dodatkowa gwarancja w Renault - ktos ma ?

Witam grono,

Moj znajomy, od kilku miesiecy dumny wlasciciel clio, dostal propozycje
przedluzenia gwarancji na swoj samochod. Poniewaz mam mu w tej kwestii
doradzic, a nie chce wyjsc na glupka, zapytuje czy ktos ma doswiadczenie z
takimi umowami? Jak w praktyce wyglada "sciagalnosc" naleznosci za
naprawe?
Czy jak np. po 2 latach padna amortyzatory to mowi sie o naturalnym
zuzyciu
czy o wadzie fabrycznej? Dodam, ze 1 rok kosztuje 900pln a 2 lata 1300pln.
Hulp !



Witam
Ta gwarancja to bzdura (w przypadku renault nie wiem jak inne firmy). Jeśli
auto kupione po 1.01.2003 to masz niezgodność towaru z umową (3 lata od daty
wydania towaru) a jeśli wcześniej to rękojmia W tej gwarancji jest  dużo
ograniczeń i wyłączeń odpowiedzialności. Firmy  sprzedają Twoje prawa
wynikające z ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach
sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz. U. Nr 141,
poz. 1176 ze zm.) za duże pieniądze.
Marcin, Poznań


     

  czym można potwerdzić przebieg?

Nie taka znowu zadkosc. Problem polega raczej na tym ze auta serwisowane
sa
duzo drozsze i przewaznie stoja w komisach dealerow samochodowych...



No wlasnie mi chodzilo bardziej o te oplacalne ceny :)

ja widzialem ostatnio escorta 96 z przebiegiem 72 kkm... wpisy i stan
faktyczny zdawaly sie to potwierdzac... jednym slowem sporo tu dziadkow
ktorzy niewiele kreca swoimi samochodami, do tego bardzo czesto serwisuja
ale sa do nich przywiazani i w zwiazku z tym trudno trafic na taka



oferte...

Wiesz ,zastanawiam sie ,czy te dziadki to nie jest chwyt.Emeryci w Niemczech
maja dosyc kasy
i wiecej czasu ,zeby tluc duzo kilometrow.Predzej uwierze ,ze ktos dojezdzal
tylko do pracy i na zakupy.

1. kupujacy nie jest osoba fizyczna
2. samochod jest sprzedawany 'na eksport'
3. sprzedajacy jest osoba fizyczna
4. nie wystawia sie umowy 'kupna-sprzedazy' - tak robia komisy
'tureckie' -
wystawiaja umowe 'zamowienia' i unikaja w ten sposob obowiazku gwarancji
co do wiarygodnosci sprzedawanych samochodow to byl kiedys post o
rodzajach
komisow w niemczech ;-)



hmmm 1 i 3 punkt .... czy to pomylka ?
Co do komisow ,to wyszukujac ogloszen omijam wszystkie ,ktorych
wlascicielami sa
ludzie o nie niemiecko brzmiacych nazwiskach :) Bylem ostatnio u turasow na
kilku komisach ...
Tanio maja napewno ale loteria na maxa.

pozdrawiam
Pawel


  Problem z rejestracją auta (przepraszam-długie)
Witam

[...]

Moje pytania: co jeśli nie znajdą tych nr nadwozia?, jaka powinna być
właściwa kolejność  moich działań  jeśli okaże się, że rzeczywiście
przegląd
był sfałszowany?



udasz się na przegląd, i nie wykluczone, że trzeba będzie skorygować numery

Pojutrze nie będę miała ważnego OC!! Ile czasu policja może trzymać ten
samochód?



auto należy ubezpieczyć - powinna wystarczyć umowa kupna-sprzedaży - ale to
teoretycznie; praktycznie zostaniesz "spławiona" przez Pania/Pana z okienka;
tak więc pozostanie rozmowa z kimś z kierownictwa i/lub pismo z wnioskiem o
ubezpieczenie, a na kopii pisma potwierdzenie jego przyjęcia przez TU;

obowiązek ubezpieczenia ciąży na właścicielu (a dokładnie na: posiadaczu*) -
a jedynym dokumentem stwierdzającym własność jest ww. umowa (a nie dowód
rejestracyjny), a o nieważności takiej umowy może orzec tylko sąd - same
podejrzenia policji nie wystarczą;

*) posiadaczem auta jest teraz policja ... tak więc może niech oni go
ubezpieczą (piszę poważnie)

(KC Art. 339. Domniemywa się, że ten, kto rzeczą _faktycznie_ _włada_, jest
posiadaczem samoistnym.)

w każdym razie polecam telefon do UFG (bo to oni karzą za brak OC) - nr
znajdziesz na www.ufg.pl

do TU raczej nie dzwoń - szkoda kasy i czasu, a i możesz zostać wprowadzona
w błąd ... pamiętaj tylko jedno - nie mogą odmówić ubezpieczenia, a jak
odmówią musisz mieć to na piśmie - i najlepiej spróbować w kilku TU;


  fikcyjna kradzierz i OC.

Dziwny uklad .. Zabytek jaki czy co ?



No dziwny. Mniejsza o szczegoly.

| Wlaściciel samochodu, na który ja mam umowę kupna-sprzedarzy bez daty
| zgłosił kradzierz zamochodu po to zeby nie płacic OC.

| Zgłosić na policje fikcyjną kradzież? Zgłosić Alianzowi?
| Co myślicie?

A komu zglosil - ubezpieczycielowi ?

wersja a) - idziesz na policje, problemow obaj bedziecie mieli po
czubek glowy, ale jestes czysty.

b) jesli tylko ubezpieczycielowi .. to go zaraz dorwie UFG, bo auto
   nadal zarejestrowane. A kto wie co mu strzeli do lba.
   Zacznij sam placic, a co on zglosil allianzowi to sprawa jego i
   allianza. Wpisac date za tydzien i w tym samym dniu ubezpieczyc.

c) jak zglosil na policje, w porozumieniu [o ile w ogole warto sie
   porozumiewac] - poczekajcie na umorzenie, wyrejestrujcie, wytocz
   dyskretnie na ulice, niech sie "znajdzie" - po zalatwieniu papierow
   bedziesz mial auto wyrejestrowane i moze sobie stac w garazu bez
   OC. Tylko potrzebujesz postanowienia sadu o odzyskaniu, zeby sie
   dal zarejestrowac ponownie.



Dzieki. Wreszcie jakas dobra dusza z z kilkoma treściwymi zdaniami sie
zlitowala.

Sprawa jest na prawde smieszna.

MAM podpis na umowie Kupna i mam świadka podpisania umowy. Nie istnieje
umowa sprzedazy.


     

  Kupujacy=wlasciciel

Hej!!
Pytanie nr 1: czy osoba kupujaca samochód musi być jednocześnie tą, która
jest wymieniona w dowodzie rejestracyjnym i na ubezpieczeniu ??



Umowa kupna/sprzedazy jest jednocześnie umową przeniesienia własności - tak
więc nabywca staje sie właścicielem rzeczy. Oczywiście może być kilku
nabywców (załóżmy: X) - i jeśli zapisy umowy nie stanowią inaczej, to każdy
z nich nabywa po 1/X udziału w kupowanej rzeczy.
Są oczywiście metody zmiany tego - np darowizna - ale to się wiąże np z
podatkiem (powyżej pewnej kwoty).

Pytanie nr 2: czy można sobie zbierac "punkty" za bezszkodowość w
ubezpieczalni będąc przed 25 rokiem życia, albo jak można trochę nagiąć te
przepisy z ubezpieczaniem bo wychodzi mi 125 % !!!



Można: Zaczynasz od 125%, a z każdym rokiem, jak nic się nie stanie,
nabywasz zniżkę. Zniżki za lata bezszkodowe to jedno a % zwyżki z wiek to
drugie... Pewnego dnia stajesz się"włąściwoletnia" i wtedy nagle jest sporo
mniej.
Ale tu mogę się mylić, bo rten problem mnie nie interesuje i nie wnikałem
nigdy w to głeboko
To oczywiście dotyczy OC gdzie warunki są regulowane odgórnie. Z AC każdy
ubezpieczyciel może kombinować po swojemu więc ciężko coś powiedzieć.
Z ubezpieczaniem na inną osobę i dopisaniem siebie jako współwłaściciel -
należy dopilnować aby "nieletni" był na drugiej pozycji i sprawdzić u
różnych ubezpieczycieli, jak się zachowają przy liczeniu składki. Są szanse
że będzie się liczył tylko wiek pierwszego


  OC - kasa

Właśnie usiłuję sprzedać mojego starego poldka i dowiadywałem się specjalnie jak

musisz mieć:
* umowę kupna-sprzedaży _podbitą_ przez wydział Komunikacji (że oni
wyrejestrowali z twojego konta ten samochód)
* dowody osobiste osób na które była wystawiona polisa (jeśli na kilku
współwłaścicieli)
* dobrze jeśli masz ksero swojej polisy (nie musisz mieć, ale przyspieszy
formalności)



Cos mi sie te wymagania wydaja wygorowane. Proponuje:
a) list polecony z powiadomieniem o sprzedazy [co, komu], i
  prosba zeby zwrot skladki przelac na wskazane konto,

b) poczekac miesiac,

c) telefonicznie spytac czemu kwota jeszcze nie przelana i czy
   pamietaja o odsetkach :-)
   A jak cos beda wspominali o podpisach, zaswiadczeniach, pieczatkach
   - to zasugerowac  ze w PUNU mozna sie dowiedziec o trybie
   zalatwiania wyniklym z przepisow:-)

J.


  Kupno auta - kto zabiera stare umowy?
Witam,

Mam takie pytanie samochodowo-prawno-obyczajowe:

Kupujemy używany samochód, który miał kilku właścicieli i nie ma karty pojazdu. Kto powinien zatrzymać oryginały faktury zakupu z salonu i wszystkich kolejnych umów kupna-sprzedaży tego samochodu, sprzedający czy kupujący?

O ile wiem, dobrym zwyczajem jest przekazywanie wszystkich dokumentów wraz z samochodem. Jednak spotkałem się ze sprzedającym, który chce zachować umowy kupna-sprzedaży.

Może ktoś wie, czy prawo reguluje to w jakiś sposób?

Dzięki,

Tomek


  Kupno auta - kto zabiera stare umowy?

Witam,

Mam takie pytanie samochodowo-prawno-obyczajowe:

Kupujemy używany samochód, który miał kilku właścicieli i nie ma
karty pojazdu. Kto powinien zatrzymać oryginały faktury zakupu z
salonu i wszystkich kolejnych umów kupna-sprzedaży tego samochodu,
sprzedający czy kupujący?



a po co Ci czyjas faktura? co najwyzej popros o kopie.
Ladnie wyglada jak masz pelna dokumentacje samochodu przy sprzedazy.


  Brak ubezpieczenia kto odpowiada?

Kupiła sprowadzony samochód, nie miał on już OC, jednak postanowiła go
przestawić do siebie pod dom.
Wpadła za rogiem, policja dała jej 1 tyś. mandatu, to rozumiem.
Ale podobno jakieś "zrzeszenie ubezpieczycieli" chce jej za brak



panstwowy Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.

ubezpieczenia wlepić kilka tyś.
Złapana była w dniu podpisania umowy kupna.
Pytanie czy za brak ubezpieczenia w dniu sprzedaży odpowiada kupujący czy
sprzedający?



Za posiadanie auta ZAREJESTROWANEGO bez OC odpowiada wlasciciel,
wiec sprzedajacy pewnie 500 euro zaplaci za poprzednie dni o ile UFG
jego dopadnie.
Znajoma miala obowiazek ubezpieczyc w dniu zakupu i nie miala
prawa jezdzic ani dac sie zlapac bez OC:-)

Wiec jesli dzis ubezpieczy to byc moze UFG potraktuje ja ulgowo -
nie przypominam sobie zroznicowania kary w zaleznosci od tego czy sie
jezdzilo czy tylko posiadalo .. Do 3 dni spoznienia tylko 100 euro.

Czy jest jakiś sposób by nie płacić tych kilku tysięcy? (autko było warte
mniej)



Sprzedac nieruchomosci i wyemigrowac ? :-)
UFG jest twardy - zaraz komornika podesle ...

J.


  Refleksje na temt kupowania przechodzonych autek

Pozwole sobie na kawalek cytatu.

| Szczytem był numer następujący (tym razem sprzedwałem):
| 'Pan nie wpisuje mojego nazwiska, bo to dla siostry i po co komplikować'
| Pytam:
| 'Jakie nazywa się siostra?'
| Pan sobie nie przypomniał ...



Handlarze skupujący samochody stosują różne metody wyłudzenia podpisu. Mnie
jeden próbował przerobić w ten sposób, że najpierw sam zadeklarował się, że
będzie wypisywał druk umowy, następnie robił to z wielkim mozołem i ciągle
się mylił, zmarnował 3 druki, na czwartym wypełnił tylko moje dane i
powiedział, że jest zdenerwowany więc żeby nie przedłużać niech ja podpiszę
a on potem 'na spokojnie' wypełni resztę.
Niektórzy pojawiają się po kilku dniach z prośbą o podmianę umowy, inni
zastrzegają to z góry i stawiają jako warunek transakcji. Generalnie trzeba
bardzo uważać. Słyszałem o tym jak po kilku dniach po sprzedaży próbowano
podsunąć do podpisu nową umowę gdzie było zmienione nazwisko kupującego i
DANE SAMOCHODU ! Niechybnie był kradziony. W razie gdyby,  to nowy
właściciel skarży do sądu poprzedniego i odzyskuje kasę ponadto trzeba się
tłumaczyć z zarzutu złodziejstwa, paserstwa itd. A jak się tłumaczyć ? Że
był jakiś typ, którego nie znamy i tak nas przerobił ? Zauważcie, że nowy
właściciel nie jest zainteresowany dochodzeniem prawdy bo musiałby czekać na
wykrycie sprawcy oszustwa i dopiero jego ew skarżyć, a policja także woli
mieć wykrytego sprawcę i święty spokój niż szukać nie wiadomo kogo. Tak więc
'Bądź czujny, wróg nie śpi !'

P.B


  Zgubiony dowód rejestracyjny i karta pojazdu
Żeby zarejestrować samochód musisz uzyskać z urzędu komunikacji gdzie pojazd był ostatnio zarejestrowany (w tym przypadku w Bydgoszczy) zaświadczenie o karcie pojazdu i odrębne zaświadczenie o dowodzie rejestracyjnym.

Zaświadczenie wydadzą pod warunkiem, że ten który Ci sprzedał zgłosił sprzedaż w swoim urzędzie komunikacji a ten który zgubił złoży na miejscu oświadczenie o zagubieniu dokumentów i będzie posiadał dokumenty na to, że jest właścicielem pojazdu (tutaj umowa kupna sprzedaży).

Zaświadczenie takie wydają urzędy od ręki lub do kilku dni (długo np. we Wrocławiu).

Jest też taka opcja (sprawdzałem na swoim kliencie), że możesz zgłosić zgubienie tych dokumentów w swoim urzędzie komunikacji i za ich pośrednictwem wystąpić do urzędu w Bydgoszczy.

