobione pieniądze przeznaczać na spłatę własnego "M".

Lata 2003 - 07 to także czas nie mającej precedensu w kilkunastoletniej historii warszawskiej GPW hossy. Indeksy giełdowe rosły o setki procent, ciągnąc za sobą w podobnym wymiarze jednostki funduszy inwestycyjnych. Wzrosty kursów wybranych akcji mierzone tysiącami procent wcale nie były czymś dziwnym czy specjalnie wyjątkowym. Inwestorzy, spekulanci giełdowi, klienci TFI i asset management bogacili się w najlepsze. Od dawna wiadomo, że rynki kapitałowy i nieruchomości to zespół naczyń połączonych.

Bardzo rzadko się zdarza, by na jednym gościła hossa, gdy drugi pogrążony jest w kryzysie. Ale najważniejszy jest tu tradycyjny przepływ kapitałów. Po prostu wielu inwestorów, zwłaszcza tych najbardziej doświadczonych, w momencie osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków giełdowych dokonuje realokacji ich części w bezpieczniejsze od akcji inwestycje. Oczywiście na pierwszym miejscu są tu nieruchomości, które przynoszą pewne zyski z wynajmu i na których "trudno stracić". W sumie podczas giełdowej hossy zawsze miliardy złotych, stanowiących część profitów z inwestycji inwestorów, zasila popyt na rynku nieruchomości.

W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednej, chyba dość istotnej formie "wspomagania" boomu na rynku nieruchomości w ostatnich latach. Chodzi tu o praktykowaną na wielką skalę medialną nagonkę na kupno mieszkań za wszelką cenę, bo "jutro, za miesiąc czy rok będzie dużo drożej". Zarówno portale internetowe, gazety codzienne, czy czasopisma prześcigały się w tekstach o nieruchomościach zazwyczaj w jednym aspekcie: perspektywie rosnących w nieskończoność cen. Jeszcze dziś można znaleźć w Internecie komentarze, które w połowie ubiegłego roku, a więc w dokładnie w ostatnich dniach boomu zapowiadały dalszy wzrost cen mieszkań w tempie 10-15 procent rocznie. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że gros tego typu publikacji powstawało na zamówienie potentatów branży deweloperskiej w celu wywołania u potencjalnych nabywców mieszkań syndromu "odjeżdżającego pociągu".

EUFORIA

Ostatni etap gorączki zakupów miał miejsce na przełomie 2006 i 2007 roku. Jeszcze pierwsza połowa 2007 przyniosła wzrost cen o kolejne 20 procent. Jak wyglądał w tym czasie handel nieruchomościami? Na rynku pierwotnym deweloperzy wywindowali swoje marże handlowe do poziomu 40%, podczas gdy zwyczajowo powinno to być w granicach 10 - 15%. Nagminną, acz dość bezczelną praktyką stało się wycofywanie deweloperów z już podpisanych umów przedwstępnych, gdy tylko okazywało się, że na zarezerwowane lokale będące jeszcze w trakcie budowy są inni chętni gotowi zaakceptować znacznie wyższą cenę. Spirala popytu nakręcała się coraz bardziej. Każda oferta sprzedaży nowych mieszkań natychmiast spotykała się z entuzjastyczną reakcją klientów ustawiających się w długich kolejkach przed biurami sprzedaży, bez specjalnego zwracania uwagi na cenę metra kwadratowego.

Z kolei na rynku wtórnym sytuacja była równie "ciekawa". Najwyższe historycznie ceny wcale nie zachęcały właścicieli mieszkań, domów czy działek do wystawiania ich na rynku. Wręcz przeciwnie, mało kto decydował się na sprzedaż, skoro już za miesiąc miało być sporo drożej, a za rok "może i dwa razy tyle". Rynkowa oferta składała się przede wszystkim z bardzo drogich mieszkań i domów o zdecydowanie pośledniej kategorii, w kiepskich lokalizacjach, zazwyczaj technologii wielkopłytowej. Ofert mieszkań o przynajmniej przyzwoitym standardzie, zlokalizowanych w dobrych miejscach i cenie "nie przepisanej z sufitu" praktycznie nie było, gdyż nawet jeśli się sporadycznie pojawiały, znajdowały one oferentów w ciągu kilku godzin. Ponoć dość często zdarzały się osobliwe sytuacje polegające na tym, że w odpowiedzi na ogłoszenie właściciela o sprzedaży mieszkania zgłaszało się jednocześnie kilku chętnych, którzy następnie, ku oczywistej uciesze sprzedającego, pod drzwiami oferowanego lokum wzajemnie licytowali jego cenę.