Trwa to znacznie dłużej bo dochodzi do tego jeszcze korespondencja między urzędami a list wysłany pocztą polską idzie teraz w obrębie tego samego miasta 7 dni ;(

Na pewno zaoszczędza Twój czas i pieniądze na dojazd

Napisz jak załatwiłaś sprawę.

pozdrawiam

Dariusz Sawicki

  Gradobicie - szukam.
Nie. Mieli konkretny powód. Mam pod opieką w pracy samochody kilku firm należących do tego samego właściciela. Wszystkie mają AC. Ale kiedy byłem na urlopie właściciel "sprzedał" i "kupił" sobie samochód z firmy do firmy. AC straciło ważność po 3 dniach. I zanim wróciłem z urlopu dopadło go gradobicie z 19 lipca 2007 r.


Trzeba było wywalić umowę kupna/sprzedaży lub fakturę i "sprzedać" auto te parę dni później-nie było by kłopotu z wypłatą kasy a skoro auto fizycznie nie zmieniło własciciela tylko na papierze to tym bardziej można było tak zrobic...
Dodam że w stolicy gradobicia nie było w ostatnim czasie więc musisz szukać gdzies indziej

  [UBEZPIECZENIE] oc ??
potrzebuja informcaji NA JUZ prosze o pomoc
dnia 26 maja br kupilem samochod, taka data widnieje na umowie kupna. Dnia 27 maja br bylem w urzedznie komunikacji gdzie przerejstrowalem samochod na siebie, otrzymalem nowe tablice, nalepke, tymczasowy dowod rejestracyjny.
musze jeszcze zaplacic w urzedzie podatkowym podatek od czynnosci cywilnoprawnych ale na to mam 14 dni - to jest jasne
ALE?
samochod do tej pory byl ubezpieczony w PZU ma aktualne ubezpieczenie oc ac nw oplacone do czerwca, jednak zmienily sie numery rejestracyjne samochodu i wlasciciel. czy do momentu przepisania ubezpieczenia moge jezdzic samochodem, przeciez na ubezpieczeniu podany jest numer VIN ktory to sie nie zmienil?? wiec chyba nie ma przeciwskazan??
osoba ktora wykupila ubezpieczenia, byla wlascicielem samochodu jest "prawie" spokrewniona ze mna i z jej strony tez nie musze sie niczego obawiac.
prosze o konkretna odpowiedz z uzasadnieniem CZY MOGE JEZDZIC SAMOHCODEM? oczywiscie ubezpieczenie chce przepisac w ciagu kilku najblizszych dni, ale nie moge odstawic auta, bo na codzien jest mi ono potrzebne do pracy.
dla bezpieczenstwa na razie woze ze soba dokumentu kupna sprzedazy i dokumentu z urzedu komunikacji ??????

  A może grupowe negocjacje??
Może te 2% to prowizja od wartości podpisanej umowy jaką otrzymał pracownik biura sprzedaży obsługujący umowę? Pewnie pracownicy nie chcą być w plecy w razie rezygnacji klienta

Zazwyczaj w działach sprzedaży jest kwota stała, którą otrzymuje pracownik + prowizja od sprzedaży.

Z innej beczki, zapytałem w biurze obsługi jak tam postępy BXN w dwóch sprawach:

- skupu złomu: BXN rozmawia z miastem aby rozwiązać problem złomiarza. (Ciekawe czy miasto prowadzi takie same rozmowy bo facet od 2005 roku w odróżnieniu od innych bazarników trzyma się tego miejsca z uporem mianiaka i nie dał się przenieść).

- kwestia drogi dojazdowej/ulicy: BXN rozmawia z miastem nt. partycypacji w kosztach. (Czyli na dojazdówce z kostki brukowej może się nie skończyć. Więcej szczegółów nie chcieli wyjawić. Kontenery dla pracowników poza jednym zostały wywiezione, robią porządki i wywożą śmieci od kilku tygodni).

(To akurat wiadome) właściciele lokali usługowych będą parkować w garażu podziemnym ze względu na niewyrażenie zgody przez miasto na parkowanie wzdłuż ul. Mołdawskiej i Noworacławickiej - nie będzie zewnętrznych miejsc parkingowych. Miejsca parkingowe dla lokali to te pod lokalami usługowymi - będą odgrodzone szlabanem. BXN pracuje wspólnie z projektantem nad dodatkowymi zabezpieczeniami strefy przeznaczonej dla mieszkańców. (Przynajmniej samochody nie będą parkować pod oknami).

  Goldi 6 letnia sunia z rodowodem ze Szczecina
Właściciele nie są skłonni do żadnego kontaktu ani odbioru suni od czasu do czasu tylko proszą w smsach o dalsze przetrzymanie suczki

Z punktu widzenia prawa wszystko będzie tak załatwione aby adopcja była możliwa i aby właściciele nie mieli już praw do Goldi.

Trzymam rękę na pulsie ale nie za bardzo rozumiem jakie sprawy mają się wyjaśnić?? Sunia szuka nowego domku i jest do adopcji!



Nie rozumiem, czyja jest ta suczka?
Z tego co piszesz to właściciele powierzyli ją pod opiekę hodowczyni, a nie sprzedali jej ani nie oddali. Pies to nie rzecz, ale stosuje się do niego takie same przepisy prawa cywilnego, jak do mienia - wyobraź sobie, że zostawiasz u kogoś swój samochód na przechowanie, wracasz po kilku miesiącach - a samochód został sprzedany.... Głupio, no nie?
Czy prawnie sprawa została załatwiona tj, formalni właściciele zrzekli się praw do psa albo w umowie sprzedaży im psa była jakaś kauzula o powrocie tych praw do hodowcy?
Bo jeśli nie, to tak jak pisała Dorota i AnkaRa - sprawa jest bardzo kontrowersyjna

  OC komunikacyjne z czym to sie je:)
Witam:)
Idzie jesień a wiec tradycyjnie czas kiedy panuje duży ruch w sprzedaży i kupnie samochodów.
Warto przed sprzedażą czy tez kupnem nowego bolidu wiedzieć o kilku podstawowych zasadach:
Sprzedaż
1.samochód sprzedajemy razem z polisą OC
2.Aby uniknąć kłopotów ,kopie umowy kupna sprzedaży wysyłamy do danego TU w którym był ubezpieczony samochód
3.Jeżeli chcemy odzyskać niewykorzystaną cześć składki za polisę,należy przy sprzedaży samochodu wziąść od kupującego oświadczenie o jego rezygnacji z aktualnej polisy ,a następnie wraz z pismem o zwrot składki udać się do danego TU

Kupno
1.Po zakupie samochodu mamy 30 dni na wypowiedzenie umowy OC,jeśli nie zostanie ona wypowiedziana w tym terminie,jest z automatu przepisywana na nowego właściciela i obowiązuje do końca terminu jaki jest wpisany
2.TU może zwrócic się do nowego właściciela z zapytaniem o wysokośc posiadanych zniżek,wtedy bowiem dokona rekalkulacji wysokości składki za OC.
3.Warto korzystać z możliwości ubezpieczenia na współwłasciciela,wtedy jest możliwość ubezpieczenia za mniejsze pieniądze.W przypadku małżeństw zniżki jedengo ze współmałżonków mogą być wykorzystane do ubezpieczenia samochodu drugiej połówki,bez konieczności wpisywania dwóch właścicieli w dowód rejesytracyjny

To na poczatek a by nie przynudzać w razie pytań proszę śmiało dzownić lub pisać
pozdrawiam Krzysztof Brociek

  Kupno samochodu używanego
Przy spisywaniu umowy kupna-sprzedaży bardzo ważna jest data spisania umowy. Od niej bowiem uzależnione są terminy, w których załatwić musimy procedurę rejestracji w urzędzie skarbowym, wydziale komunikacji oraz ubezpieczalni.
W umowie należy ująć dane wszystkich właścicieli pojazdu (może ich być nawet kilku). Własciciel samochodu nie musi mieć prawa jazdy..

PCC-1 i PCC-1/A

Kupując używany samochód np. na giełdzie lub z ogłoszenia, będziemy musieli wypełnić formularz PCC-1, czyli deklarację w sprawie podatku od czynności cywilnoprawnych.
Trzeba ją mieć ze sobą już w momencie podpisywania umowy kupna-sprzedaży pojazdu. W formularzu PCC-1 musimy bowiem wpisać m.in. dane personalne osoby, od której kupujemy samochód (należy pamiętać o wpisaniu jej Numeru Identyfikacji Podatkowej - NIP), a pod wypełnionym formularzem potrzebny jest jej podpis. PCC-1 bez podpisów kupującego i sprzedającego jest nieważny.
Formularz PCC - 1/A dotyczy informacji o pozostałych stronach czynności cywilnoprawnej. Jest wymagany, jeżeli umowa sprzedaży dotyczy więcej niż dwóch stron (więcej niż dwóch podatników w czynności cywilnoprawnej). Formularz składamy wtedy razem z formularzem PCC-1.

Tu masz wzór PCC-1
http://www.admoto.pl/poradniki/strony/pcc1.pdf

  Stan liczników w ofertach sprzedaży
Parę lat temu wspólnik sprzedawał favoritkę.
Auto miało około 140000. W środku wyglądało jak by wyjechało z salonu. On tak ma w samochodach. Obecny ma ponad 240000 a środek jak nowy.
Ponieważ nie lubi się kitwasić ze sprzedażą, zatrzymał się jadąc na giełdę przy gościu, który łapie okazje przed giełdą.
Nie dyskutował o cenie. Sprzedał.
Po kilku dniach dzwoni do niego nowy właściciel samochodu i o coś pyta. Kolega mówi, że oczywiście, niech podjedzie to mu wszystko opowie. Oczywiście nowy właściciel to nie ten, który zapłacił koledze za auto.
Facet przyjechał, koleś wsiada do auta i zaczyna opowiadać, i szczęka mu opadła.
I mówi do faceta: Prosze pana , to auto ma 140000, a nie 30000.
I wyciąga umowę, którą spisał z tamtym facetem. Przytomnie wpisał przebieg.
Pośrednik potrzebował 1 dzień na zrobienie przebiegu. Drugiego sprzeadał autko.

Faciora krew zalała. Ale co było robić. Koleś mówi, że jak potrzeba, to spokojnie będzie zeznawał w sądzie. Ale gość nic nie zrobił, bo kolegi nigdzie nie wzywano.

Tak że na te liczniki to patrzę z dużą dozą nieśmiałości.

  Kupno samochodu bez umowy
Witam.
Poczytałem kilka postów na tym i innych forach, ale w końcu zdecydowałem się na przedstawienie mojego problemu.

Kupiłem wczoraj z ojcem auto od znajomej z sąsiedniej wsi. Dosyć nowe, zapłaciłem ok 7000zł. Okazało się też przy okazji, że auto jest na jej męża, a ten wraca dopiero w weekend.
Ja - młody, napalony na auto oczywiście chciałem je mieć już.
Zatem - i tu się zaczyna najlepsze - zapłacilismy umówioną sumę, wzięliśmy auto, dowód rejestracyjny i odjechaliśmy nową furką ;)

Problem jest taki, że auto ma pewne wady, o których nie było mowy wcześniej. Oprócz widocznych wad (lekkich kilku wgnieceń, zarysowań), pojawiły się też inne, o jakich nie było mowy.
Fakt jest taki, że jadę w sobote napisać umowę kupna-sprzedaży na to auto z właścicielem auta.

I teraz pytania moje:
1. Czy po zapłaceniu już uprzednim kasy (o jaki ja głupi...) jest jeszcze jakaś podstawa by negocjować?
2. Czy może lepszym wyjściem podpisać umowę (ale podstępnie bez klauzuli o "zapoznaniu się ze stanem auta"- czy coś takiego) - i potem starać się wykręcać jakoś z tego?

Generalnie babka jest spoko i jest szansa, że da się jeszcze wszystko dogadać. Tylko nie wiem, jaką strategię przyjąć.

Kupując auto z ojcem, ewidentnie padły słowa zaprzeczające pewnym wadom - które w rzeczywistości są bardzo widoczne.

Oczywiście renegocjacja ceny w wysokości ok 500-600 zł też wchodziłaby w grę..
Pytanie tylko, jaką strategię podjąć?

Pozdrawiam i z góry dziękuję za pomoc!

  Pożegnanie z Coupejką
Wczoraj podpisałam umowę kupna- sprzedaży mojej Coupejki... coprawda jeszcze stoi u mnie na parkingu, ale to kwestia kilku dni i załatwienia formalności przez nowego właściciela.

Wiem, że nowy właściciel czyta nasze forum, więc zapraszam go do czynnego uczestnictwa w życiu klubu HyundaiCoupe i życzę samych bezawaryjnych dni z QP i przyjemności z jazdy

Ja oczywiście z wami zostaję i będę chętnie wpadać na zloty i spoty ale już bez Coupejki za to wiem, że samochód trafia w naprawdę dobre ręce, które będą o niego dbać.

  Rozwiązanie formalne problemu

Witam.

Kilka lat temu osoba Iks sprowadziła sobie z zagranicy samochód. Ponieważ
był to pierwszy samochód Iksa, aby obniżyć koszt ubezpieczenia, auto
zostało zarejestrowane na Iksa i Igreka.

Po kilku latach Iks sprzedał rzeczony samochód. Sprzedał go Igrekowi.



Co to znaczy "sprzedał"? Była jakaś umowa KS czy "na gębe" dogadano sie i
przekazano kasę?
ZTCW umowa ustna, jeśli "dokonana", to także jest ważna, tyle że jeśłi któraś
ze stron będzie sięstawiała, istnieje problem jak ją udowodnić.. Nie zmienia to
jednak faktu że należało podatki zapłacić..

Nikomu wtedy nie chciało się dokonywać żadnych kombinacji urzędowych,
więc Igrek przez lat kilka jeździł tym autem, mając w dowodzie
rejestracyjnym wpisanego, oprócz siebie, także Iksa.



Domyślam się że to w rodzinie było (i to chyba bliskiej), bo inaczej to ten
twój X straszny baran jest...

Kilka tygodni temu, Igrek sprzedał samochód Zetowi. Jak dotąd bez
żadnych formalności - pieniądze przeszły od osoby do osoby.