Oczywiście okoliczności te nie pozostawały bez wpływu na rynek materiałów budowlanych. Nie dość, że ceny szybowały tu do absurdalnych poziomów, to w dodatku zdarzało się dość często, że składy budowlane świeciły pustkami. Najczęściej brakowało cementu, gdyż cementownie nie nadążały z produkcją. Firmy budowlane zaopatrywały się więc w dużo tańszy i dostępny bez ograniczeń towar w Niemczech, co także świadczy o skrajnie kuriozalnej odmianie tamtej sytuacji rynkowej.

I w końcu warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Trwająca tu nieprzerwanie od 2003 roku hossa windowała indeksy giełdowe do niewyobrażalnych poziomów. Jednak trwający równolegle boom w nieruchomościach sprawił, że inwestorzy polubili szczególnie jedno słowo - "deweloperka". Stąd ogromne wzrosty na przestrzeni ponad czterech lat bez wyjątku wszystkich spółek nie tylko z branży deweloperskiej czy budowlanej, ale także producentów materiałów budowlanych i elementów wykańczania wnętrz. Nie może też dziwić fakt, że w pewnym momencie na giełdzie notowani byli niemal wszyscy liczący się na rynku deweloperzy: JW Construction, Dom Development, Polnord, LC Corp, Gant i inni. W czasie ofert pierwotnych tych spółek inwestorzy płacili za akcje każdą podyktowaną cenę, pompując miliardy złotych na konta emitenta, przy czym redukcje zapisów z racji gigantycznego popytu zawsze grubo przekraczały 90 procent.

Na fali tej specyficznej mody szereg notowanych w gmachu przy Książęcej firm decydowało się na zmianę branży na "deweloperkę", co zawsze wywoływało "dziką" euforię inwestorów. Tym ostatnim oczywiście nie przeszkadzał zbytnio fakt braku jakiejkolwiek znajomości rzemiosła "nowego" dewelopera. W efekcie zarząd GPW uznał branżę deweloperską na tyle ważną, że postanowił stworzyć dla niej specjalny indeks WIG - Deweloperzy. Wyjątkowy chyba pech sprawił, że data utworzenia tego indeksu - czerwiec '07- zbiegła się z bliskim szczytem koniunktury nie tylko dla firm deweloperskich, ale i całej giełdy. Wskutek tego na dzień dzisiejszy wykres tego wskaźnika przypomina swoim wyglądem bardzo regularną równię pochyłą.

CZARNE CHMURY

Pierwsze symptomy, na razie tylko spowolnienia koniunktury na rynku mieszkaniowym, pojawiły się w połowie ubiegłego roku. Niestety, jak się okazało, nie miały one tradycyjnego związku z okresem letniej kanikuły. Powakacyjne miesiące 2007 roku nie przyniosły, niestety, tradycyjnego jesiennego ożywienia obrotu na nieruchomościowych rynkach, zarówno pierwotnym, jak i wtórnym. Dla wszystkich grup zawodowych związanych z branżą stało się jasne: "mamy poważniejszy kryzys".

Przyczyn takiego stanu rzeczy trudno się dopatrywać w czymkolwiek innym, aniżeli we wzroście cen nieruchomości do poziomu, przy którym zdolność kredytową, pomimo wówczas wciąż liberalnej polityki banków, miało już bardzo niewiele osób. Po prostu popyt w końcu został zmuszony do powiedzenia "nie" intensywnie pompowanym cenom mieszkań, kosmicznym marżom deweloperów, medialnej propagandzie "dzikiej hossy", czy też praktyce bezmyślnej pogoni za niemal każdą ofertą sprzedaży mieszania. Dopełnieniem czarnego scenariusza, który zapewne ostatecznie pogrzebał resztki entuzjazmu potencjalnych kupców mieszkań, był kryzys kredytów "subprime" w Stanach Zjednoczonych, za którym w otchłań zapaści runęły europejskie rynki nieruchomościowe Wielkiej Brytanii, Irlandii i Hiszpanii, przybliżając groźbę recesji dla całych gospodarek tych państw.