Powtarzam pytanie - czy jest (pisemna) umowa KS między X a Y (tzn czy Y był po
tej "sprzedaży" prawnie właścicielem, czy tylko współwłaścicielem)

Jeśli formalnie nie byo żadnej umowy, formalnymi współwłaścicielami są jak
rozumiem X i Y. X sprzedaje więc swojączęść auta  Z - owi.
Nie ma więc innego wyjścia jak sporządzenie umowy KS gdzie sprzedającym 50%
udziału (domniemam że są równe)jest X , a kupującym Z (z datą bieżącą),
zapłacenie podatków i dokonanie formalności z przerejestrowaniem. Sprawa prosta
jak drut (zapominamy po prostu o poprzedniej "sprzedazy" a przepływy piieniężne
to w sumie prywatna sprawa i nikogo nie obchodzą - chyba że ktoś ma problemy ze
skarbówką i "podejrzanymi" dochodami)

Jeśłi natomiast formalnie była jakaś umowa - i gdzieś ją ujawniono (np
podatki) - to trzeba dokłądnie wiedziećco tam było aby cokolwiek teraz doradzić


  Mieliśmy jednak rację ...
Seat z Allegro nie za... symboliczną złotówkę?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nie do końca... Mieszkańcowi Gdańska udało się kupić za złotówkę na Allegro dwuletniego seata. Skorzystał z opcji "kup teraz", czyli bez licytacji, za cenę wskazaną przez sprzedawcę. Autem nie pojedzie, przegrał w sądzie z jego właścicielem.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, sprzedawca, kolega właściciela dwuletniego seata alhambrę - siedmioosobowe auto z alufelgami, napędem na cztery koła, klimatyzacją, ABS i poduszkami. Początkowo wystawił auto za prawie 75 tys. zł. Ale kiedy chętnych nie było, zmienił ofertę i w polu ceny wpisał "do negocjacji". Musiał jednak podać konkretną kwotę, wpisał więc złotówkę. Po kilku minutach znalazł się chętny. Po chwili obie strony zostały poinformowane, że doszło do transakcji za złotówkę. Portal Allegro uznał transakcję za zawartą, bo tak mówi regulamin aukcyjny. Kupiec auta nigdy nie odebrał, choć 1 zł wysłał przekazem pocztowym. Sprawę oddał do sądu, by ten przesądził, czy doszło do sprzedaży. Sprawa wydawała się prosta - dodaje „Gazeta”. Rok temu sąd w Warszawie przyznał, że wygrana licytacja w Allegro to umowa kupna - sprzedaży ze wszystkimi konsekwencjami. Nakazał oferentowi sprzedać jeepa grand cherokee z 2000 r. za wylicytowane 23 tys. zł, choć na rynku wart był co najmniej dwa razy więcej. - Zamiast domagać się ustalenia, czy doszło do zawarcia umowy sprzedaży, pan kupujący powinien wystąpić z powództwem o wydanie auta i w tym procesie udowodnić, że jest prawnym właścicielem seata. Samo stwierdzenie, że umowa została zawarta, nie przesadza bowiem, czy umowa ta jest skuteczna i wywiera określone skutki prawne, uznał sąd w Cieszynie, który zajął się przypadkiem gdańszczanina .Ale gdyby nawet do takiego procesu doszło, pan Sławek mógłby go przegrać, bo sąd obnaża kilka uchybień podczas zawierania umowy, dodaje Gazeta.- Wystawiający na aukcji nie był właścicielem seata i nie miał pełnomocnictwa do jego sprzedaży. Do tego stworzył własną nazwę pojazdu [Super Seat Alhambra], która nie występuje w ogóle w katalogach sprzedaży. Do nazwy wystawionego pojazdu nie sposób przyporządkować żadnego dowodu rejestracyjnego pojazdu. Aż w końcu wystawiający na aukcji uchylił się od skutków prawnych, przesyłając oświadczenie woli, w którym napisał, że doszło do błędu. Z tych względów kupujący nie ma podstaw prawnych i faktycznych do sformułowania powództwa o wydanie rzeczy -opowiada Sylwester Nowakowski, adwokat właściciela samochodu.

  Prośba o pomoc
Zawsze chetnie pomagam w sprawach importu autek. Pierwsza sprawa dotyczy nowego Briefu. Otoz nowe tzw. EU-Briefy wyszly od 1.10.2005 roku, i nie ma takiej opcji aby Anzahl der Vorbesitzer byl pusty. Mogla zdazyc sie opcja zmiany Briefu przy jednym wlascicielu od nowosci i nie jest to nic dziwnego. W malym Briefie (tzw. Fahrzeugschein) wbijane sa kolejne przeglady, w razie gdy skonczy sie miejsce w wielu Wydzialach Komunikacji wraz z nowym Fahrzeugschein trzeba wyrobic tez Fahrzeugbrief. Nie jest to nic dziwnego, poniewaz generalnie dazy sie do wycofania starych Briefow (rzeczywiscie szkoda, byly przejrzyste i zawieraly sporo potrzebnych danych, ktorych nie ma w nowych dokumentach). Wazna sprawa jest kolejna wada nowych Briefow - jest w nich wpisana jedynie data pierwszej rejestracji, podczas gdy w starych Briefach na zakladce trzeciej strony mozna bylo odczytac zarowno dopuszczenie danego modelu do sprzedazy jak i rok produkcji. W praktyce mozna teraz kupic rok lub dwa starsze autko nie majac o tym pojecia. Porzadny wlasciciel powinien tez miec stary Brief, no ale coz, nie kazdy go trzyma.

Pytanie Dogmana - walkiem pachnie na kilometr. Jestem gotow sie zalozyc, ze dostaniesz falszywa umowe z komisem. Gosc ktory auto kupil, na pewno kupil go od tego komisu i posiada z nimi umowe badz fakture, po czym chce Ci wcisnac druga umowe, na ktorej niby Ty kupiles to auto z komisu. Jedyna opcja jest taka, ze ma uklad z komisem i dali mu tzw. umowe in blanco, ktora po znalezieniu klienta odesle badz odwiezie do tego komisu. Szczerze watpie. W zasadzie tzw. podwojna umowa jest nie do wykrycia w razie gdybys spisal ja niby kupujac bezposrednio od prywatnej osoby (tego Wlocha), ale jesli umowa ma byc z komisem, ktory w razie jakiegokolwiek zapytania z polskiego urzedu posiada jedynie umowe z tym kolesiem ktory Ci to auto chce sprzedac, to wtedy Ty masz klopot, poswiadczyles nieprawde na umowie, spisales umowe w Warszawie a podpisales ze w Berlinie czy gdzies tam itp. Jednym slowem muka.
Co do przekroczenia terminu zaplaty akcyzy - tu akurat nie ma problemu, masz 5 dni od przekroczenia autem granicy. Nikt Ci nie udowodni kiedy nim przyjechales, jedynym sladem ze auto juz jest w Polsce jest data I przegladu. Jesli zdecydujesz sie na ten samochod, mozesz miec date zakupu np. 15 marca, a auto oplacic bez kary nawet 5 lipca, pod warunkiem ze zadeklarujesz ze wjechales nim np. 3 lipca. Oczywiscie jesli wczesniej nie zrobiles przegladu w Polsce, na ktorym jest wczesniejsza data. Mogles przeciez kupic samochod w trakcie pracy w Niemczech i wrocic nim po kilku miesiacach do Polski. Troszke trzeba pokombinowac, ale tak juz jest z kupowaniem od handlarzy-leszczykow.

  [Nowe Miasto] Millenium Hall - galeria handlowa - III część
Pawłowski chce sprzedać Millenium Hall. Czy zapłaci miastu 5,5 mln zł?

Bogdan Pawłowski dotąd nie zapłacił miastu 5,5 mln zł za przebudowę ulicy Rejtana i jest mało prawdopodobne, że kiedykolwiek to zrobi. Powód? Biznesmen przymierza się do sprzedaży udziałów w Millenium Hall.

Umowę offsetową z Bogdanem Pawłowskim władze Rzeszowa podpisały rok temu. Dokument zobowiązywał wykonawcę centrum rozrywkowo - handlowego Millenium Hall przy ul. Kopisto do zapłacenia miastu 5,5 mln zł.

Pieniądze były przeznaczone na przebudowę ul. Rejtana. Biznesmen kilka razy przekładał wpłatę tłumacząc się m.in. niestabilną sytuacją na rynkach finansowych.

Od kilku miesięcy budowa Millenium Hall; stoi w miejscu. Jej dokończenie pochłonie ok. 300 mln zł. Bogdan Pawłowski takich pieniędzy nie ma, raczej ich nie zdobędzie i zamierza sprzedać swoje udziały firmie Marma Folie Polskie. Kto w sytuacji, gdy Millenium Hall zmieni właściciela zapłaci miastu 5,5 mln zł. Bogdan Pawłowski? Nowy inwestor?

Z Bogdanem Pawłowskim nie udało się nam skontaktować. Marta Półtorak, szefowa Marmy nie chce wypowiadać się o zakupie MH.

Czy w tej sytuacji nikt nie zapłaci 5,5 mln i umowa offsetowa trafi do kosza?

- Nie odpuszczamy tych pieniędzy i jeśli Millenium Hall zmieni właściciela, będziemy z nim o tym rozmawiać. Dla miasta jednak ważniejsze od 5 mln zł jest to, aby inwestycja została dokończona. Dzięki temu Rzeszów wzbogaci się o największe o na Podkarpaciu centrum handlu i rozrywki, przybędzie wiele miejsc pracy, do kasy miasta wpłyną podatki itd. - mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Centrum handlowe Millenium Hall ma mieć 140 tys. m kw. powierzchni i parking na tysiąc samochodów. Jego wartość szacuje się na ok. 500-700 mln zł. Plan zakłada, że obiekt ma być nastawiony na handel i rozrywkę. Część gastronomiczną mają wypełnić markowe fast-foody, jak np. KFC czy Pizza Hut. Budynek ma uzupełnić multikino. Elewacja galerii ma zostać wykończona aluminium, szkłem i kamieniem.



http://www.nowiny24.pl/ap...ESZOW/703303780

Pawłowski tak długo płaci ten offset jak długo negocjuje umowę kredytową a nawet chyba dłużej

a totalny profesjonalizm pseudo gazetki nowiny to ten fragment:

Bogdan Pawłowski takich pieniędzy nie ma, raczej ich nie zdobędzie i zamierza sprzedać swoje udziały firmie Marma Folie Polskie


  Prawo - każdego dnia...
Umowa kupna-sprzedaży

Przy spisywaniu umowy kupna-sprzedaży bardzo ważna jest data spisania umowy. Od niej bowiem uzależnione są terminy, w których załatwić musimy procedurę rejestracji w urzędzie skarbowym, wydziale komunikacji oraz ubezpieczalni.
W umowie należy ująć dane wszystkich właścicieli pojazdu (może ich być nawet kilku). Brak podpisu i namiarów któregokolwiek z nich sprawia, że umowa jest nieważna.
Dane pojazdu w umowie powinny zostać spisane z samochodu (numer silnika, nadwozia, model), a nie dowodu rejestracyjnego czy karty pojazdu.
Są dwa egzemplarze tej samej umowy. Oryginał zabiera kupujący. Kopia wystarczy sprzedającemu, aby wyrejestrować pojazd w magistracie i załatwić formalności w ubezpieczalni.

http://www.admoto.pl/pora...r_2_-_str_1.pdf
http://www.admoto.pl/pora...r_2_-_str_2.pdf

Od 01/01/2007 podatek od czynności cywilnoprawnych płaci wyłącznie nabywca. W związku z tym nie wypełnia się już PCC-1, a wyłącznie PCC-3, który nie zawiera informacji o sprzedajcym

http://www.pit.pl/att/deklaracje/2007/pcc_3_v1.pdf

Wspólne zgłoszenie wypadku drogowego

W sytuacji, gdy nie ma konieczności powiadomienia policji, czyli kiedy nie ma ofiar w ludziach, szkoda w mieniu nie jest poważna, a uczestnicy kolizji są zgodni w ocenie sytuacji będącej przyczyną zdarzenia, należy wspólnie z drugim uczestnikiem zdarzenia sporządzić "Wspólne zgłoszenie o wypadku drogowym".

http://www.admoto.pl/pora...u_Drogowego.pdf

  Witam;)

p.s. Asieńka tez w dupie ma umowy a to rzecz bardzo ważna. Może tez inni wypowiedzą się na temat umów zawieranych przy sprzedaży szczeniaka, bo widzę, że temat umów nie jest modny, albo jest niewygodny.



WOJTEK - już napisałam tu niejednokrotnie!!!! Hodowcy w dooooopie mają umowy (w przeważającej większości) liczy się tylko to czy szczeniak pójdzie. Sama byłam świadkiem, że taki szczyl został sprzedany bez umowy mimo moich (sic!) sprzeciwów - ale przecież nie ja byłam właścicielem szczyla więc hodowca mógł zrobić co chciał tłumacząc że umowa nie została podpisana, bo Pan nabywca nie miał ze sobą dokumentów (jechał samochodem przez granicę bez dokumentów!!!!! )
zresztą ten sam hodoffffca później bez umowy wydał psa do adpocji - bo po co papier, byle się kłopotu pozbyć!!!

więc nie pitol mi tu o umowach, bo ja też (kiedyś) nie miałam pojęcia, że kupując psa trzeba takową podpisać... to raczej rola hodowcy uświadomić że taka jest potrzebna. Ba nawet sam hodowca dla własnego bezpieczeństwa powinien dążyć do podpisania... ale są hodowcy i hodofffffcy

nie odbijaj piłeczki, bo temat kręci się w kółko a w dodatku nikt nie czuje się odpowiedzialny za całą sytuację.
I nie obwiniaj też Aśki - bo ja też bym zakładała dobre intencje hodowcy, który wszędzie się reklamuje, a zwłaszcza reklamuje super czempiona Ernesta.
Nikt też nie ma obowiązku (ba czasem nawet nie lubi) biegać po internecie w poszukiwaniu porównań!!! Ja sama kupując kiedyś Pumcię, nie wpadłam na to żeby poczytać na forach na temat rasy mimo, że internet miałam od lat kilku - i co w związku z tym? TO JA jestem winna, e mnie ktoś oszukał???!!! że KTOŚ jest nieuczciwym BYDLAKIEM???? bo widzisz... ja zamiary miałam dobre - dzięki czemu zresztą moja Puma miała ponad trzy lata cudownego życia....

nie zacietrzewiaj się Wojtek - bo doskonale wiesz, że ryba psuje się od głowy.... i należałoby zastanowić się jak to zmienić!

  Zapisy w umowie kupna-sprzedaży
Antone ma dużo racji w tym co pisze, ale Bastek również, mam akurat wiarygodne źródło bo mój ojciec od 10 lat zajmuje sie takimi sprawami jak rozpatrywanie reklamacji, ekspertyzy techniczne i prawa konsumenta. Umowa kupna-sprzedaży taką jaką znajdziemy np. w internecie w świetle prawa jest dokumentem bez żadnej mocy prawnej, to jest umowa pomiędzy dwojgiem ludzi nic więcej, za to dla Urzędów stanowi ona tylko dowód zakupu (paragon) na podstawie którego naliczane są ewentualne podatki. Zaś wszystko co się tyczy praw jakie ma kupujący i sprzedający zapisane jest w Kodeksie Cywilnym i to jedyny wykładnik prawa. Wystarczy poczytac KC a tam jest napisane ile mamy rękojmi co nam się należy a co nie bez względu na to co jest napisane w umowie. Dlatego pisanie umów nie jest takie proste i aby umowa miała moc prawna musi być interpretacjią Kodeksu Cywilnego z jego przytoczeniami.

Antone, co do tych dwóch lat rękojmi za urzywany samochód to przesadziłeś tyczy się to tylko towaru nowego, zawsze na każdy towar jest 2 lata gwarancji, nawet jeśli producent pisze że jest rok, jest tylko jedna zasada nie wolno naprzemiennie kożystac z gwarancji i rękojmi.

To była część teoretyczna, a teraz życie:
spróbuj w sądzie udowodnić że sprzedający Ci nie powiedział o wadzie ukrytej, juz pomijam to że wada ta mogła nie występować a ujawniła się po zakupie, np. pękł wał korbowy a to się nazywa zmęczenie materiału, inaczej by było gdyby wał pękł w wyniku tego żebył np. spawany, ale to też ciężko udowodnić że poprzedni właściciel o tym wiedział bo samochód mógł mieć kilku właścicieli lub porzyczył komuś samochód a ten ktoś zatai ł naprawę. Udowodnić jest bardzo ciężko, ale jeśli chodzi o umoczone np. 100tyś pln to gra jest warta świeczki. Pamiętajmy że zawsze mamy prawo do reklamacji nawet jeśli towar jest urzywany, a to czy ją uznają czy nie to jest druga sprawa.

A i umowa nabiera mocy jako dokument zakupu dopiero wtedy kiedy zostanie poświadczona przez notariusza (w przypadku Urzędów wystarcza pieczęć danej placówki)

  numer silnika - info nie tylko dla Waldka L.
Zgodnie z palnem (ale z pewnym poślizgiem) rozmawiałem z kierownikiem referatu Praw Jazdy i Rejestracji Poajzdów UM w Gdyni. To obywatel dobrze zorientowany w temacie.

otóż:
- W nowych dowodach rejestracyjnych nie ma obecnie wpisywanych numerów silnika;
- Sa one jednak wymagane na umowie kupna - sprzedaży.

Numery te są weryfikowane następnie przez ten urząd (miejski bądź powiatowy), w którym chcemy zarejestrować nasz samochód. Jeśli kupione auto jest z terenu innej gminy (miasta), to występuje do odpowiedniego (ze względu na rejestracje) , poprzedniego urzedu .
Nie ma problemu jeżeli te numery, które są w naszej umowie zgadzają się z tymi jakie ma "stary" urząd gdzie auto do tej pory było zarejestrowane.

Jesli natomiast coś się nie zgadza to zaczynają się schody (o których wie Waldek)
Owe schody mogą wynikać z kilku powodów:
- poprzedni właściciel nie zgłośił do urzędu zmiany silnika (spisaliśmy numery silnika, który nie jest zgłoszony - stąd niezgodnosć). W tej sytuacji rozpoczyna się postępowanie administracyjne, wezwanie poprzedniego właściciela, nałozenie na niego kary ( w umowie podał dane niezgodne ze stanem faktycznym)
W ostateczności mozna wytoczyć mu proces o sprzedanie auta z tzw. wadą prawną
- źle odczytalismy numery silnika "3", wydawło się "8" itd

-Rada,
1. żądajmy od sprzedającego poprzedniej umowy kupna w której będzie numer silnika (porównamy wówczas czy ten "stary" zgadza się z aktualnym)
2. jechać na stację diagnostyczną na odczytanie numerów i wydanie zaświadczenia

Jak sie okazuje silnik nie jest traktowany jako częś zamienna (jak np. w Niemcach), numery silnika są odczytywane na każdym przeglądzie.
W programie komputerowym w wydziałach komunikacji są okienka na te numery. Jak się nie wpisze numeru silnika, to program nie zaakceptuje dokumentu i dowód nie bedzie wydrukowany (teraz wszystkie robi Warszawka)

To tyle
Marek

  Faktura/umowa sprzedaży/umowa komisu
Ten temat wraca jak bumerang.

Po kilku przeprowadzonych rozmowach z klientami, pomyślałem, że może ktoś z Was też skorzysta, czytając poniższy tekst:

Każdy z nas prędzej, czy później, będzie pozbywał się samochodu.
Może się to dziać w różnych konfiguracjach, ale przyjmuję najbardziej obrazowy, moim zdaniem, wariant - pozostawienie swojego samochodu w salonie lub komisie.
Otóż, wydawać by się mogło – nie ma szybszego sposobu na pozbycie się niepotrzebnego kłopotu.
Pomijam cenę, jaką można uzyskać za nasz jedyny, ukochany samochód w takim miejscu.
Ale nie o tym chciałem pisać. Będę się streszczał.

Wariant A (zdecydowanie korzystniejszy):
Zawieramy z pośrednikiem umowa kupna-sprzedaży.

Wariant B (zdecydowanie mniej korzystny):
Zawieramy umowę komisu.

W obu przypadkach przyjmuję, że otrzymaliśmy zapłatę w momencie pozostawienia tego samochodu. Pieniążki w kieszeni, papier w dokumentach – wszystko gra. Idziemy opić super interes.
A więc patrząc na nasz super interes z tej strony – nie ma różnicy.
A właśnie, że jest...

Zawierając umowę kupna-sprzedaży, kupujący staje się właścicielem w momencie opłacenia kwoty widniejącej na umowie.
Zawierając umowę komisu, sprzedający pozostaje właścicielem pojazdu do momentu jego dalszej odsprzedaży.

Ale dlaczego w ogóle o tym piszę?

Otóż załóżmy, że w/w pojazd posiada ubezpieczenie OC i/lub AC.
Obowiązek opłacania składek za w/w ubezpieczenia spoczywa na właścicielu.
Przypominam o nowelizacji kodeksu cywilnego, w którym znajduje się zapis wiążący dwie strony umowy autocasco na cały okres trwania ubezpieczenia, czyli zazwyczaj 12 miesięcy.
Jeśli nawet składka jest opłacana w ratach, to (z drobnymi wyjątkami) jeśli nie minęło 30 dni od jej zawarcia - w przypadku osób fizycznych lub 7 dni w przypadku osób prawnych, nie ma możliwości zerwania tej umowy. Płacimy więc aż do momentu, w którym przestaniemy być właścicielami samochodu.
A zwrot za niewykorzystany okres ubezpieczenia? Także dopiero po przeniesieniu własności w/w pojazdu.
A co w razie, gdy potencjalny klient uda się na jazdę próbną tym niby nie Waszym, lecz jednak wciąż Waszym samochodem? No, nie zazdroszczę.

  Auto do Komisu - pułapki(średnio długie)

Mam pytanie chciałbym wstawić auto do komisu...



Witam,

Niestety obawiam sie, ze nie jestes w stanie na 100% upewnic sie, ze
wstawiles samochod do "bezpiecznego" komisu i nie bedziesz mial zadnych
problemow z zaplata.
Ja nigdy bym sie nie zdecydowal na sprzedaz samochodu przez komis, ale
wyszla taka sytuacja, ze firma wyslala mnie ma pol roku za granice na
szkolenie i biorac pod uwage ze zona nie jezdzi, garazu nie mam i w
dzielnicy tez wtedy mieszkalem nieciekawej, to nie chcac zostawiac
samochodu na pol roku na chodniku musialem sprzedac. O wyjezdzie
dowiedzialem sie na dwa tygodnie wczesniej i nie zdazylem sprzedac
samochodu przed wyjazdem wiec nie mialem wyboru i wstawilem samochod do
komisu. Wybralem najstarszy, najwiekszy najbardziej renomowany i tak
dalej komis we Wroclawiu. Jako ze nie bylem dostepny w Polsce umowa byla
taka ze w ciagu 2 tygodni od sprzedazy komis mial przelac pieniadze na
moje konto.
No i samochod sie sprzedal cos po miesiacu a do dnia powrotu nie mialem
pieniedzy na koncie. Po przyjezdie odwiedzalem komis dzien w dzien i
wymyslalem najrozmaitsze grozby zeby mi te pieniadze oddali. Tlumaczenia
byly rozne. Najpierw ze oni pieniadze od razu przelali po sprzedazy, ale
okazalo sie ze na inne konto (ksiegowa sie pomylila - bujda). Potem albo
ginal przelew, albo znowu na inne konto szly a ja jak nie mialem
pieniedzy tak nie mialem. W koncu poszedlem i poprosilem pana
wlasciciela o dane firmy w celu zlozenia pozwu sadowego (taki blefik).
Pojechal ze mna do banku i przy mnie przelal pieniadze.
Tak wiec po jakis 8 miesiacach od sprzedazy dostalem pieniadze.
Wypisywalem jeszcze pozniej jakies bzdurne listy do komisu upominajac
sie o odsetki ale jak sie mozna domyslic nic to nie dalo, a ja juz tak
nie naciskalem bo bylem caly sczesliwy ze w ogole pieniadze dostalem.

Generalnie i tak mialem wiecej szczescia niz rozumu bo po kilku
miesiacach od calej tej akcji komis w ogole zwinal interes pozostawiajac
podobno klientow bez samochodow i pieniedzy ale szczegolow nie znam.
Bylem chyba w kazdym razie jednym z ostatnich klientow ktory wydarl od
nich pieniadze.

Tak wiec podsumowujac, co Ci po umowach z komisem skoro i tak sprzedaz w
ten sposob jest w mniejszym lub wiekszym stopniu loteria. No a do tego
placisz prowizje.
NA koniec moja rada.
Wstawiajac samochod do komisu musisz sie liczyc z tym ze od ceny za jaka
komis sprzeda samochod odliczy swoje myto i Ty dostaniesz reszte. To
myto to od samochodu wartosci dwudziestu paru tysiecy to moze byc 2-3
tys zl. TAk wiec moze lepiej od razu spuscic cene z tych na przyklad 25
tys jakie chcesz teraz do powiedzmy 22 i mysle, ze ze sprzedaza nie
bedzie problemow. Pieniadze dostaniesz takie same ale za to z reki do
reki od nowego wlsaciciela.

No chyba ze masz sytuacje podobna do mojej i bez komisu sie nie
obejdzie. Wtedy zycze szczescia.

Pozdrawiam
Arkadiusz Stanimir


  Campus Wyższej Szkoły Humanitas
cytat z e-sosnowiec:
14 stycznia Wyższa Szkoła Humanitas w Sosnowcu stała się formalnym właścicielem terenu przy ul. Kilińskiego, należącego wcześniej do Polskich Kolei Państwowych. Kanclerz uczelni Aleksander Dudek i zastępcy dyrektora katowickiego oddziału PKP Jarosław Padlowski i Krystian Rogala podpisali notarialną umowę kupna-sprzedaży terenu, o który WSH zabiegała od 8 lat. Zakup działki otwiera drogę do realizacji ambitnych planów inwestycyjnych uczelni.

Wyższa Szkoła Humanitas zabiegała o zakup terenów obok swojej siedziby przy ul. Kilińskiego, chcąc wybudować na nich miasteczko akademickie z parkiem, laboratoriami, aulami wykładowymi, biblioteką, hotelem asystenckim, halą sportową, basenem, klubami studenckimi, żłobkiem i przedszkolem. Część działek, na których ma powstać kampus, uczelnia kilka lat temu odkupiła od gminy i Sosnowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Ponad 4 hektary terenu pod inwestycję do środy należały do Polskich Kolei Państwowych. -25 września 2008 roku nasza uczelnia wygrała przetarg na zakup terenu. 14 stycznia sfinalizowaliśmy umowę. Działka kosztowała WSH 14 milionów złotych - informuje Aleksander Dudek, kanclerz Wyższej Szkoły Humanitas w Sosnowcu.

Kiedy w centrum Sosnowca ma szansę powstać zapowiadane miasteczko akademickie? -Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to perspektywa 5-8 lat. Budowę kampusu chcemy jednak poprzedzić trzema mniejszymi inwestycjami. Pierwszą jest budowa wzdłuż ul. Kilińskiego drogi dojazdowej z miejscami parkingowymi. Drugą będzie budowa 60 garaży w celu przeniesienia garaży znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie budynku WSH. Będziemy o tym rozmawiać z właścicielami. Na garaże przeznaczymy niewielką część zakupionego terenu. Zrealizowanie tej inwestycji umożliwi skomunikowanie bloku przy ul. Kilińskiego 45 z ulicą ks. Sedlaka - tłumaczy Michał Kaczmarczyk, rzecznik WSH.

Budowa drogi i parkingu już się rozpoczęła. Obok uczelni powstaną miejsca dla 250 samochodów. -Firma budowlana cały czas pracuje, choć ostatnie opady śniegu i minusowe temperatury nieco spowolniły roboty. Przewidujemy, że inwestycja zakończy się w ciągu 4 miesięcy - mówi Mariusz Lekston z WSH. Budowana droga zaczyna się na wysokości nowego bloku przy ul. Kilińskiego i biegnie za cerkwią, wzdłuż linii torów kolejowych, w kierunku „ślimaka". Przestrzeń wzdłuż drogi uczelnia zagospodaruje zielenią. Powstanie tam ogród, gdzie można będzie wypocząć, np. w przerwie między zajęciami.

Zapowiadana w kolejnym etapie budowa garaży i likwidacja tych istniejących otworzy drogę do modernizacji i rozbudowy gmachu WSH przy ul. Kilińskiego. Rozbudowa ta obejmie przede wszystkim skrzydło z holem i aulą. Powstanie sześć nowych pięter, gdzie zlokalizowane będą sale ćwiczeniowe i wykładowe, laboratoria, dziekanaty, rektorat i pomieszczenia administracji. -Nasza uczelnia dynamicznie się rozwija, otwiera nowe kierunki i specjalności. Przybywa studentów i pracowników naukowych. Dlatego konieczna jest rozbudowa budynku. Uczelnia, by móc prowadzić zajęcia dydaktyczne, musi wynajmować sale w sosnowieckich szkołach średnich i wyższych. W 2008 roku wydaliśmy na ten cel blisko 180 tys. złotych - wylicza dr Michał Kaczmarczyk.

Zgodnie z zapowiedziami władz uczelni budowa drogi i modernizacja budynku WSH mają być wstępem do budowy kampusu. -Miasteczko akademickie, zlokalizowane m.in. na terenach wykupionych od PKP, jest naszym priorytetem. Chcemy stworzyć w Sosnowcu prawdziwą, akademicką perłę - wizytówkę regionu na miarę XXI wieku. Ma to być miejsce, gdzie student nie tylko będzie zdobywał wiedzę, ale także spędzał swój wolny czas, uczestniczył w wydarzeniach kulturalnych, sportowych, rozrywkowych, realizował swoje pasje. Jesteśmy coraz bliżej finalizacji postulowanego od lat przedsięwzięcia. Musimy jednakże rozwiązać jeszcze jeden problem - zlikwidować tor kolejowy, który biegnie przez nasz teren. Miasteczko akademickie nie może być przecięte linią kolejową, po której od czasu do czasu przejeżdża pociąg. Prowadzimy w tej sprawie negocjacje z PKP - tłumaczy Aleksander Dudek, kanclerz WSH.



no z tymi garażami może nie iść tak łatwo, o ile z tymi nowymi należącymi do SSM może pójść łatwo( w sumie dojazd do nich może być nawet lepszy to z tymi kilkoma obok szkoły to chyba niekończąca sie historia

  Policja zabrała dowód rejestracyjny
Witam wszystkich.