I EFEKT DOMINA

To co może nas w tej chwili najbardziej niepokoić, to spore podobieństwo "scenariusza hiszpańskiego" do tego, co możemy zaobserwować obecnie w naszym kraju. Tak więc etap uciążliwej stagnacji przy postępującym spadku cen właśnie od ponad roku przerabiamy. Na rynek pomimo postępującego spowolnienia trafia też- tak jak swego czasu w Hiszpanii - coraz większa liczba nowych mieszkań. Według danych GUS deweloperzy w pierwszym półroczu tego roku oddali do użytku prawie 28 tys. nowych mieszkań, czyli dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.

To inwestycje rozpoczęte w czasie szczytu prosperity, z których deweloperzy sprzedają teraz mniej niż połowę i to stosując przeróżne promocje, od "darmowych" balkonów i "garaży z samochodem" aż po "gratisowe pokoje". Tak niska sprzedaż zmusza deweloperów do cięcia marż oraz drastycznego ograniczania inwestycji. Mniejsze firmy, zwłaszcza te, które weszły na rynek w szczycie koniunktury, inwestując pożyczone w bankach pieniądze w drogie działki i materiały budowlane, już doświadczają prawdziwego dramatu niewypłacalności. Pociąga to za sobą zatory w płatnościach i rosnącą falę bankructw firm wykonawczych.

W każdym niemal większym mieście można spotkać niedokończone osiedla mieszkaniowe, na których nic się nie dzieje lub robotnicy pojawiają się okresowo. To oznacza wstrzymywanie i ograniczanie finansowania inwestycji budowlanych przez banki, które zaczynają obawiać się o udzielone kredyty. Z kolei kryzys segmentu subprime w Stanach zmusił bankowców do zaostrzenia kryteriów oceny zdolności kredytowej, która w połączeniu ze wzrostem stóp procentowych drastycznie ograniczyła liczbę rodaków legitymujących się zdolnością kredytową. Podobno taką zdolność posiada teraz zaledwie 14,5% Polaków, co daje nam w tej kwestii niechlubną pozycję środkowoeuropejskiego outsidera. Nie wiadomo jednak jak tę statystykę trzeba będzie zweryfikować, jeżeli uwzględnimy w niej fakt wycofywania się banków z praktyki 100-procentowego kredytowania zakupu nieruchomości. Teraz będą one domagały się wkładów własnych w wysokości 15-20 procent.

To efekt nagłego olśnienia analityków kredytowych, którzy zorientowali się, że ruch cen nieruchomości może zmieniać się nie tylko w jednym, pożądanym przez nich kierunku. To jeszcze bardziej ograniczy dostęp przeciętnego Polaka do własnego "M", a więc także zdusi i tak już rachityczny nieruchomościowy popyt. Jakby tych ograniczeń było mało, Komisja Nadzoru Finansowego prawdopodobnie wkrótce wyda nową regulację dotyczącą sposobu wyliczania zdolności kredytowej. Oznacza to nic innego, jak poważne zaniepokojenie nadzorcy finansowego sytuacją na rodzimym rynku nieruchomości i dalsze podnoszenie poprzeczki dla hipotecznych kredytobiorców.

To zaniepokojenie może być efektem wiedzy Komisji, której treść, na razie przynajmniej, taktownie pozostaje na marginesie wszelkich debat i dyskusji. Chodzi tu przede wszystkim o tzw. "negative equity" czyli sytuację, w której wartość nieruchomości zakupionych na kredyt spada znacznie poniżej sumy zaciągniętego zobowiązania. Obecnie wiele pisze się u nas o Wielkiej Brytanii, gdzie problem ten został oszacowany na 1,3 mln rodzin, natomiast nikt nie pokusił się o opracowanie tego typu danych dla rynku polskiego.

Tymczasem praktycznie wszystkie nieruchomości mieszkaniowe, które zmieniły właściciela w latach 2006-07 dziś posiadają realną wartość rynkową na poziomie przynajmniej o 25-30 procent niższym od sumy zapisanej w akcie notarialnym. To oznacza, że nawet w przypadku małego lokum o powierzchni 40-50m2 niefortunnie nadpłacona kwota może być wyższa od 100 tys. złotych. Posiadacze takich kredytów są w mało komfortowej sytuacji, a będą w jeszcze gorszej, jeżeli ich kredyt nominowany jest w obcej walucie (czytaj: we franku szwajcarskim), a ostatnio obserwowane odwrócenie tendencji na rynku walutowym przybierze trwały charakter.