Mam zajebisty problem i jeszcze wiekszego pecha.
dzis zatrzymała mnie drogówka . Jechałem samochodem do urzedu miasta zeby go zarejestrowac. sprawa działa sie w miescie - scisłe centrum. W zwiazku z faktem iz krakow jest rozkopany zmiana organizacji ruchu zmienia sie z dnia na dzien. wyjezdzalem z ulicy podporzadkowanej na główna ( lubicz ) i jak zawsze skrzyzowanie było normalne ( prawo, lewo, prosto ) jednak od kilku dni jest nakaz jazdy w prawo. skreciłem w lewo. włączyłem sie do ruchu. 20 samochodów dalej stał patrol . wyczaili moj wystepek ( nieswiadomy - nie zauwazylem znaku.... nawet teraz sie zastanawiam czy on tam jest ) przejechalem 200 m i podjechali do mnie ze tu jest komisariat i wogule zebym zjechał.
W pierwszej chwili myśl. Oni pojechali, ja mam dwa skrety w prawo, bede wolny, nie maja jak zawrucic bo torowisko jest. Mysl geniusza jednak zdrowy rozsadek podpowiedzial inaczej no i wpakowalem sie na całego.

Podjechalem pod komisariat. Podeszlo dwoch Panów. zaprosili mnie do srodka. Błagania i tlumaczenia na nic sie zdały - takich społeczniaków jeszzcze nie widzialem - historia jak z obrazka- jeden pisze drugi czyta.
Pan mi powiedział co zrobiłem..... ze mandat 250 zł i 5 pkt karnych. Jezdze 6 lat i punkta nawet nie zarobilem a tu odrazu 5. no ii ze prosi prawko i papiery. no to dałem potulnie dowod rejestracyjny i oc. Pan spisał dane. oddał dowód... cos go olsniło.... wziol odemnie dowód.... a tam OC sie skonczyło 20 tyle ze czerwca :D no to mysle jajca będą..... a gosc patrzy...... przegląd sie skonczył..... Ja z oczami...... termin przeglądu 21.07.2008
wiec 1 dzien spuznienia..... Pan do mnie ze moze własciciel ma przeglad na kartce bo rubryk juz w dowodzie nie ma i moze mi nie dał tej kartki. moze tak samo z OC ze nie podmienił ( bo nie jestem jeszcze wlascicielem w dowodzie tej audinki)
Ja mowie ze to wujek jest wlascicielem. mieszka 200 km od krakowa ze auto pozyczone. Na to policjant zebym dzwonił do wujka :D no to udaje ze dzwonie bo prawda troche inna :D no i ze nie odbiera. na to policjant ze zatrzymuje dowód no i musza scholowac auto.

Pospisywał dane. powiekszyl mandat o 500 zł + 1 pkt bo taryfikator taka kare przewiduje z za brak przegladu. i powiedzial ze 200 zł jeszvze bede musial zaplacic za lawete i 6 zł za kazdy dzien pobytu samochodu na parkingu policyjnym.

normalnie wody mi odeszly. sprawa załatwiona..... wszystko ok.... dostałem kwitek... wrucilem mpk do domu.... bo mandat ktory nalezy zaplacic do urzedu skarbowego uprawnia mnie do darmowego przejazdu MPK.

tak po krotce wygladały 2 godziny w dni dzisiejszym z mojego dnia. Teraz pare kwestii ktore musze wyjasnic.......

Kupiłem samochód 2 miechy temu. Nie zdazylem przerejstrowac, ubezpieczyc i wogule, jezdzilem na papierach poprzedniego wlasciciela.
jechalem dzis do urzedu komunikacji zeby go zarejestrowac. W niedziele w nocy wrucilem dopiero z urlopu wiec czas mi uciekł troche. wiec jechałem zadowolony dalej na tablicach i papierach poprzedniego wlasciciela. Capneli mnie, zabrali dowód.

Moze nie powinienem tego pisac ale , przeglad jest juz podbity ;) na zaswiadczeniu ze stacji kontroli pojazdów z data dzisiejsza, Ubezpiecznie OC tez juz jest wypisane z data 21 czerwca .
Problem pozostaje nadal...... ze po dowód rejestracyjny, kluczyki i samochód musi sie zgłosisc własciciel. czyli gosc z dowodu rejestracyjnego. Pytalem czy upowaznienie do odbioru wystarczy. Pies powiedzial ze nie spotkal sie zeby wydali pojazd innej osobie niz wlasciciel. i nie wiem jak to ugryzc. Wszystkie kwity mam, tylko nie wiem jak odebrac te papiery. no przeciez nei bede jechal po chlopa zeby przyjechal mi odebrac wóz.

Pokazac im jakos umowe kupna sprzedazy i grac glupa ze nie mialem jak ubezpiecyzc i zarejestrowac ?? Moze ktos byl w podobnej sytuacji lub wie jak sobie z tym poradzic.....

Poprostu wiem ze musze to w tym tyg załatwic bo odesla mi dowod osobisty do urzedu w ktorym byl wydany.... a w tedy juz nie bedzie tak łatwo go odzyskac... narazie sprawa nie wyglada zle bo musze sie zglosic z kwitami na komisariat..... Pomóżcie.....

Ps --- mandat 750zł, laweta 200 zł , 1 dzien postoju na parkingu 6 zł...... zdobyc punkty .... do przezycia..... BYC W CZARNEJ DUPIE..... bezcenne i tylko w moim wykonaniu.....

  Oryginały dla młodych
Od 1 sierpnia Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A. jako pierwszy wprowadził oficjalnie nowe zasady rozliczania szkód z OC. Piszemy „oficjalnie”, bo to samo już od dawna stosowały po cichu inne towarzystwa ubezpieczeniowe.

W największym skrócie mówiąc, przy rozliczaniu szkód samochodów starszych niż trzyletnie i aut nie będących na gwarancji, nie stosuje się części oryginalnych lecz części alternatywne o porównywalnej jakości. Wiąże się to z zapisem Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 28 stycznia 2003 r. w sprawie wyłączenia określonych porozumień wertykalnych w sektorze pojazdów samochodowych spod zakazu porozumień ograniczających konkurencję. PZU powołał się tu na zapis § 15.4, który zabrania narzucania autoryzowanym warsztatom konieczności zaopatrywania się w części o porównywalnej jakości i wykorzystywania ich do napraw. Inni ubezpieczyciele przywołują rozporządzenie Komisji Europejskiej nr 1400/2002, które zakłada Fot. Tomasz Gola możliwość stosowania do naprawy tzw. zamienników części.

Niezależnie od podstawy prawnej, jaką posiłkują się firmy ubezpieczeniowe, od 1 sierpnia osoby, które w PZU likwidują szkodę z OC – niezależnie od tego w jakiej formie jest ona rozliczana – jeżeli mają samochód starszy niż trzyletni (albo taki, na który nie upłynęła gwarancja) muszą mieć świadomość, że do naprawy zostaną użyte części nieoryginalne. Części mają być porównywalnej jakości, produkowane niejednokrotnie przez te same firmy, które dostarczają je koncernom do fabrycznego montażu.

Klienci PZU i warsztaty samochodowe mają do dyspozycji adresy i cenniki trzech dużych sieci, będących dystrybutorami części zamiennych. Części te są zgodnie z wymaganiami, zaopatrzone w certyfikaty zaświadczające, że spełniają normy jakościowe producentów pojazdów, a PZU, zgodnie z podpisanymi z dystrybutorami umowami, ma monitorować ewentualne reklamacje.

Nie oznacza to, że klient PZU musi zaopatrywać się w części we wskazanych sieciach. Części może kupić gdziekolwiek, lecz nie mogą być one droższe niż w cennikach tych dystrybutorów.

Program był przez kilka miesięcy pilotażowo wdrażany w Szczecinie i, podobno, oprotestowało go w nie więcej niż 1 procent klientów. Jak będzie po wprowadzeniu go na terenie całego kraju? Przypuszczam, że procent niezadowolonych będzie o wiele wyższy.

Nie da się ukryć, że sprawa budzi i będzie budziła kontrowersję i że na styku ubezpieczyciel - ubezpieczony zaiskrzy potężnie. Potężna reklama koncernów samochodowych sprawiła bowiem, że większość właścicieli samochodów wierzy w to, że części są dobre wówczas, jeżeli na taśmie produkcyjnej sygnowano je logo koncernu samochodowego. Gdy oznaczono je nazwą wytwórcy nie nadają się do użytku. Już zdarzają się sytuacje, gdy właściciel samochodu odmawia zamontowania części nieoryginalnej, woli dopłacić i mieć przeświadczenie o dobrej jakości elementu zamontowanego w swoim aucie.

Rzecznik Ubezpieczonych już skierował do Sądu Najwyższego pytanie prawne, czy takie rozwiązanie jest dopuszczalne i zapewne w ciągu kilku miesięcy SN podejmie w tej sprawie uchwałę, wiążącą sądy niższych instancji. Orzecznictwo bowiem w podobnych sytuacjach nie jest jednorodne.

Cała sprawa ma jednak jeszcze jeden aspekt pomijany w dyskusjach, na który chcielibyśmy zwrócić uwagę, niezależnie od tego, czy jednostronna decyzja naszego największego ubezpieczyciela utrzyma się w Sądzie Najwyższym. Nie od dziś wiadomo, że na rynku części zamiennych mamy dyktat producentów samochodów, a zyski ze sprzedaży części stanowią niebagatelny element dochodów koncernów samochodowych i dilerów. Zjawisko to jest szczególnie widoczne w Polsce, gdzie tak naprawdę tylko Fiat zdecydował się na utrzymywanie cen części na możliwym do przyjęcia przez klientów poziomie. Różnice w cenie między częściami oryginalnymi i nieoryginalnymi są niewielkie. Wydając tę kontrowersyjną decyzję PZU może więc odegrać na polskim rynku rolę urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeżeli nagle drastycznie spadnie sprzedaż części oryginalnych, co jest prawdopodobne, bo PZU ma ok. 50 proc. rynku ubezpieczeń, w ślad za nim pójdą następne firmy asekuracyjne. Powinno to spowodować obniżenie cen części oryginalnych.

Czy po raz pierwszy dyktat firmy ubezpieczeniowej położy kres dyktatowi koncernów samochodowych. Czy ceny „oryginałów” – dziś droższych od „zamienników” o kilkadziesiąt procent spadną choć o połowę tej różnicy? Czy przestaniemy mieć do czynienia z absurdalną sytuacją, w której eksplozja kilku poduszek powietrznych sprawia, że naprawa lekko rozbitego auta staje się nieopłacalna? Czas pokaże.



Źródło: motofakty.pl

  Sankcje za rok produkcji
"Audi z nieoczekiwaną brodą
Szast prast i masz o dwa lata starsze auto. Straszny sen? Nie. Smutna, urzędnicza rzeczywistość.

Audi E K w ciągu kilku chwili postarzało się o dwa lata. Oto wersja tej historii przedstawiona przez E K , mieszkankę ..... W zeszłym roku kupiła audi 80.

We wszystkich dokumentach, jakie dostała od pierwszego polskiego właściciela auta (samochód został sprowadzony z Niemiec), jako datę produkcji tego samochodu wpisano 1996 rok. Taki sam rok produkcji został wpisany w karcie pojazdu.

Co ważne, ten dokument, a także dowód rejestracyjny, bez żadnych problemów wydał wydział komunikacji Urzędu Miejskiego w .......

Ekspresowe postarzenie
W tym samym wydziale E K chciała przerejestrować samochód na siebie.

- Podeszłam do jednego ze stanowisk, a urzędnik siedzący obok powiedział, że ten samochód nie został wyprodukowany w 1996 roku. Sprawdził coś w komputerze i powiedział, że jest on o dwa lata starszy. I zaczęło się... - wspomina E K.

Sprawa oparła się o Wojewódzki Sąd Administracyjny w ......, bo nie chce zgodzić się na to, że nagle jej auto stało się o dwa lata starsze. A przez to, co naturalne, straciło na wartości.

- Jak to możliwe, że ci sami urzędnicy najpierw twierdzą jedno, a potem drugie? - pyta. - Teraz w dowodzie rejestracyjnym mam wpisany już 1994 rok. W karcie pojazdu też zrobiono adnotację, że auto jest dwa lata starsze. Z takimi dokumentami nikt go ode mnie nie kupi - mówi zdenerwowana kobieta.

Nadwozie powie wszystko
A oto wersja AA, dyrektora wydziału komunikacji Urzędu Miejskiego w .......

- Urzędnik nabrał podejrzenia, że samochód jest starszy, bo w umowie kupna sprzedaży, którą przedstawiła ta pani, nie było wpisanej daty produkcji samochodu. Sprawdził więc w komputerowej bazie danych numery nadwozia tego auta i okazało się, że miał rację. Potwierdził to jeszcze u........ dalera audi i też uzyskał informację, że auto o takim numerze zostało wyprodukowane w 1994 roku - tłumaczy dyrektor.

- Te informacje, zgodnie ze wskazaniami Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, uzupełniliśmy o opinię wyłącznego importera audi w Polsce, firmy Kulczyk Tradex. Jest ona taka sama jak ta, którą uzyskaliśmy od naszego lokalnego dealera - dodaje.

Pierwszy raz na gładko
Skoro tak, dlaczego tak gładko przebiegła pierwsza rejestracja audi? Przecież już wtedy można było sprawdzić rok produkcji, skoro jest to takie proste. - W przypadku pierwszej rejestracji opieramy się na badaniu diagnostycznym, w którym to diagnosta określa wiek samochodu. I tego badania nie podważamy. Korekty możemy wprowadzać dopiero przy przerejestrowaniu samochodu na kolejnych właścicieli tłumaczy dyrektor AA. To, trzeba przyznać, niedorzeczna zasada, bo uniemożliwia ona wyeliminowanie takich sytuacji już na samym początku.

E K mówi, że daty w umowie rzeczywiście nie wpisywała, ale widniała ona we wszystkich dokumentach złożonych w UM, w tym również przeznaczonych dla dociekliwego w tych sprawach fiskusa.

- Jak to możliwe, że to ja mam ponosić wszystkie konsekwencje? Już nie wiem, co ma w z tym autem zrobić? Najchętniej to bym je oddała, nich je na licytację wezmą - stwierdza."

[ Dodano: 27-06-2007, 16:04 ]

  "bezwypadkowe auto" - czyli mina na kołach ...

Jednym słowem:
NALEżY NAPRAWDę PODCHODZIć DO AUTA NIEUFNIE.



Trafna sentencja ale najpierw trzeba się samemu sparzyć aby w pełni ją pojąć,aby zrozumieć jak dalece mogą mijać się z prawdą sprzedawcy. Ja sam właśnie dzisiaj po raz pierwszy przekonałem się o tym na własnej skórze. Nie szukałem samochodu jakoś intensywnie ale zawsze podobała mi się almera N15 w sedanie. Nie miałbym nic przeciwko aby nabyć takową z samego końca produkcji. Raz znalazłem coś takiego, jeden z forumowiczów (Michał...G - pozdrawiam serdecznie), mieszkający w tym samym mieście co właściciel tamtego auta, był tak życzliwy że obejrzał je dla mnie.Wtedy nie zdecydowałem się na zakup.Po kilku miesiącach temat jednak powrócił jak bumerang i znowu zacząłem myśleć o aucie, no i w ubiegłym tygodniu znalazłem coś takiego(poniższą ofertę opisuję oczywiście "ku przestrodze"-omijać z daleka":

Almera

Jakże obiecujący opis, niski przebieg, pierwszy właściciel itd...czego chcieć więcej.Zdecydowałem się jechać obejrzeć. Z racji tego że żaden ze mnie znawca co z pewnym wstydem przyznaje więc zdecydowałem się na wykonanie przeglądu przed zakupem w stacji Nissana w K. Ponieważ właściciel stwierdził że "nie ma problemu" i przyjedzie tam na umówioną wizytę, zacząłem mieć poważną nadzieje że udało się trafić przyzwoity samochód.Jeszcze podczas rowmowy telefonicznej Pan potwierdził m.i. że jest pierwszym właścicielem a na moje pytanie o ewentualne stłuczki i tego typu przygody poinformował mnie że auto miało jedynie malowany zadrapany zderzak.
No więc jadę dzisiaj z rana do K., ładuję się w PKS,przybywam i spotykam się z Panem pod Nissanem. Z racji tego że do umówionej godziny przeglądu pozostało niewiele czasu wiec nie miałem okazji obejrzeć sobie dokładanie almerki, owszem obszedłem naokoło, posiedziałem w środku, zdążyłem jeszcze sprawdzić VIN i tyle , zresztą jak wspominałem żaden ze mnie znawca i kupy rzeczy pewnie bym nie wyłapał. Auto wjechało na warsztat, poproszono nas abyśmy chwilkę poczekali bo mechanicy byli jeszcze na jeżdzie próbnej. No to siedzimy sobie z Panem i rozmawiamy, i nagle pierwszy zonk...okazuje się że nie jest on właścicielem tego auta!Właścicielem wpisanym w dowód i karte pojazdu jest jakiś jego (teść?), który mieszka żeby było śmieszniej w (moim!) mieście. To się w sumie zgadza bo wpisy w ksiażce serwisowej (tak na marginesie to oczywiscie kończą się razem z okresem gwarancji) pochodzą z serwisu z tegoż też miasta (nawet auto ma jeszcze naklejki,ramki na tablice rejestracyjne reklamujące ten serwis). Na moje pytanie jak my podpiszemy umowę skoro nie ma właściciela, Pan beztrosko stwierdził że "umowa jest już podpisana" przez tamtą osobę. Miałbym wiec podpisać umowę z kimś kogo nie znam,nie wiem czy istnieje a jesli tak to mieszka sobie w moim mieście podczas gdy ja umowę podpisałbym jakieś 130km dalej. Pan w zasadzie nie wyjasnił tej dziwnej sytuacji , coś tam mimochodem wspomniał że tamten go prosił o załatwienie sprzedaży coś tam coś tam.

Teraz prawdziwy gwóźdź programu- badanie, mechanicy się pojawili, zostaliśmy zaproszeni na warsztat. Ledwie samochód został podniesiony a tu mechanicy pytają kto jest kupującym i proszą mnie do siebie. Zostałem poinformowany że auto było ewidentnie bite w tył. Cały tył miał być malowany , na błotniku(ach) dopatrzono się szpachlowania a po otwarciu bagażnika i podniesieniu wykładziny okazało się że podłoga jest krzywa i pofałdowana. To jeszcze nie wszystko, po chwili jeden z Panów wskazał na przód i stwierdził iż wymieniana była podłużnica (nawet pozostała na niej naklejka). Generalnie dopatrzono się śladów napraw,spachli i zacieków na lakierze.Sami Panowie mechanicy (choć wyglądający bardzo młodo to sprawiający wrażenie bardzo profesjonalnych) wyrazili przy mnie swoją dezaprobatę że nie zostałem poinformowany o faktycznym stanie auta i fatygowałem się niepotrzebnie. Skoro okazało się że samochód był bity w przód i w tył dałem sobie spokój z dalszym badaniem hamulców, amortyzatorów itd.Przerwałem badanie dzięki czemu zachowałem trochę kasy (wstępnie badania były wycenione dość drogo a tak zapłaciłem połowe). Pan rzekomy właściciel auta oczywiście nic nie wiedział o dzwonach...."może coś tam było i robione wie Pan ja nie wiem "...."w końcu auto ma 8 lat" itd .
Cały dzień spieprzony, trochę kasy w tył no ale zawsze jestem bogatszy o nowe doświadczenie no i w końcu opaliłem się trochę i wypociłem-wszak nasze PEKAESY to prawdziwe sauny na kołach.

Pozdrawiam

  Jak kupić FC...??? Prośba o instruktarz
Trochę uwag ogólnych o kupowaniu aut - Nie daj się oszukać

Oto kilka podstawowych rad, jak kupować, by nie żałować:

| Kupuj samochód najlepiej z udokumentowaną historią. Jeżeli to możliwe, bezpośrednio od właściciela.

| Oglądając wóz z drugiej ręki, zwracaj uwagę na jego linie (na obrysach nie powinny się załamywać), szczeliny (po obu stronach auta powinny być identycznej szerokości) i ranty (równe, regularne, symetryczne). Jeśli to możliwe, zajrzyj pod dywaniki, czy nie widać tam śladów po niefabrycznych spawach.

| Zwróć uwagę na poduszki powietrzne: czy są i w jakim stanie. Jeżeli którakolwiek była już użyta, najprawdopodobniej przyczyną był poważny dzwon. Wówczas czeka nas kosztowna operacja wymiany kompletu airbagów.

| Zerknij na wieniec kierownicy, gałkę zmiany biegów i pedały. Nadmiernie gładkie i wytarte mogą oznaczać przebieg dużo większy od deklarowanego.

| Wystrzegaj się superokazji. Jeżeli cena auta jest zdecydowanie niższa od średniej dla pojazdów z tego rocznika (np. o 20-30 proc.), z autem najpewniej coś jest nie tak.

| Obejrzyj dowód rejestracyjny. Niedopuszczalne są poprawki czy skreślenia. Jeśli w jednym i tym samym dowodzie napotkasz wpisy poczynione odręcznie, na maszynie i komputerze, powinieneś mieć się na baczności. Podobnie z "przypadkowymi" plamami atramentu.

| Sprawdź zgodność wpisów w dowodzie rejestracyjnym z numerami nadwozia i silnika. Ślady manipulacji przy tabliczkach z wybitymi na niej numerami powinny dyskwalifikować auto. Dane osobowe właściciela pojazdu potwierdź w kilku dokumentach (prawo jazdy, dowód osobisty, paszport, polisa ubezpieczeniowa). Jeżeli wóz zarejestrowany jest na firmę, zadzwoń do jej dyrektora lub prezesa i sprawdź, czy faktycznie jest ona właścicielem auta, które chcesz kupić.

| Unikaj zawierania transakcji z pośrednikami, nawet jeśli mają notarialne poświadczenie pełnomocnictwa. Nie kupuj samochodu np. od wnuczka, jeśli jest zarejestrowany na dziadka.

| W razie wątpliwości możesz udać się też na najbliższy komisariat, by policjanci sprawdzili, czy auto nie figuruje w Samochodowej Ewidencji Pojazdów Utraconych. Sam również możesz zadzwonić do Centralnego Rejestru Pojazdów Skradzionych, tel. (0-22) 825 37 60, lub zdać się na firmy wyspecjalizowane w sprawdzaniu legalności aut. Ta ostatnia ewentualność ma szczególne znaczenie w przypadku, gdy samochód dopiero niedawno został sprowadzony z zagranicy. Nie zapomnij wówczas o sprawdzeniu karty pojazdu (tzw. brief).

| Nie finalizuj sprzedaży na giełdzie, gdzie panuje duży zgiełk i w grę wchodzą emocje. Lepiej udać się na miejsce zamieszkania sprzedającego, dla pewności - ze znajomym. Ostatnio coraz częstsze staje się fotografowanie właściciela pojazdu, a nawet nagrywanie całej transakcji na wideo. Jeśli sprzedający nie zgadza się na takie posunięcie, powinno to wzbudzić nasze podejrzenia.

| Umowy powinieneś spisywać według wzoru, który można nabyć na każdej giełdzie. Nie każdy jest prawnikiem i musi się znać na kruczkach, które wykorzystują oszuści.


  Allegro ;-)
Co o tym sądzicie?: (gazeta.pl)
Koniec żartów na internetowych aukcjach. Sąd rozpatrzy precedensowy pozew mężczyzny, który wylicytował na atrakcyjnych warunkach luksusowego dżipa, ale go nie kupił, bo właściciel się rozmyślił.

Sprawę wytoczył Adam S. z Warszawy. W lipcu tego roku zalogował się na znanym internetowym serwisie aukcyjnym Allegro. Wypatrzył ofertę sprzedaży luksusowego Jeepa Grand Cherokee. Cena wywoławcza była niezwykle kusząca. Za sześcioletni samochód z 240-konnym silnikiem żądano ledwie tysiąc złotych! I co ciekawe nie ustalono ceny minimalnej.

Licytacja nie była oszałamiająca. Zgłoszono sześć ofert. Adam S. zaproponował najwyższą cenę 23,1 tys. zł. Wygraną potwierdził portal Allegro, oznajmiając jednocześnie, że formalności musi dokonać z właścicielem dżipa Robertem P., również warszawiakiem. Problem w tym, że P. nie chciał już sprzedać auta.

S. poprosił Allegro o wyjaśnienia. Firma tłumaczyła, że w momencie zakończenia licytacji dochodzi do zawarcia umowy sprzedaży. I jeśli wystawiający rzecz na aukcji unika transakcji można skierować przeciwko niemu sprawę do sądu. - Allegro.pl nie jest stroną transakcji. My dostarczamy możliwość przeprowadzania transakcji w internecie. Obrazowo można to ująć tak: Allegro to wielki bazar, na którym sprzedający wystawiają swoje towary. My dbamy, by na tym bazarze było czysto, bezpiecznie i nikt nie oszukiwał - mówi Patryk Tryzubik z Allegro.pl

Adam S. złożył więc pozew. Domaga się, żeby sąd stwierdził w wyroku, że doszło do sprzedaży dżipa, dzięki czemu może żądać wydania samochodu. Rozprawa odbędzie się po świętach. - Nie wiemy, dlaczego sprzedawca się wycofał. Nie przyszedł na wyznaczony przez nas termin zawarcia umowy - mówi mec. Dorota Gulińska-Aleksiejuk, prawnik Adama S. Dodaje, że sprawa jest precedensowa. Potwierdza to specjalizujący się w prawie własności intelektualnej i handlu elektronicznym mecenas Oskar Tułodziecki, z kancelarii Hogan & Hartson: - Nie słyszałem o podobnej i nie jest ona prosta.

Co na to Robert P.? - Podczas wystawiania samochodu na licytację zrobiłem błąd. Nie wpisałem ceny minimalnej. Potem popsuł mi się modem i nie miałem dostępu do serwisu aukcyjnego - tłumaczy P. Mówi, że był zaskoczony wynikami aukcji, bo liczył, że dostanie za samochód ok. 45 tys. zł. Dodaje, że nie sprzeda Adamowi S. samochodu. Czeka na rozprawę.

Patryk Tryzubik z Allegro uważa, że taki błąd nie podważa legalności transakcji. Przypomina, że zanim ktoś zacznie handlować, powinien dokładnie przeczytać regulamin serwisu.

W zeszłym roku na Allegro przeprowadzono 13,4 mln aukcji. W tym roku już prawie 20 mln. Serwis ma ponad 5 mln użytkowników. Najczęściej handluje się tu sprzętem RTV i AGD, komputerami i aparatami fotograficznymi. Coraz bardziej popularne są ubrania. W tym roku wartość przedmiotów, które przewinęły się przez serwis, sięga 2 mld zł.

Zdaniem prawników coraz więcej spraw o wirtualny handel będzie trafiać do sądu, bo nie wszyscy sprzedawcy traktują poważnie swoje oferty. A precedensowy spór o dżipa może pomóc ukrócić bezkarność w internecie.


Moje zdanie - mam nadzieję że samochód zostanie sprzedany - nie wiem ile już razy sprzedawcom było szkoda kilku groszy na opcję ceny minimalnej i odwoływali moje (i nie tylko) oferty. A pisać w tym "formularzu zgłoszeniowym Allegro" to zwykła strata czasu - zawsze przychodzi ta sama odpowiedź - "wyciągnięto odpowiednie konsekwencje" i.. tyle - nawet czasowego zawieszenia konta nie było, nic.

  PILNE!!!!!!!!SPRAWA ŻYCIA LUB ŚMIERCI 3 KONI PROSZĘ O RADY
Samochód z Allegro nie za złotówkę
Maja Sałwacka, Zielona Góra
2008-02-27, ostatnia aktualizacja 2008-02-28 13:07

Mieszkańcowi Gdańska udało się kupić za złotówkę na Allegro dwuletniego seata. Autem nie pojedzie, przegrał w sądzie z jego właścicielem.

Pan Sławomir z Gdańska w lutym ub. roku na portalu aukcyjnym Allegro kupił dwuletniego seata alhambrę - siedmioosobowe auto z alufelgami, napędem na cztery koła, klimatyzacją, ABS i poduszkami. Skorzystał z opcji "kup teraz", czyli bez licytacji, za cenę wskazaną przez sprzedawcę. Sprzedawca - podpisujący się jako "Kościelny30", był kolegą pana Krzysztofa z Koniakowa, właściciela seata. Początkowo wystawił auto za prawie 75 tys. zł. Ale kiedy chętnych nie było, zmienił ofertę i w polu ceny wpisał "do negocjacji". Musiał jednak podać konkretną kwotę, wpisał więc złotówkę. Po kilku minutach znalazł się chętny. - Szukałem dostawczego busa, ale kiedy zobaczyłem seata z opcją "kup teraz" za złotówkę, nie wahałem się ani sekundy. Może gość wygrał w totka? Różne gratki zdarzają się na Allegro - opowiada pan Sławek.

Po chwili obie strony zostały poinformowane, że doszło do transakcji za złotówkę. Portal Allegro uznał transakcję za zawartą, bo tak mówi regulamin aukcyjny. Kupiec auta nigdy nie odebrał, choć 1 zł wysłał przekazem pocztowym. Sprawę oddał do sądu, by ten przesądził, czy doszło do sprzedaży. Sprawa wydawała się prosta. Rok temu sąd w Warszawie przyznał, że wygrana licytacja w Allegro to umowa kupna-sprzedaży ze wszystkimi konsekwencjami. Nakazał oferentowi sprzedać jeepa grand cherokee z 2000 r. za wylicytowane 23 tys. zł, choć na rynku wart był co najmniej dwa razy więcej. Nie pomogło tłumaczenie sprzedawcy, że zapomniał podać ceny minimalnej, a poza tym zepsuł mu się modem i nie mógł tego skorygować przed końcem aukcji.

Przypadkiem gdańszczanina zajął się sąd w Cieszynie. Uznał, że zamiast domagać się ustalenia, czy doszło do zawarcia umowy sprzedaży, pan Sławek powinien wystąpić z powództwem o wydanie auta i w tym procesie udowodnić, że jest prawnym właścicielem seata. Samo stwierdzenie, że umowa została zawarta, nie przesadza bowiem, czy umowa ta jest skuteczna i wywiera określone skutki prawne, dlatego pan Sławek powinien w innym procesie wnieść o wydanie auta.(Jest to precedens, bo w sprawie jeepa sąd orzekł, że doszło do transakcji).