Można być niemal pewnym, że powyższy problem dotyczy zbyt dużej liczby gospodarstw domowych, by kiedyś nie wypłynąć w tej czy innej formie. Stanowi to ogromne, a chyba trochę niedoceniane na dzień dzisiejszy zagrożenie dla bankowców, którzy w przypadku zaprzestania spłacania kredytów popadną w kłopoty nie mniejsze, aniżeli ich amerykańscy czy brytyjscy koledzy, ze wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami dla całej gospodarki. Na razie jednak nie ma ponoć powodów do obaw, gdyż jak raportują banki, dyscyplina kredytobiorców hipotecznych jest wzorowa, a poza tym, jak przecież powszechnie wiadomo, bezrobocie spada, płace rosną w dwucyfrowym tempie, nie może więc być źle. Czyżby?

Jak ostatnio napisała Gazeta Wyborcza dynamika spadku bezrobocia zbliża się niebezpiecznie do zera, a w dwóch województwach, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim liczba osób bez pracy ponownie zaczyna rosnąć. To nic innego, jak tylko kolejny dowód spowalniania gospodarki, podobnego temu, które poprzedziło "krach hiszpański".

Nie byłoby oczywiście prawdziwego kryzysu na rynku nieruchomości bez dekoniunktury na giełdzie. Trudno ocenić na ile to przypadek, a na ile efekt "naczyń połączonych", ale początek zadyszki spółek giełdowych po 4-letniej "Wielkiej Hossie" zbiegł się dokładnie z datą pierwszych symptomów wyhamowywania boomu w nieruchomościach.

Zastanawiające jest jednak to, że o ile giełdowa bessa od wielu miesięcy praktycznie nie oszczędza na swojej niszczycielskiej drodze nikogo ani niczego, to w przypadku spółek deweloperskich dokonuje wręcz istnego pogromu. Indeks WIG-Deweloperzy stracił na przestrzeni roku 3 swojej wartości, a główni potentaci tej branży: J.W. Construction, Dom Development czy Polnord "zjechały" ze swych rekordowych poziomów od 80 do 85 procent. Co gorsza, gdy już mogło się wydawać, że widać "światło w tunelu" dekoniunktury giełdowych "asów" budownictwa mieszkaniowego, przyszedł piątek 5. września '08, który przyniósł kolejne wielkie załamanie kursów. Trudno dziś ocenić, gdzie szukać dna tej już nieco przerażającej tendencji, w końcu dotyczy ona całej giełdy, ale jedno wydaje się zastanawiające: do tej pory w ten sposób traktowane przez rynek były najczęściej spółki zagrożone upadłością. Czy zatem obok małych deweloperów, z których spora część na fali obecnego kryzysu przejdzie do historii, widmo bankructwa wisi także nad branżowymi tuzami?

Według powszechnej opinii absolutnie nie. Firmy te mają bowiem wystarczające zaplecze finansowe, zdywersyfikowaną działalność i liczne zyskowne interesy zagraniczne, co w dużej mierze ogranicza prawdopodobieństwo najczarniejszego scenariusza. Problem jednak w tym, że nieporównywalnie mocniejszą pozycją dysponował nie tak dawno jeden z największych hiszpańskich i europejskich deweloperów Martinsa-Fadesa, prowadzący rozliczne interesy w całej Europie włącznie z Polską, a który w połowie lipca ogłosił bankructwo. Na domiar złego na skraju plajty stoi kilku kolejnych liczących się hiszpańskich deweloperów. Od razu nasuwa się pytanie: czy skoro mogło się to przytrafić Martinsie - Fadesie, to czy nie może np. J.W. Construction? Zwłaszcza po tym, jak niedawno wręcz czmychnął ze swej intratnej posady sam prezes zarządu JWC, dokonując tego pod nieobecność w kraju właściciela i głównego akcjonariusza firmy. Komentarze internautów na forach giełdowych były dość jednoznaczne i niewybredne, a zawierały się w przedziale pomiędzy "szczurami uciekającymi z tonącego okrętu" a "schowanymi w szafie trupami"

proszę czekać

proszę czekać

proszę czekać

proszę czekać

proszę czekać

WNIOSKI DLA INWESTORÓW

Jak więc możemy odpowiedzieć na zadane na początku nieco retorycznie pytanie o szkody, jakie może ponieść polski rynek nieruchomości w związku z trwającym globalnym kryzysem? Konsekwencji, i to raczej dotkliwych oraz rozłożonych w czasie, uniknąć się raczej nie da. Takie są prawa rynku. A jakie wnioski płyną z powyższego zarysu sytuacji na polskim rynku nieruchomości dla osób planujących kupno własnego "M", bądź tych, którzy mają "problem" nadmiaru gotówki, którą planują ulokować w "bezpiecznych inwestycyjnie" nieruchomościach?

Wniosek jest jeden: czas na inwestycje nieruchomościowe jeszcze nie nadszedł. Rynek nieruchomości w Polsce wygląda jednoznacznie źle i trudno jest na dzień dzisiejszy dokładnie ocenić o ile i w jakim zakresie sytuacja może się jeszcze pogorszyć, wpływając destrukcyjnie na inne segmenty gospodarki. Panujące tu powszechnie zamieszanie i sprzeczność opinii znacznie utrudniają wszelkie próby prognozowania. Okres dekoniunktury prawdopodobnie ulegnie jednak uciążliwemu przedłużeniu, a większy lub mniejszy ruch cen mieszkań, domów i działek w dół potrwa raczej sporo dłużej, aniżeli do powszechnie zapowiadanego terminu - wiosny 2009.

Podobnie ma się rzecz z inwestycjami w jednostki funduszy nieruchomościowych oraz akcji firm deweloperskich i budowlanych, które na dzień dzisiejszy pozostają w bardzo silnych trendach spadkowych. Wyjątkiem są inwestycje w nieruchomości luksusowe, które "od zawsze" rządzą się swoimi prawami, ale jest to temat na oddzielny komentarz.

Źródło: Inwestycje Alternatywne

  Czy Francja zdradziła Polskę w 1939 r?
Primo, nie jestem franko-nekro=pedo-sado/maso filem więc mi tego nie wmawiaj. No ale w Polsce mówienie prawdy jak zwykle powoduje przypięcie łatki.


OK. Jak zwał tak zwał. Ja jestem zwolennikiem poglądu, że Francuzi złamali zobowiązania a podjęte działania to tylko pozoracja, Ty zaś stoisz na stanowisku, że Francuzi nie złamali zobowiązań (za to Polacy, a jakże), zaś zaprezentowana mapka przedstawia ofensywę. Tylko tyle chciałem powiedzieć. Jeżeli chcesz mnie przekonać, to użyj argumentów podpierająć się faktami, a nie przyklejaj mi łatki "przyklejacza łatek".
To juz było opisane wielokrotni i nie tylko w tym wątku. Wiec mi się po prostu nie chce tego pisać po raz n-ty, skoro i tak nikt tego nie czyta... były i dywizje (patrz mapka), byly wymnienione oddziały ciezkiej artylerii przydzielone do konkretnych armii, byly wymieniane publikacje (w tym niemieckie) opisujace walki. A tu dalej wkólko to samo... Tobie sie nie chce szukać (w TYM forum), mi się nie chce pisać tego co juz napisane.


Opisane były działania Francuzów dnia 3 i 4 września?? Bądź na tyle uprzejmy podać mi link. Obawiam się, że nie masz niczego na podparcie swoich opinii.
Teraz to zacytuję Krzysztofa65 - piszesz bzdury. jak masz zkimś umowę przedwstępną o kupno samochodu, to nie znaczy że juz nabyleś ten samochód.


Ty też piszesz bzdury. Popracuj jeszcze nad porównaniem.
Nie wiem dlaczego że uważasz że podpisana 4.09 umowa winna obowiazywać trzy dni wstecz.


Celne pytanie!
Zobacz że automatycznie ogłosili mobilizację generalną 1.09, z terminem 0:00 2.09, a przecież cała umowa (te M+) nie zależała od daty wypowiedzenia wojny, a od mobilizacji właśnie.


Jak pięknie, sam - sobie wyjaśniłeś. Tylko:
Co gorsza nie czytasz tegoco sam piszesz...



M+15 =17 września - to konkret który znja Polscy dowódcy i Rząd. To data rozpoczęcia poważnych działań . Francuzi ruszają wcześniej (patrz choćby mapka) - gdzie tu "zdrada" Atak na linie Zygfryda to wg. porozumienia jeszcze późniejsza data... 17.09 to oczywiście NIC się nie wydarzylo...


Bierzesz ograniczone dzialania ofensywne za ofensywę. Przeczytaj jeszcze raz umowę.