Ale gdyby nawet do takiego procesu doszło, pan Sławek mógłby go przegrać, bo sąd obnaża kilka uchybień podczas zawierania umowy.

- Wystawiający na aukcji nie był właścicielem seata i nie miał pełnomocnictwa do jego sprzedaży. Do tego stworzył własną nazwę pojazdu [Super Seat Alhambra], która nie występuje w ogóle w katalogach sprzedaży. Do nazwy wystawionego pojazdu nie sposób przyporządkować żadnego dowodu rejestracyjnego pojazdu. Aż w końcu wystawiający na aukcji uchylił się od skutków prawnych, przesyłając oświadczenie woli, w którym napisał, że doszło do błędu. Z tych względów kupujący nie ma podstaw prawnych i faktycznych do sformułowania powództwa o wydanie rzeczy - opowiada Sylwester Nowakowski, adwokat pana Krzysztofa z Koniakowa.

Seat był kolejnym drogim przedmiotem, za który na Allegro można było zapłacić symboliczną cenę. Mieszkanka Żagania (woj. lubuskie) w grudniu 2006 r. kupiła za złotówkę łódkę wartą 40 tys. zł. Sprzedawca nie wystawił ceny minimalnej, a kiedy się zreflektował, zakończył szybko aukcję, podpisując tym samym umowę sprzedaży z osobą, która dała najwyższą ofertę. Pozew trafił do sądu, ale obyło się bez procesu. Żaganianka ma już łódź, ale nie chce zdradzić szczegółów ugody.

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 70622.html

  CO tam słychać w ###EKO-OKNA### bo coś cicho o nich?
Witam Szanowni forumowicze. po długiej przerwie wszystko wiadomo, gdzie jest p. krzysztof itd. widać o co tutaj chodziło - nowa firma z maszynami za 2 mln zł - skąd ta kasa można się domyślić ( 2 latka hasania po Eko-Oknach bez kontroli )Nowy twór powstaje na naszej piersi ( tzn eko-okien ) nikomu nie życzę takiej sytuacji, kiedy to wybiera się kilkudziesięciu pracowników z firmy w ciągu 2 miesięcy, karze się im iść na chorobowe, tak, aby mogli już pracować na rzecz firmy KNS np. Pani Renata Kańczok - która to będąc na chorobowym Eko-Okna ( ze względu na chorą mamę ) obdzwaniała naszych klientów - informując o nowej firmie na vece i roto - ale cenach niższych ( co nie jest prawdą ),
Pan Baca Sebastian – 2 dni przed swoją rezygnacją wydrukował i wyniósł listę ze wszystkimi klientami firmy oraz obrotami - do samego końca mnie zapewniał, że będzie pracował w naszej firmie, kiedy już 3 miesiące wcześniej podjął decyzję o założeniu własnej spółki - JAKA PERFIDIA ? zrobił cennik dla KNS - CENNIK PANA BACY = w 80 % cennik Eko-Okna ( do cen pododawano jedynie + 3 % ), również szata graficzna. Po swoim odejściu zaczyna rekrutować pracowników handlowych – począwszy od działu sprzedaży, handlowcach a na pracownikach naszego sklepu firmowego skończywszy. próbuje przekonać właściciela sklepu firmowego, w którym prowadzimy działalność do wypowiedzenia nam umowy bo bankrutujemy. Panie Sebastianie – zero wdzięczności kiedy to przyszedł Pan prosić o pracę po tym, jak spowodował Pan śmiertelny wypadek samochodem z Pana winy i prosił mnie Pan o opinię na swój temat, aby przed sądem się wybielić, kiedy to prosił Pan, aby zrobić wyjątek w sprawie własnego sklepu – najpierw była mowa o jednym, a później były 3. Kiedy to miało nie wpływać na Pana pracę, a wpływało. Rekrutuje 2 pracowników działu sprzedaży, pozostawiając firmę bez obsługi rynku czeskiego,byli to Paweł Majewski i Mariusz Sichma – odpowiedzialny za rynek czeski w ostatni dzień pozostaje w pracy do godz 18, tak aby móc wyciągnąć wszystkie dane, poza tym ktoś kradnie zeszyt z telefonami i adresami klientów. W następny dzień obydwoje przynoszą chorobowe.
Ja rozumiem każdy ma prawo w demokratycznym kraju otwierać jaką działalność się chce, ale dlaczego palimy mosty i niszczymy wszystko za sobą. Dlaczego ma być tak, że w 100 % za nasze pieniądze i tak łatwo jak po maśle wszystko idzie, niech się troszkę chłopaki pomęczą, niech wiedzą, że to nie tak prosto otworzyć produkcję i już po 5 dniach mieć zamówień na 200 – 600 okien/dzień.
Nadmieniam, że firma względem p. Bacy rozliczyła się co do grosza, nawet zapewniając mu premię roczną ( samochód oraz pieniądze ), której nie musiał dostać.

Pan Krzysztof Mędrala – negocjuje swoje odejście jako wielki przegrany następnie przechodzi w stan wielkiego ukrywającego się , po swoim odejściu nakazuje swoim kilku współpracownikom pójście na chorobowe oraz kilkumiesięczną współpracę z nim „ po cichu „ – mówię tu o tworzeniu programu produkcyjnego przez p. Procka oraz chorobowe p. Edyty Procek, następnie rekrutuje kierownika produkcji Michała Węgrzyńskiego ( naszego długoletniego pracownika ), który z kolei ściąga za sobą kilkunastu pracowników z produkcji. W międzyczasie Magda Węgrzyńska – chorobowe ciążowe przez 2 miesiące. Podczas negocjacji z dostawcami wykorzystuje informacje o cenach i warunkach dostaw, które ma firma Eko-Okna. Dzwoni do biura i próbuje rekrutować praktycznie wszystkich lepszych pracowników.
W ostatnich dniach musieli ruszyć z drugą zmianą, ponieważ znów ubyło nam 2 pracowników oraz brat Michała Węgrzyńskiego – Dawid jest na chorobowym, bo dostał korzonków ( i jak sądzę więcej w pracy się nie pokarze ).

DLA WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW TEGO TEKSTU. ZRÓBMY COŚ, ABY NIE BYŁO TO TAKIE PROSTE, WYŁUDZIĆ PIENIĄDZE, MIEĆ PRACOWNIKÓW ZA DARMO, MIEĆ KLIENTÓW ZA DARMO, MIEĆ SAMOCHÓD ZA DARMO – CHOCIAŻ KTO WIE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE.

  CO tam słychać w ###EKO-OKNA### bo coś cicho o nich?
Witam Szanowni forumowicze. po długiej przerwie wszystko wiadomo, gdzie jest p. krzysztof itd. widać o co tutaj chodziło - nowa firma z maszynami za 2 mln zł - skąd ta kasa można się domyślić ( 2 latka hasania po Eko-Oknach bez kontroli )Nowy twór powstaje na naszej piersi ( tzn eko-okien ) nikomu nie życzę takiej sytuacji, kiedy to wybiera się kilkudziesięciu pracowników z firmy w ciągu 2 miesięcy, karze się im iść na chorobowe, tak, aby mogli już pracować na rzecz firmy KNS np. Pani Renata Kańczok - która to będąc na chorobowym Eko-Okna ( ze względu na chorą mamę ) obdzwaniała naszych klientów - informując o nowej firmie na vece i roto - ale cenach niższych ( co nie jest prawdą ),
Pan Baca Sebastian – 2 dni przed swoją rezygnacją wydrukował i wyniósł listę ze wszystkimi klientami firmy oraz obrotami - do samego końca mnie zapewniał, że będzie pracował w naszej firmie, kiedy już 3 miesiące wcześniej podjął decyzję o założeniu własnej spółki - JAKA PERFIDIA ? zrobił cennik dla KNS - CENNIK PANA BACY = w 80 % cennik Eko-Okna ( do cen pododawano jedynie + 3 % ), również szata graficzna. Po swoim odejściu zaczyna rekrutować pracowników handlowych – począwszy od działu sprzedaży, handlowcach a na pracownikach naszego sklepu firmowego skończywszy. próbuje przekonać właściciela sklepu firmowego, w którym prowadzimy działalność do wypowiedzenia nam umowy bo bankrutujemy. Panie Sebastianie – zero wdzięczności kiedy to przyszedł Pan prosić o pracę po tym, jak spowodował Pan śmiertelny wypadek samochodem z Pana winy i prosił mnie Pan o opinię na swój temat, aby przed sądem się wybielić, kiedy to prosił Pan, aby zrobić wyjątek w sprawie własnego sklepu – najpierw była mowa o jednym, a później były 3. Kiedy to miało nie wpływać na Pana pracę, a wpływało. Rekrutuje 2 pracowników działu sprzedaży, pozostawiając firmę bez obsługi rynku czeskiego,byli to Paweł Majewski i Mariusz Sichma – odpowiedzialny za rynek czeski w ostatni dzień pozostaje w pracy do godz 18, tak aby móc wyciągnąć wszystkie dane, poza tym ktoś kradnie zeszyt z telefonami i adresami klientów. W następny dzień obydwoje przynoszą chorobowe.
Ja rozumiem każdy ma prawo w demokratycznym kraju otwierać jaką działalność się chce, ale dlaczego palimy mosty i niszczymy wszystko za sobą. Dlaczego ma być tak, że w 100 % za nasze pieniądze i tak łatwo jak po maśle wszystko idzie, niech się troszkę chłopaki pomęczą, niech wiedzą, że to nie tak prosto otworzyć produkcję i już po 5 dniach mieć zamówień na 200 – 600 okien/dzień.
Nadmieniam, że firma względem p. Bacy rozliczyła się co do grosza, nawet zapewniając mu premię roczną ( samochód oraz pieniądze ), której nie musiał dostać.

Pan Krzysztof Mędrala – negocjuje swoje odejście jako wielki przegrany następnie przechodzi w stan wielkiego ukrywającego się , po swoim odejściu nakazuje swoim kilku współpracownikom pójście na chorobowe oraz kilkumiesięczną współpracę z nim „ po cichu „ – mówię tu o tworzeniu programu produkcyjnego przez p. Procka oraz chorobowe p. Edyty Procek, następnie rekrutuje kierownika produkcji Michała Węgrzyńskiego ( naszego długoletniego pracownika ), który z kolei ściąga za sobą kilkunastu pracowników z produkcji. W międzyczasie Magda Węgrzyńska – chorobowe ciążowe przez 2 miesiące. Podczas negocjacji z dostawcami wykorzystuje informacje o cenach i warunkach dostaw, które ma firma Eko-Okna. Dzwoni do biura i próbuje rekrutować praktycznie wszystkich lepszych pracowników.
W ostatnich dniach musieli ruszyć z drugą zmianą, ponieważ znów ubyło nam 2 pracowników oraz brat Michała Węgrzyńskiego – Dawid jest na chorobowym, bo dostał korzonków ( i jak sądzę więcej w pracy się nie pokarze ).

DLA WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW TEGO TEKSTU. ZRÓBMY COŚ, ABY NIE BYŁO TO TAKIE PROSTE, WYŁUDZIĆ PIENIĄDZE, MIEĆ PRACOWNIKÓW ZA DARMO, MIEĆ KLIENTÓW ZA DARMO, MIEĆ SAMOCHÓD ZA DARMO – CHOCIAŻ KTO WIE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE.



trochę wyżej coś Pan wspominał o tym, aby pewnych spraw nie poruszać, podobnie jak ma to miejsce w przypadku rodziny. tymczasem obłudnie, perfidnie i chamsko robi Pan to samo. W sumie nie zasługuje Pan na to, abym Pan pisał z dużej litery. Jeśli pomagał Pan komuś w przeinaczaniu faktów, po tym, jak popełnił czyn karalny, to jest Pan po prostu kretynem. A Pańska firma mam nadzieje sie szybko rozleci. Nie dziwi więc fakt, że ludzie Panu uciekają, bo pewnie długie lata mamił ich Pan obietnicami nie do spełnienia - idiota.
A najlepsze okna i tak robi "Jezierski", pozdrowienia dla Pana Piotra J.

  Historyjka finansowa ku przestrodze :)
Auto ubezpieczą, ale pieniędzy nie dadzą
Marek Mamoń
2009-05-26, ostatnia aktualizacja 2009-05-26 20:37

Towarzystwa ubezpieczeniowe skwapliwie przyjmują składki za samochody sprowadzane z zagranicy. Potem dowodzą, że wóz, za który należy wypłacić odszkodowanie, jest w Polsce nielegalnie i ani myślą płacić

Józef Jakubczyk w ubiegłoroczne wakacje sprowadził Niemiec kilkuletnią mazdę - Przez pośrednika, którego wyszukałem w internecie. W taki sposób kupowało auta wielu moich znajomych - dodaje częstochowianin.

Ubezpieczył samochód w Sopockim Towarzystwie Ubezpieczeń Ergo Hestii. Wykupił autocasco. Wartość auta, od której uiszczał składkę, opiewała na 40 tys. zł.

Wóz w kwietniu został skradziony. Policja nie znalazła sprawców i umorzyła postępowanie. Pan Józef zgłosił się do ubezpieczyciela po wypłatę odszkodowania.

Zamiast pieniędzy kilka dni temu dostał pismo odmawiające wypłaty odszkodowania. Hestia dowodzi, że pan Józef jest oszustem, bo auto znalazło się w Polsce nielegalnie, i w tej sytuacji odszkodowanie nie może być wypłacone.

"(...) W wyniku przeprowadzenia procesu likwidacji szkód oraz dokonanych ustaleń nie potwierdzono autentyczności złożonej przez Pana umowy kupna-sprzedaży pojazdu, co sprawia, że pana prawa własności nie zostały potwierdzone.(...)" - przeczytał uzasadnienie odmowy wypłaty odszkodowania nasz czytelnik.

- Miałem wszystkie dokumenty potrzebne do zarejestrowania auta. Przecież w wydziale komunikacji urzędu miasta rejestrują auto na próbę i sprawdzają legalność jego pochodzenia. Czy zarejestrowaliby, gdyby było coś nie tak? - pyta Jakubczyk. - Nawet w skarbówce musiałem dopłacić podatek, bo wartość auta im się nie spodobała - odrzuca oskarżenia Hestii właściciel skradzionej mazdy.

Nieoficjalnie dowiedział się, że z Hestii zatelefonowano do poprzedniego właściciela mazdy w Niemczech, a ten oświadczył, że nie sprzedawał auta częstochowianinowi tylko w autokomisie. Według definicji nielegalnego wprowadzenia pojazdu na teren RP, obowiązującej w Ergo Hestii, wystarczy "niezachowanie przez sprowadzającego obowiązku podania w zgłoszeniu celnym lub innym dokumencie (czyli np. deklaracji akcyzowej albo umowie transakcji) danych zgodnych z rzeczywistością".

- Gdy zawierałem umowę z Hestią, nie pokazano mi przepisów zawartych w "Ogólnych warunkach ubezpieczenia" (OWU), na które teraz się powołują, nie negowano ani jednego dokumentu - irytuje się pan Józef.