No nie ja, ja tylko cytuję. I nie nazywam ambasadora, tylko opisuję (słowami świadków)jego postępowanie


Grunt to opierać się na solidnych podstawach.
No piszę skąd to mam. Na tej podstawie jest to powtórzone w "Ostatnim Roku Europy" - pozycje te są po Polsku. Albo ktoś tu nie umie, albo nie chce zrozumieć...


Chyba tak. Kto to powiedział, do kogo, gdzie i jaki był kontekst wypowiedzi? Nie wiesz?
Idę bawic się z dziećmi - daje to zdecydowanie więcej radości


Miłej zabawy i mówię to zupełnie poważnie i nie mam intencji Cię w jakikolwiek sposób obrażać.
Możesz jakieś konkrety podać? Którego np. ambasadora?


Nie pamiętasz własnej wypowiedzi??
Możesz podać źródła tej informacji? Bo sama (popularniejsza wersja) o wiedzy Amerykanów jest słabo poparta dowodami (o ile pamiętam opiera się na wspomnieniach 1 osoby - w dodatku mało wiarygodnej).


Ale sprawdziłem. Ambasador amerykański w Moskwie wysłał raport na ten temat. I czekam na odpowiedź.
Mam ważne pytanie. Co w tym temacie w ogóle robią Amerykanie? Co mieli wspólnego z WB, Francją i Polską? O jakim meldunku piszesz?


Nic wspólnego :-), nawet ze sobą nie rozmawiali. Cytuję siebie (o meldunku), sprawdź powyżej: "w Polsce do Głównego Inspektora (Biuro Inspekcji GISZ) trafia informacja „że zarówno w Paryżu, jak i w Londynie panuje przekonanie, iż oficjalny tekst paktu jest niekompletny, ukrywając dodatkowy układ tajny”)"
No i najważniejsze - gdzie w R-M jest coś o działaniach ZSRR przeciw Polsce?


Nic nie ma. Ale potem jakoś im tak śmiesznie podobnie według ustaleń wyszło.
Polecam lekturę traktatów z czasów międzywojennych. Może na początek pakt Ligi Narodów i pakt Brianda-Kelloga. Tam znajdziesz coś o pokojowym załatwianiu sporów. I Polska i Francja były stronami tych umów. Więc AUTOMATYCZNE wypowiedzenie wojny MUSI zakładać odpowiednią procedurę...nawet jeśli dotyczy ona państw nie objętych traktatami.


Zacytuj odpowiednie paragrafy i uzasadnij, że ta automatyka musiała trwać 3 dni.
tbr napisał/a:
Najprościej ambasadora (lub w ostateczności attache wojskowego ), telefony jeszcze wtedy działały?

I co ten ambasador miał zrobić? Przesłać dalej otwartym tekstem do NW który był "gdzieś". Zdradzając Niemcom plany Francuskie. I co ta informacja dała by naszemu Wodzowi? Wiedziałby, że nic się nie zmienia.


Co miał zrobić to już nasz polska sprawa i Francuzom guzik do tego.
tbr napisał/a:
Pisząc to obrażasz Polskę. Ale to Twoja sprawa

No tak. Przecież nie wolno pisać o tym, że Polska (lub Polacy) miała jakiekolwiek wady...


Rozumiem, że nie macie już innych argumentów, a ten jest podstawowy i koronny dla sprawy...
Ambasador danego państwa to nie ja czy Ty, jest jego przedstawicielem. I byle jakiemu podrzędnemu urzędniczynie nie wypada mianować go "człowiekiem niezrównoważonym" na podstawie wydarzeń zaiste dających powody do takiej oceny. Wy go cytujecie uzasadniając? Co? Francuz wyrażając swoją opinię opluwa Polskę, a wy się przyglądacie, cytujecie, podpieracie. Ciekawe jakbyście się zachowali gdyby ktoś w waszej obecności pluł na nasze godło?
tbr napisał/a:
Wcześniej nam obiecali, a potem się na tych obietnicach podpisali! Nie zmienili tekstu umowy. Przyznali otwarcie, że powinni byli wypowiedzieć wojnę automatycznie i natychmiast rozpocząć działania lotnicze I NIE DOTRZYMALI ZOBOWIĄZAŃ. Więc ich nie tłumacz, BO SIĘ DO TEGO PRZYZNALI PODPISUJĄC NIEZMIENIONĄ UMOWĘ!!!

1. Wypowiedzięli wojnę automatycznie. Zgodnie z procedurą którą nakładały na nich RATYFIKOWANE traktaty.
2. Protokół o którym mówisz NIE BYŁ ratyfikowany...a to po polsku oznacza tyle, że go NIE BYŁO.
3. Skoro protokół nie był ratyfikowany to nie nakładał ŻADNYCH obowiązków.


Ad 1 Automatycznie, a to ci dopiero, uzasadnij to co napisałem powyżej.
Ad 2 i 3 Nie było, ale STAŁ się 4 września. NIE ZMIENILI NICZEGO, potwierdzając fakt złamania zobowiązań. Nie musieli wypowiadać wojny i i podpisywać porozumień politycznych ratyfikujących zobowiązania wojskowe. PODPISALI SIĘ NA ZOBOWIĄZANICH. Jaki pech nawiasem mówiąć.
tbr napisał/a:
Umowa wojskowa określała harmonogram działań według mobilizacji. M+3 to 4 września, M+15 itd... Kiedy ruszają Francuzi? Kiedy przekraczają granicę? I co w ogóle robią?

Kiedy ruszają? 7 września przekraczają granicę.
Co robię... ile razy można pisać o tej ofensywie, nawet mapka była.


A mieli kiedy, no kiedy? A ta mapka nie przedstawia ofensywy, tylko ograniczone działania, bo do ofensywy nie doszło, zmarło się biedaczce przedwcześnie. A myśmy o tym nie wiedzieli bo Francuzi zataili jej smutny koniec
tbr napisał/a:
Udowodnij w sposób podany powyżej, że działali zgodnie z umowami a nie była to pozoracja.

A czy w umowie jest jakaś liczba wojsk? Choć jedna? (tak jak w sojuszach np. sprzed I wś - tam były liczby konkretne, a tu...nic). Więc nie trzeba angażować określonych wojsk - nie było tego w umowie (nieratyfikowanej zresztą).


A masz dostęp do stenogramów? To poczytaj. A jak nie to zacytuję.

Odmeldowuję się. Do zobaczenia w 2006!! Wszystkiego najlepszego dla wszystkich!!

  PRASA - ARTYKUŁY- OPINIE
Jeśli kupisz mieszkanie, dorzucą ci auto lub wczasy...
W krajach arabskich deweloperzy rozdają w prezencie auta marki Bentley. W Polsce tak dobrze jeszcze nie jest, ale już małą toyotę można dostać, jeśli "tylko" kupi się domek na jednym z podwrocławskich osiedli. Inni oferują peugeoty, wycieczki na Karaiby, baseny, telewizory lub ogrzewanie podłogowe gratis. Byle tylko sprzedać mieszkanie.
A to wszystko dlatego, że podaż nowych mieszkań z miesiąca na miesiąc wzrasta. W 2008 r. do użytku oddanych zostanie 160 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych. To o 30 tys. więcej niż przed rokiem. Drastycznie maleje natomiast popyt. Jest skutecznie hamowany przez kosmiczne ceny i coraz droższe kredyty. Warszawski potentat J.W. Construction sprzedał w pierwszym kwartale tylko 200 mieszkań - o 400 mniej niż rok wcześniej. Inni także przyznają się do spadku obrotów, nawet o 70 proc. W takiej sytuacji wiele firm, jak na przykład łódzki Remobud, rezygnuje z kolejnych inwestycji.