- Zapewne jednak właściciel auta podpisał nieopatrznie na polisie ubezpieczeniowej odbiór warunków ubezpieczenia autocasco - tego ubezpieczyciele pilnują . To częsty błąd jaki popełniamy przy zawieraniu umów ubezpieczeniowych - mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych. Nie jest zaskoczona perypetiami naszego czytelnika. Rzecznik Ubezpieczonych od kilku lat przyjmuje podobne skargi i dotyczy to wielu ubezpieczycieli .- Zgłosiliśmy problem do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, uznając, że Ogólne Warunki Ubezpieczeń Autocasco wielu zakładów ubezpieczeń, oferujące ochronę w zakresie kradzieży pojazdu, zawierają niedozwolone klauzule umowne zawarte w definicji Nielegalnego wprowadzenia pojazdu na teren RP. UOKiK prowadzi aktualnie postępowanie sprawdzające w tym zakresie. Biuro Rzecznika Ubezpieczonych otrzymało również orzeczenia sądowe, w których sądy przychylają się do roszczeń ubezpieczonych podkreślając, że to zakład ubezpieczeń, będąc profesjonalistą powinien sprawdzić i zweryfikować dokumenty dotyczące zakupu pojazdu, w tym dokumenty dotyczące sprowadzenia tego pojazdu na terytorium Polski, a w razie powzięcia wątpliwości, od-mówić zawarcia umowy ubezpieczenia.

- W orzecznictwie przewija się pogląd, że należy oceniać zachowanie kupującego, czy dołożył staranności przy transakcji. Jeśli tak, nie wolno obarczać go skutkami nieprawidłowych działań sprzedawcy. Skoro Hestia ubezpieczyła pojazd i zainkasowała składki w oparciu o określone dokumenty, nie sprawdzając ich autentyczności, to uczynił to na własne ryzyko. Innymi słowy: ubezpieczyłeś, to płać odszkodowanie, bo dokumenty należało zweryfikować przed zawarciem umowy - wyjaśnia dyrektor Krawczyk. - Jeśli tan pan zwróci się do nas, postaramy mu się pomóc - deklaruje.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

  Import łodzi
Jesli chodzi o import lodzi z Wysp Brytyjskich do Polski to sprawa jest stosunkowo prosta. Po pierwsze trzeba spisac ze sprzedajacym umowe zawierajaca dane lodzi: marka, model, typ, numery fabryczne(jesli posiada), wymiary, na ile osob, itp.. Poza tym jesli lodz jest z silnikiem(obojetne czy zaburtowy czy wbudowany) to w umowie musza byc jego dane(czyli marka, model, itd..). Jesli lodz byla zarejstrowana, to wlasciciel musi ja wyrejstrowac i dac potwierdzenie o wyrejstrowaniu. Jesli nie byla rejstrowana to dobrze jest napisac w umowie, ze lodz nie byla rejstrowana w zadnym rejstrze w kraju pochodzenia. Bedzie to potrzebne przy rejstracji w Polsce. W Angli wiekszosc lodzi sportowych oraz turystycznych nie jest rejstrowana ze wzgledu na to, ze nie jest to wymagane. Poza tym nalezy zapytac wlasciciela czy posiada dokumenty do lodzi( faktura zakupu, instrukcje obslugi,karty gwarancyjne, rachunki za serwisowanie, itp..). Jesli takowe sa, to w umowie nie trzeba pisac szczegolowych danych lodzi lub silnika, aczkolwiek w Angli lodzie dosyc czesto zmieniaja wlascicieli i po kilku latach po dokumentach nie ma sladu. Poza tym w tym kraju wiekszosc ludzi nie przywiazuje uwagi do dokumentow. Osobno nalezy spisac umowe na przyczepke oraz zapytac o posiadane dokumenty(malo prawdopodobne!). W Angli nie ma dowodow rejstracyjnych na przyczepki wiec sie go nie dostanie( z czego wynikna KOSMICZNE JAJA w Polsce!), aczkolwiek mozna udac sie do oddzialu DVLA (wydzial komunikacji) i sprobowac uzyskac potwierdzenie ze dana przyczepka nie byla rejstrowana bowiem.... nie rejstruje sie ich! Jest to malo prawdopodobne, albowiem DVLA nie chce wystawiac ZADNYCH potwierdzen na cos czego nie mieli lub nie maja na ewidencji. Sprobowac jednak warto, czasem sie udaje.

Jak juz mamy wszystko zalatwione to wyniknie problem z trasnportem lodzi do Polski, bowiem przyczepka nie posiada numeru rejstracyjnego( tam uzywa sie tego samego numeru jaki ma samochod ciagnacy) wiec:
-namalowac tablice rejstracyjna z numerem wlasnego auta i powiesic na przyczepce(jaja w przypadku kolizji, polskie ubezpieczenie nie obejmuje przyczepki, tym bardziej nie zarejstrowanej!)
-zabrac z Polski numer rejstracyjny innej przyczepki(zarejstrowanej i ubezpieczonej!) i powiesic(majac nadzieje ze nie trafimy na szczegolowa kontrole)
-wyslac wszystko do Polski na ciezarowce.
-kupic lodz bez przyczepki i pojechac po nia z wlasna przyczepka, zarejstrowana i ubezpieczona w Polsce.

Po powrocie nalezy najpierw opic nowy nabytek(''lodka Bols'', ''10 w skali Beauforta'',itp..), moze sie bowiem zdarzyc, ze za chwile bedziemy pili z rozpaczy w co ''utopilismy'' nasze ciezko zarobione pieniadze...

Potem ruszamy w nierowny boj z polska biurokracja. Na poczatek trzeba przetlumaczyc umowy na lodz i przyczepke na jez. polski u tlumacza przysieglego. Nastepnie proponuje zadzwonic do lokalnego Urzedu Skarbowego po interpretacje w sprawie podatku(jednym mowia ze placic, innym ze nie...). Potem pozostaje nam udac sie do PZMINW(lub do innego zwiazku lub rejstru w zaleznosci od posiadanej jednostki), wypelnic wniosek o rejstracje(tu beda nam potrzebne wszystkie dokumenty,rowniez ten mowiacy o tym czy dana jednostka byla czy nie byla rejstrowana w kraju pochodzenia), zaplacic wpisowe i czekac na odbior dokumentu rejstracyjnego. Czasami przed rejstracja wymagany jest jeszcze przeglad techniczny, ale to dotyczy raczej wiekszych jednostek plywajacych po mozu(PRS, niech ktos mnie poprawi jak sie myle bo nie jestem pewien).

Na koniec wisienka do tortu(a raczej powod do zalamania psychicznego) czyli oslawiony wydzial komunikacji.Potrzebne: umowa kupna-sprzedazy przetlumaczona przez tlumacza przysieglego oraz karabin zeby zastrzelic urzednikow w wydziale komunikacji! Na 100% zarzadaja dowodu rejstracyjnego z Anglii lub zaswiadzczenia o braku takiego dowodu z DVLA. Nie pomoze tlumaczenie, ze nie istnieja tam dowody rejstracyjne dla przyczepek. Pozostaje zastrzelic urzednika wydzialu komunikacji lub:

a) przedstawic wydrukowany paragraf angielskiej ustawy o ruchu drogowym mowiacej o braku koniecznosci rejstracji przyczepek wraz z tlumaczeniem na polski przez tlumacza przysieglego

b) przedstawic dokument wydany przez wydzial eksportu DVLA o tym ze dana przyczepka(marka, model, nr. nadwozia, itp..) nie byla rejstrowana w Angli z powodu braku koniecznosci jej rejstracji.

Jesli przyczepka jest fabryczna i posiada tabliczke identyfikacyjna z numerem nadwozia to pol biedy(sprawdzic czy posiada numery nabite ROWNIEZ na ramie, inaczej upier... na przegladzie, jesli nie to nabic je samemu przed przegladem byle by byly zgodne z tymi z tabliczki).

Jesli przyczepka jest samorobka z Angli to albo wyzlomowac ja albo zarejstrowac jako SAM zbudowany samemu w garazu, ale NIE mowic ze byla sprowadzona z Angli bo wtedy przedstawia takie zadania dotyczace dokumentacji, ze prawdopodobnie wasz wnuk dokonczy proces rejstracji w przyszlym stuleciu...

Pozdrowienia. Zygmunt.

  Samochody sprowadzane zza granicy
Chciałbym abyście przeczytali list, który znalazłem w portalu interia.pl (jego autor chciałby aby dotarł on do jak największej ilości osób) i powiem że ja również tego pragne, bo już słuchać nie mogę farmazonów na temat "igieł" sprowadzanych zza granicy.

"Chciałbym opisać oszustwo, w jakie dałem się złapać w związku z zakupem samochodu z Niemiec oraz ostrzec przed podobnymi oszustami uczciwych nabywców !

W czwartek zakupiłem samochód VW golf II z 1990 roku. Na pierwszy rzut oka samochód naprawdę idealny, na karoserii nie było widać nawet śladu korozji, po prostu cudo. Stan techniczny również wyglądał na dobry. Po oględzinach oraz przejażdżce (kierował samochodem sprzedawca)zostawiłem zaliczkę - 200 zł. W ciągu kilku dni załatwiłem kredyt w banku na auto i w czwartek pojechałem odebrać wymarzone cudo.

Właściciel załatwił lawetę gdyż auto nie posiadało niemieckich czerwonych tablic rejestracyjnych. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że samochód ma uszkodzoną skrzynię biegów (brak wstecznego). Po telefonicznej rozmowie ze sprzedawcą ustaliliśmy, że pokryje on koszty naprawy skrzyni (300zł). Naprawy dokonał mój znajomy mechanik. Wtedy okazało się, że samochód jest po POWODZI! ! Pod warstwą poprawek lakierniczych kryje się rdza. Jednym słowem samochód to ruina! !

Zadzwoniłem do sprzedawcy i domagałem się zwrotu pieniędzy. W odpowiedzi usłyszałem, że widziałem, co kupuję bo oglądałem. I sprzedawca się rozłączył Ja niestety nie znam się na mechanice, jestem z wykształcenia technikiem handlowcem, więc nie miałem pojęcia, co kupuję. Na zewnątrz samochód wyglądał bardzo dobrze, a okazało się że jest ruiną Według mnie jest to wada ukryta, którą mógł wykryć jedynie specjalista. Na moje nieszczęście umowa kupna-sprzedaży nie posiada danych pośrednika (były wpisane tylko dane właściciela w Niemczech, a po dokonaniu zapłaty dopisano moje dane).

Jedyną nadzieją na pozytywne zakończenie transakcji jest oświadczenie, które sporządziliśmy w dniu pobrania zaliczki. Na tym oświadczeniu są dane pośrednika, samochód, którego dotyczy, oraz cena jaką zapłaciłem (4200zł). Pośrednik najprawdopodobniej nie ma zarejestrowanej działalności gospodarczej, więc z dokonanej transakcji na pewno nie odprowadził podatku. Czy jest możliwość ścigania go również przez Urząd Skarbowy?

Błagam o radę, bo jestem naprawdę zrozpaczony. Dokąd mogę się udać, co zrobić, aby oszust został ukarany i czy mam jakiekolwiek szanse na odzyskanie pieniędzy?

Ja nie mam pojęcia gdzie się udać i co zrobić, oraz czy jest ktoś, kto pomógłby mi w tej sprawie. Na dodatek mam zaciągnięty kredyt w banku, który spłacę dopiero za dwa lata, a tyle ten samochód na pewno nie będzie jeździł. Jednocześnie proszę o umieszczenie tego artykułu na stronie (...) aby inni mogli się dowiedzieć o oszuście z Rybnika i jeżeli ktokolwiek spotka się, lub spotkał się już, z podobnym oszustem - aby wiedział co robić."

  Problem z ubezpieczycielem.
Zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie mi odpowiedzi - wyjaśnienia dotyczącej piniżej wymienionego problemu.

2004 20.VII kupiłem samochód osobowy marki fiat 126p. W ustawowym terminie prezrejestrowałem ten samochód na siebie i optrzymując nowe tablice rejestracyjne i dowód, poszedłem ubezpieczyć go do firmy ubezpieczeniowej do której wcześniej byłem klientem.
W dniu 31.05.2005r. samochód ten został wycofany z ruchu (złomowanie). Natomiast w dniu 20.09 2005 ubezpieczyciel w którym poprzedni właściciel był ubezpieczony tj. PZU Łańcut przysłał mi pismo że mam zapłacić składkę OC w wysokości 85zł za okres 20.07 2004 - 16.02.2005 do dnia 03.10.2005, powołując się na ustawę z dnia 22.05.2003. W piśmie tym napisano mi cytuję: "Informujemy, że stosownie do treści powołanych przepisów, pisemne wypowiedzenie zawartej umowy ubezpieczenia, w przypadku zamiaru kontynuowania umowy w innym zakładzie ubezpieczeń, powinno zostać dokonane nie później niż jeden dzień przed upływem dwunastomiesięcznego okresu, na który umowa ubezpieczenia OC zostałą zawarta. Jeżeli zakład ubezpieczeń nie zostanie powiadomiony pisemnie o wypowiedzeniu umowy do tego terminu, przyjmuje się, ze ostała zawarta kolejna umowa na okres następnych 12 miesięcy." Odpowiadając na to pismo z dnia 30.09.2005 informowałem PZU że ten samochód już na dzień dzisiejszy jest wycofany z ruchu (złomowanie) wysyłająć im kserokopie wszystkich dokumentów, jak również że ten samochód miał inne nr rejestracyjne i został ubezpieczony w mojej firmie ubezpieczeniowej, jak również zmienił się właściciel i adres. Samochód ten o wcześniejszych mających numerach rejestracyjnych na ten czas już nie istniał, a zakład przysłał mi właśnie do zapłaty kwotę na stare numery. Następnie z dnia 30.11.2005 otrzymałem następne pismo od PZU Łańcut informujące mnie że jednak muszę zapłacić tę składkę powołująć się znów na Dz.U.z. 2003r. nr.124 poz.1152, cytuję dalej co napisano w tym piśmie: "...z chwila zakupu pojazdu mechanicznego nabył pan prawa i obowiązki wynikające z umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych zawartej przez zbywcę pojazdu. W przypadku braku z Pana strony formalnego wypowiedzenia umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych w ciagu 30 dni od dnia nabycia w/w pojazdu, którego to wypowiedzaenia nie stwierdzamy w naszej ewidencji, informujemy, że PZU S.A. udzielał w tym czasie ochrony ubezpieczeniowej. Wyżej cytowana ustawa nie wyklucza zawarcia ubezpoieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych w kilku firmach ubezpieczeniowych jednosześnie na ten sam pojazd." Rozmawiając z poprzednim właścicielem, On potwierdził że informował PZU o sprzedaży jego pojazdu i przedłożył polise jak i umowę sprzedaży tego samochodu.
Później poszedłem na pocztę i wpłaciłem tę kwotę wierząc PZU, że jest taka ustawa. Proszę mi odpowiedzieć czy PZU Łańcut postąpił zgodnie z ustawą. Jeżeli mnie wprowadził w błąd to proszę mi napisać jak mam postąpić na dzień dzisiejszy o zwrot tej wpłaconej kwoty OC.