- Deweloperzy często nie mają pieniędzy na inwestycje. Finansują je z przedpłat od klientów. Teraz, gdy sprzedaż siadła, firmy na gwałt szukają szybkich pieniędzy. Stąd coraz bardziej wymyślne promocje - tłumaczy Paweł Grząbka, dyrektor zarządzający firmy doradczej CEE Property Group.
Wrocławski deweloper TMB chce rozdać 30 toyot yaris klientom, którzy podpiszą umowę przedwstępną na kupno wartego 450 tys. domku szeregowego w podwrocławskim Smolcu. Warte ponad 40 tys. auto ma komputer pokładowy i radio. Jedyny mankament to reklama dewelopera "zdobiąca" karoserię pojazdu, ale to drobiazg, bo TMB przez trzy lata pokrywa koszty eksploatacji auta (m.in. ubezpieczenie, serwis, wymiana opon).WOW!
Niewiele gorszy jest francuski gigant Bouygues Immobiler. Deweloper oferuje nowego peugeota 107 do każdego, nawet najmniejszego, 31-metrowego mieszkania, kupionego do końca czerwca na warszawskim Bemowie. Promocja robi wrażenie, mimo iż auto oferowane jest w wersji podstawowej (w salonie kosztuje około 29 tys. zł).
Około 20 tys. zł to wartość dwuosobowej wycieczki na Karaiby. Egzotyczne wakacje mógł dostać w prezencie każdy, kto kupił od warszawskiego dewelopera Marvipol mieszkanie w blokach na Mokotowie. Jaki był odzew na tę nietypową promocję?
Klienci często prosili: dajcie nam lepiej te 20 tys. w formie rabatu. Nie było z tym problemu - mówi Michał Okoń, szef marketingu w Marvipol. Tak jak inni deweloperzy nie chce zdradzić, ile mieszkań udało się sprzedać dzięki promocji, przekonuje jednak, iż było warto.- 20 tys. to nieduża kwota w porównaniu z cenami mieszkań sięgającymi 500 tys. zł, nie sama więc promocja skłania klientów do kupna. Jeśli jednak jest tak oryginalna, staje się wyróżnikiem, który pozwala się wybić w tłumie ofert - mówi Michał Okoń. Tłumaczy jednocześnie, dlaczego tak wiele promocji na polskim rynku mieszkaniowym oscyluje w granicach 20 tys. zł. Według niego jest to cena "okołogarażowa". Tyle są bowiem warte garaże w nowych blokach. A właśnie od promocji typu "garaż gratis" zaczynała zimą większość deweloperów.
Paweł Grząbka z CEE Property Group wylicza, że do standardu należą dziś, oprócz garażu, takie gratisy jak: komórka i balkon, wyposażenie kuchni i łazienki, system alarmowy, ogrzewanie podłogowe.
Co bardziej pomysłowi dorzucają też sprzęt elektroniczny. Wrocławski Gant proponuje w cenie mieszkania zestaw RTV/AGD: telewizor, kino domowe, piekarnik z płytą indukcyjną, okap, lodówkę.Do rezydencji Milano w Dąbrowie Leśnej k. Warszawy developer Winnico oferował w prezencie basen o wymiarach 4 x 8 m. Z kolei poznańska Linea dawała rabat do 20 tys. zł na wykonanie ogrodu przynależnego do 90--metrowego mieszkania.
Deweloperzy niechętnie spuszczają za to ceny, a jeśli już, to tylko w wyniku indywidualnych negocjacji. Wolą wydać dużą kasę na samochód czy wycieczkę, niż psuć rynek, proponując wprost niższe stawki.
Jak daleko firmy sprzedające mieszkania zajdą w promocyjnym szale? Maciej Dymkowski z firmy doradczej RedNet Consulting rozwiewa te nadzieje: - Nie czekałbym z kupnem mieszkania w nieskończoność. W tej chwili wielu deweloperów sprzedaje jeszcze projekty rozpoczęte w 2006 r., gdy ziemia pod inwestycje była tania, i gdy można było niedrogo zakontraktować ekipy budowlane. Dlatego mogą sobie pozwolić na kosztowne prezenty, a i tak wychodzą na swoje. Pod koniec 2008 r. oddawane będą do użytku inwestycje rozpoczęte później, a tym samym droższe dla deweloperów. W związku z tym ich skłonności negocjacyjne zaczną się za kilka miesięcy usztywniać.
Bez nerwowych ruchów zamierza czekać na rozwój wypadków łódzki deweloper Remobud. Z braku chętnych firma zrezygnowała z trzech planowanych inwestycji. - Oferowanie samochodu czy wycieczki byłoby nietaktowne i nieskuteczne - przekonuje prezes firmy Stanisław Jędrzejczak. - Jeśli kogoś nie stać na mieszkanie, nie skusi go przecież taka promocja. Zamiast rozdawać prezenty, rozważam korektę cen o 10 proc. w dół. A może najpierw wybudujemy mieszkania, a potem, za dwa lata sprzedamy gotowy produkt? - kalkuluje Jędrzejczak. Może to właściwy krok. Kupno dziury w ziemi nikogo już w Polsce nie interesuje. Klienci chcą zobaczyć, co kupują.
PIOTR BRZÓZKA - POLSKA Gazeta Krakowska
Zobacz: Wszystkie



NO CÓŻ DOBRY I SPRZĘT AGD, ALE KARAIBY TEŻ BYŁYBY KUSZĄCE ......